Rozdział 5 *u* Myślałam nad nim prawie cały tydzień ;) Jejkuu od dzisiaj (1.10.15) zaczynam przygotowywać się do bierzmowania...
Kurczę, Naree ta lalka mnie prześladuje... I jeszcze jedno...
DZIKI JONGDAE!
I Natalia, dziękuję, że cały czas śledzisz i komentujesz moje wpisy *.* To bardzo pomaga ;)
Zapraszam do komentowania, klawiatura nie gryzie... Ja też... Naprawdę XD
~Yuu - we wt miałam urodziny i w końcu dogoniłam moją klasę, jak to miło być z kimś na równi XD
~~~~~~~~~~~
Rozdział 5
Ledwo jego głowa dotknęła i już spał. Śniły mu się różne dziwne rzeczy. Na początku żyrafy, potem słonie, a na końcu tańczące małpy. Cieszył się razem z nimi. Potem skakał na chmurkach z różowej waty cukrowej... Z jakimiś nimfami... I nagle sceneria kompletnie się zmieniła.
Wszechogarniająca go ciemność odbierała mu oddech. Nie mógł się ruszyć, sparaliżowany strachem. Coś chwyciło go za włosy. Powoli z ciemności zaczęły wyłaniać się straszne twarze.
Demony - pomyślać i zaczął krzyczeć, gdy jeden z nich złapał go za stopę, a inny za rękę.
- Zostawcie mnie... Błagam... - lecz one nie miały takiego zamiaru. Najokropniejsze było to, że poczęły zdzierać z niego skórę. Bolało jak sto Cruciatusów na raz. Kiedy przekręcił głowę - tylko tyle był w stanie zrobić - ujrzał swoją dłoń. Zdziwił się tym co zobaczył. Zamiast czerwonej papki ujrzał skórę, chociaż nie była taka jaką ją zapamiętał.
Taka blada... Co się ze mną dzieje...?
Znów pochłonęła go ciemność. Usłyszał jak ktoś woła jego imię i ciągnie za ramię. Nie chciał jednak odchodzić. Już nie. Strach minął, a czerń zaczęła robić się przyjaźniejsza. Po chwili nie było już ciemno. Znowu bawił się z małpkami i nimfami na wacie cukrowej, nic go już nie niepokoiło.
***
Nagle ciszę przerwał okropny krzyk.
W co ten dzieciak się wpakował. Jakby Cruciatusem dostał.
Wyszedł z gabinetu, kierując się w stronę pokoju chłopaka. Dzisiaj miała rozpocząć się przemiana. Nie spał całą noc, w razie gdyby był potrzebny. Nie za bardzo zdziwił się krzykiem, też byłby zszokowany, ale żeby aż tak? Coś musiało się stać.
Wszedł do pokoju.
- Zostawcie mnie... - ciche mamrotanie, a potem jeszcze gorszy krzyk. Jakby go dosłownie obdzierali ze skóry. Chociaż Riddle był przyzwyczajony do wrzasków, to na cierpienie syna nie mógł patrzeć, pomimo tego, że owy syn go nienawidzi. Podszedł do łóżka. Chłopak troszkę się uspokoił lecz nadal cicho pojękiwał (A/N: khym Naree, cicho) z bólu. Złapał go lekko za ramię i potrząsnął, wypowiadając przy tym jego imię. Harry, a może raczej Cristopher, uśmiechnął się przez sen.
Wygląda na to, że przemiana dobiegła końca.
***
Obudziły go promienie słońca wpadające przez okno. Zamruczał niczym rasowy kot. Nie pamiętał, kiedy ostatnio spało mu się tak dobrze. Przeciągnął się i usiadł. Ciekawe, że tej nocy nic mu się nie śniło. Dzisiaj miał zamienić się w...
Chwila, chwila, chwila, chwila... To dzisiaj? Nie powinienem czuć się jakoś dziwnie? Albo coś?
Powoli wystawił nogi za krawędź łóżka. Zrobił jeden krok, drugi, ..., ósmy. Stanął przed ogromnym lustrem.
Swoją drogą wczoraj go tutaj nie było... To pewnie przez Riddle'a.
Policzył do trzech i podniósł głowę. Nie mógł powstrzymać głośnego wrzasku. Nagle zalała go fala wspomnień ze snu.
Tak i to w ogóle nie bolało. Przebrzydły kłamca. Ale w sumie... Te małpki były całkiem zabawne...
Wydarł się jeszcze głośniej, kiedy w drzwiach pojawił się nie kto inny jak Tom Marvolo Riddle we własnej osobie. Nie chcąc go oglądać wszedł do łazienki, zamykając się na zamek.
Skąd te wszystkie lustra... Co za człowiek, no ja nie wiem...
Teraz już był zmuszony przyjrzeć się sobie samemu.
Jego włosy nadal były czarne, choć pod światłem miały zielone refleksy. Oczy stały się jeszcze bardziej szmaragdowe, o ile to możliwe. Nadal był niski jak na swój wiek. Skóra była bardzo blada. Spojrzał jeszcze raz na swoją twarz i z dziwnym jak na te okoliczności entuzjazmem, zauważył, że doskonale widzi bez okularów.
Korzystając z okazji i robiąc Riddle'owi na złość zaczął swoją poranną toaletę. Wziął dłuugi prysznic, umył baardzo dokładnie zęby, wziął grzebień i mało zawału nie dostał! Jego... Włosy... Się... Ułożyły...
O łał... Nareszcie będę wyglądał jak człowiek, a nie szopa. Ciekawe czy...
Nie dokończył, bo...
- Harry, nie możesz się tam ukrywać w nieskończoność! Przecież nie wyglądasz wcale tak źle...
Chcąc się z nim podroczyć, Harry zaczął krzyczeć na całe gardło:
- Jak to nie wyglądam źle?! Jestem blady jak ściana, moje włosy są okropne i jestem cholernie niski! ZNOWU ZACZYNASZ KŁAMAĆ! WCZEŚNIEJ TEŻ MNIE OKŁAMAŁEŚ...
- Kiedy cię niby okłamałem? - zapytał Riddle sfrustrowanym tonem.
- POWIEDZIAŁEŚ, ŻE TO NIE BĘDZIE BOLAŁO... - otworzył drzwi. - A bolało jak sto Cruciatusów naraz! - wyszedł z łazienki, rzucił się na kanapę i kontynuował. - Ty przebrzydły kłamco, myślałem, że żartujesz z tymi Cruciatusami, ale czego mogłem się spodziewać...
- Bo ja naprawdę żartowałem!
- Lord Voldemort, który żartuje... Dobre sobie...
- Nikt nie wie co dzieje się podczas przemiany! To bardzo stary eliksir! Myślałem, że to będzie rachu-ciachu i po strachu!
Harry, nie mogąc już wytrzymać poważnej atmosfery roześmiał się.
- Ty...! - Tom zrobił głupią minę, co rozśmieszyło Harry'ego jeszcze bardziej. - Zrobiłeś to specjalnie! A ja myślałem, że to naprawdę tak boli...
- Bo bolało...
- W sumie nie krzyczałbyś tak, gdyby było inaczej... Mam jeszcze jedną sprawę...
- O co znowu chodzi?
- Chciałbym, żebyś uczył się...
- W wakacje? Oszalałeś?!
- Już dawno, a teraz posłuchaj. Słyszałem o twoich wynikach w nauce i twojej impulsywności. Chciałbym, żebyś podszkolił się eliksirów z...
- Proszę tylko nie ze Snape'm...
- Dlaczego nie? Jest najlepszy w swoim fachu, zna twoją tajemnicę i...
- Błagam cię... My się nienawidzimy...
- Mnie też nienawidzisz, a teraz, co? Rozmawiamy „w miarę” spokojnie, prawda?
Tylko, że ja już cię nie nienawidzę... Pomogłeś mi, chodź nie musiałeś, pokazałeś mi prawdę... Jak mogę nienawidzić kogoś, kto okazał się być tą lepszą stroną, a w dodatku moim ojcem... Nie jesteś taki zły jak mi się wydawało... Ale i tak ci tego nie powiem, bo...
- tyleżejajużcięnienienawidzę - powiedział na jednym wdechu.
- Zauważyłem. Jeżeli nie chcesz ćwiczyć z Severusem możesz z Aaronem...
- Kim jest Aaron?
- Dowiesz się w swoim czasie... Tylko pytanie czy chcesz się dowiedzieć... - chłopak skinął głową, a Tom uśmiechnął się lekko. - W takim razie jutro możecie zacząć zajęcia... Jeszcze jest sprawa, oklumencji... - Harry zrobił przerażoną minę. - i jej nauką zajmę się ja sam... A! jeszcze ta twoja impulsywność... Też musi zniknąć... Sam rozumiesz... Możesz się zdradzić...
Kiedy Harry kolejny raz skinął głową, Lord wyczarował Tempus i stwierdził, że musi, jeszcze przedyskutować wszystko z Aaronem, ponieważ ten jeszcze nic nie wiedział. Pożegnał się z nim i wyszedł.
***
1. Zawsze znać prawdę i tylko prawdę. Inaczej możesz odejść, kimkolwiek jesteś, obłudny kłamco.
***
Harry jadł śniadanio-obiad, kiedy ze ściany wyszedł nie kto inny jak Draco Malfoy.
- Cześć, Potte... Gdzie jest Potter i co z nim zrobiłeś? - zrobił groźną minę widząc Cris'a. Jego ciało było naprężone jak do walki.
- Malfoy uspokój się, to ja...
- Nie znam cię. Skąd mogę wiedzieć, że Potter to ty, a nie jakiś tam człowiek z niewiadomo...
- Zamknij się w końcu i posłuchaj - przerwał gniewnie Cristopher. - Riddle jest moim ojcem. Kiedy byłem jeszcze w brzuchu matki, został mi podany Temporaria Adoptionem... - Draco zrobił dziwną minę. - Znasz go, prawda...? - skinięcie. - To dobrze. Dzisiaj rano minęło szesnaście lat od jego podania. Dlatego wyglądam, tak jak wyglądam.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Sprawdź mnie, zapytaj o coś, co wiem tylko ja...
- Którą ręką przywaliła mi Granger, na trzecim roku? - zapytawszy, zarumienił się lekko.
- Prawą, wystarczy? - skinięcie.
- Więc Potter... Kim ty właściwie teraz jesteś, co?
- Cristopher Tom Riddle - powiedział wyciągając rękę w stronę Draco. Blondyn wygiął usta w małym uśmiechu.
- Dracon Lucjusz Malfoy - odpowiedział, przyjmując dłoń.
Tak miało być na początku... - Myśli niebieskookiego błądziły w każdą stronę.
~~~~~~~~~
Mam cichą nadzieję, że wam się podobało. Dziękuję za uwagę, proszę o komentarze i... Do następnego.
~Yuu

O BOŻE
OdpowiedzUsuńO BOŻE
DRACO <3333
HA... tfu. CRISTOPHER <333
....
Brak sił na konstruktywny komentarz.
O mamo ten rozdział jest po prostu odjazdowy w pewnym momencie nie umiałam przestać się śmiać. Czekam na kolejny rodział.
OdpowiedzUsuń