Oddaję w wasze łapki rozdział 1. Mam nadzieję, że wam się spodoba nowe opowiadanie. Czekam na komentarze i zapraszam do czytania!
~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 1
- Suuuuhoooo~ Nie śpij...
- Ale mi się chce...
- Czy to nie dziwne, że Chen, Tao i Sehun także poszli spać...?
- Lay... Daj mi spać... Zaraz tu padnę...
- Ale... Uh. Nie myślisz, że to dziwne?
- Nie. Po prostu byli zmęczeni... Tak jak ja...
- Jak tam chcesz - powiedział i wyszedł z pokoju. Co się z nimi dzieje? Wszyscy są jacyś słabi. Musieli nawet odwołać kilka prób, bo na jednej z nich Luhan prawie zasnął na swojej partii, a Chanyeol za wolno rapował. Wszyscy martwią się, że będą musieli zawiesić koncerty.
Zauważył Baekhyuna, pochylonego nad miską płatków. Od kilku tygodni tak 'jadł'. Podniósł na niego wzrok.
- Cześć, Jednorożcu... - uśmiechnął się słabo. Skinął mu głową na powitanie.
- Nie powinieneś się przespać? Albo odpocząć?
- Nie... Dam radę. Poza tym muszę dokończyć śniadanie - spojrzał na coś, co było wcześniej płatkami z mlekiem. Teraz zamieniło się to w papkę.
- Proszę, powiedz, że nie będziesz już tego jadł - skrzywił się lekko.
- Chyba masz rację - wstał i po chwili znowu usiadł.
- Coś jest nie tak?
- Po prostu... Zakręciło mi się w głowie... - ponownie podniósł się z krzesła. Zrobił krok i upadł.
- Uh... - Lay podbiegł do leżącego chłopaka - Baekkie... Nic ci nie jest? - brak jakiejkolwiek reakcji. - Baekkie?
- Co się dzieje? - usłyszał głęboki głos Chanyeola. - O Boże... - podbiegł do nich szybko. - Co mu się stało?
- Wstał i... Upadł.
- Upadł?
- No mówię, przecież.
Chan pochylił się nad nieprzytomnym.
- Baekhyun... Baekhyun, skarbie, obudź się... - potrząsnął lekko jego ramionami. - Baekkie, proszę... Otwórz oczy - słyszał jak Lay wychodzi. - Baekkie...? - zaniósł go do pokoju i położył na łóżku.
- Chanyeol...?
- Zadzwoń... Zadzwoń po lekarza... Baekhyun, obudź się... Tylko nie po karetkę... Baekhyun, słyszysz mnie? - zero reakcji. Chłopak wyglądał jakby spał. Sprawdzał puls i oddech jeszcze w kuchni, ale wszystko było na miejscu.
***
Lekarz przyjechał po prawie godzinie. Sam nie wiedział, co dzieje się ze 'śpiącym'.
Trzeba czekać, powiedział, jakby się obudził, to zadzwońcie do mnie.
Czekali... Czekali dwa dni. Była warta Xiumina, chociaż Chanyeol i tak cały czas siedział przy chłopaku. Nagle stało się coś... Magicznego. Ciało Baekhyuna podniosło się w górę i dosłownie świeciło. Trwało to może kilka sekund, choć dla nich wydawały się być godzinami. Kiedy ponownie opadł na łóżko, otworzył oczy.
- K-kim jesteście...? - spojrzał na nich niezrozumiale.
- Baekkie, kochanie... Nie żartuj tak sobie - Chan podszedł szybko do chłopaka na łóżku. Baek jednak usiadł i przysunął się bliżej ściany.
- Nie znam cię.
- Baekhyunnie... Jak to mnie nie znasz - wyglądał na bliskiego załamania.
- A powinienem? Nie znam żadnego z was.
- Nie... Nie pamiętasz mnie?
- Jak mogę cię nie pamiętać, skoro cię nie znam?
- N-nie znasz?
- Mówię przecież. Muszę wrócić...
- Gdzie?
- Do domu.
- Jesteś w domu...
- Mówisz o swoim domu? Ja mam swój dom. Nie tutaj. Mój dom jest piękny... Tutaj jest tak ponuro...
- Ponuro?
- W moim domu jest pełno światła. Jest przyjemny, słoneczny... Tu jest po prostu... Ponuro.
- Zawołaj resztę, dobrze Xiu? - powiedział cicho Chan. Wspomniany pokiwał głową i wyszedł szybko. Po chwili do pokoju wszedł Kai. Baekhyun wpatrzył się w niego.
- J-ja... Ja cię znam...
- Jego znasz, a mnie nie znasz?
- Cicho, Chanyeol.
- To ty... Miałeś... Miałeś pomóc... Oni... Tak powiedzieli.
- Kto powiedział...?
- Chanyeol. Zamknij się. Co jeszcze powiedzieli?
- Że... Że to już niedługo - Jongin pokiwał głową.
- Jesteś pewien?
- Tak...
- Co niedługo?
- Chanyeol, nie teraz.
- M-możesz... Możesz mi powiedzieć... Kim on jest? - zapytał niepewnie.
- Kim? Baekhyun, skarbie, to ja...
- Kim jest Baekhyun?
- No... To ty.
- Nie.
- Nie?
- Nie...
- To kim w takim razie jesteś?
- Jestem... Światłem - po tych słowach chłopak zaczął świecić blaskiem, jakiego nigdy nie widzieli.
***
Kiedy 'atak' się skończył wyszli przed pokój. Chanyeol przycisnął Jongina do ściany.
- Ty coś wiesz... - chłopak skinął głową. - Co... Co się z nim dzieje? Dlaczego mnie nie pamięta...? Dlaczego tak świeci? - na chwilę zapadła pomiędzy nimi cisza. W końcu Kai postanowił ją przerwać.
- Widzisz... To nie przypadek, że jest nas dwunastu, i że wszyscy mieszkamy razem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Wszystko w swoim czasie. A teraz... Muszę iść na ważne spotkanie. Dowiecie się wszystkiego... Już niedługo - i odszedł. Usłyszał z pokoju dźwięczny śmiech Baekhyuna. Spojrzał przez lekko uchylone drzwi. No tak. Chen zawsze potrafi rozbawić każdego, nieważne w jakiej jest się sytuacji.
Co się do cholery dzieje, pomyślał i poszedł po trochę wody z lodem. Musi odsapnąć. Ukochana osoba go nie pamięta. Co z tym światem jest nie tak?
~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało...
Zostawcie po sobie znak życia c:
~ Yu
