sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 15 (SŻ)

Rozdział 15

Dzisiaj miał wrócić do Hogwartu. Przez cały tydzień nie musiał robić praktycznie nic, bo "był chory".
Ron i Hermiona zachowywali się conajmniej dziwnie, ale stwierdził, że nie może ich za to winić. W końcu każdy sądził, że nie żyje. Tylko Fred i George się nie zmienili. Próbowali go rozśmieszać, co notabene im się udawało, normalnie z nim rozmawiali i... Po prostu byli sobą. Trochę brakowało mu dwójki swoich najlepszych przyjaciół, ale co mógł poradzić. Nic. Właśnie nic.

Dostał wyniki SUMów. Pomyślał, że poszły mu całkiem dobrze. W tym roku będzie kontynuował transmutację, eliksiry - Dumbledore powiedział mu "w tajemnicy", że ktoś inny obejmie to stanowisko, OPCM, ONMS i astronomię. Nigdy się do tego nie przyznawał, ale kochał oglądać gwiazdy.

- Czy wszyscy są gotowi? - z zamyślenia wyrwał go głos Moody'ego. Pokiwał głową z innymi. - Dobrze. Idziemy zwartym szykiem, nie rozdzielamy się i nie oglądamy za siebie. Stała czujność! - powiedział tym swoim skrzeczącym głosem, a potem wyszedł z domu. Harry poszedł w jego ślady, nie czekając na resztę. Zapomniał się i tyle.
Chwilę potem, dzięki świstoklikowi byli niedaleko stacji Kings Cross. Weszli na peron dziewięć i trzy czwarte...
Harry chciał podejść od razu do Draco lecz blondyn obdarzył go niezbyt przyjaznym spojrzeniem.
A temu, o co chodzi, pomyślał i poszedł za resztą.
- Musimy zrobić obchód - zaczęła Hermiona, uśmiechając się delikatnie. - A potem do przedziału dla prefektów... Poradzisz sobie? - zapytała zmartwiona.
- Tak, jasne, nie musicie się przejmować.
- Na pewno?
- Tak, tak - machnął, lekceważąco ręką. - Nic mi się nie stanie. W końcu Voldemort nie zaatakuje mnie, kiedy tylko wyjdziecie - uśmiechnął się do niej.
- Okej - i wyszli.
Harry pomyślał, że kiedyś Miona urządziłaby mu długi wykład na temat takiego żartowania, a potem dopiero wyszła. Ciekawe, co się z nimi stało.

***
Podróż mijała we względnym spokoju. Od czasu do czasu ktoś zajrzał, przywitał się, zapytał jak leci... No i to by było na tyle.
Wyciągnął z torby album, który zabrał ukradkiem Tom'owi. Otworzył na pierwszej stronie. Jego mama uśmiechała się do niego szeroko, a kiedy go zauważyła, pomachała mu energicznie ręką. Coś go tknęło... Wyjął zdjęcie i odwrócił na drugą stronę.

„Kochany synku, wiedziałam, że to kiedyś znajdziesz. Tylko ty możesz przeczytać, co napisane jest po drugiej stronie tych zdjęć. Starałam się zawrzeć tu wszystko, co potrzebne do wykonania twojej misji. O wszystkim się dowiesz. Nie martw się.
Kocham,
Mama”

Jaką misję, przemknęło mu przez myśl, znowu tajemnice.

Już miał sięgać po kolejną fotografię, kiedy drzwi do jego przedziału otworzyły się. Pojawiła się w nich ruda czupryna Ginny Weasley. Żałował, że bliźniaki nie wrócą w tym roku do Hogwartu. Z nimi mógł pogadać normalnie... Może nie powiedziałby im wszystkiego, ale miło się z nimi rozmawiało.
- Hej, Gin - uśmiechnął się do niej lekko. Dziewczyna siadła blisko niego. Nawet bardzo. Niezbyt mu się to podobało.

***
A już myślała, że nie będzie musiała go uwodzić. Chciała ułożyć sobie związek z Dean'em. Tylko, że... Dumbledore powiedział... Że to dla większego dobra. Wszystko jest dla większego dobra. Miała już tego dosyć. Okej... Harry był miły i w ogóle. Można powiedzieć, że był dla niej jak brat... Ale, kiedy usłyszała, że umarł, to się ucieszyła. Pomyślała wtedy, że wszystko może się dobrze skończyć, bo... Nie będzie musiała go uwodzić.
Siadła blisko Wybrańca.
- Hej, Harry... Jak ci mija podróż?
- Ja... Ginny, wiesz, że nie musisz tego robić? - niby skąd on to wiedział.
- Robić, czego? - uśmiechnęła się do niego.
- No... Tego. Wiem, że to Dumbledore... Każe ci mnie... Podrywać? - chłopak zaczerwienił się lekko. Takie rozmowy są trudne.
- Nie wiem, o czym mówisz? - zielone oczy wpatrzyły się w nią. Odsunęła się od niego i westchnęła ze śmiechem. - Dzięki Merlinowi, wiesz?
- Tylko Harry - zaśmiał się lekko. - Poza tym, ty wiesz, że ja jestem innej orientacji, prawda?
- Jasne - odparła. - Nie jestem Ronem. Tylko on chyba nie zauważył. Nie martw się. Nie powiedziałam nic Dumbledore'owi. W moim interesie nie leżą twoje kłopoty. A teraz wybacz... Dean na mnie czeka - dziewczyna zarumieniła się i uśmiechnęła do niego szeroko. Ruszyła do drzwi. Może jednak wszystko się ułoży...
- Ginny? - zatrzymała się tuż przy drzwiach.
- Tak?
- Dzięki... Za to wszystko.
- Nie ma za co... W końcu od czego jest rodzeństwo? - i wyszła.

***
Po tych słowach zrobiło mu się cieplej na sercu. Ginny to jednak dalej Ginny.
Pół godziny później przebrać się w szkolną szatę i ruszył do powozu. Testrale... Są takie piękne...
- Cześć, Harry - usłyszał wesoły głos Luny. - Chcesz usiąść z nami? - spojrzał na grupkę za nią. Neville uśmiechał się do niego szeroko, a tuż za nimi stała Gin z Dean'em. Trzymali się za ręce.
- Jasne - uśmiechnął się szeroko. Uwielbiał tę blondynkę. Dotarli pod bramę szkoły. Reszta ich wyprzedziła. Nie widział Luny od czasu wydarzenia w Ministerstwie.
- Chcesz spytać jak się czuję? - kiwnął do niej głową z uśmiechem. - Jest dobrze... Oprócz ghula, którego znalazłam na strychu w te wakacje, to było bardzo miło. A jak ty się czujesz, Harry?
- Dobrze...
- Czy Tom Riddle jest dobrym ojcem? - spojrzał na nią zdziwiony. Skąd ona to wiedziała?
Dziewczyna szła z uśmiechem przyklejonym do twarzy i oczami tak jakby... Zamglonymi? Stwierdził, że może jej powiedzieć.
- Tak. Jest najlepszym jakiego miałem.
- Cieszę się, że się dogadujecie.
- Ja też... Nie jesteś zła?
- Zła za co?
- No za...
- Gdybym cię oceniała, nie szłabym tu teraz z tobą.
- Dziękuję, Luno.
Zapanowała między nimi cisza.
- Wiesz... Dzięki temu, że mi to mówisz, czuję się jakbym miała przyjaciela.
- Jestem twoim przyjacielem...*
Weszli do wielkiej sali i rozeszli się do swoich stołów. Ta rozmowa go odprężyła. Tylko skąd Luna, wiedziała? Pozostanie zagadką.
Siadł obok Ginny i czekał na rozpoczęcie. Spojrzał na stół prezydialny. Siedział tam mężczyzna z niebieskimi... Aaron? Raro uśmiechał się do niego szeroko.
Świat oszalał, pomyślał, widzę tego... Argh. Co on tutaj robi?
Spojrzał na Draco. Blondyn nie był ani trochę zaskoczony. Pewnie wiedział. No tak. Przez tydzień mogło się dużo zmienić.
Harry uśmiechnął się do ślizgona, ale ten tylko obrzucił go ironicznym spojrzeniem.
Pewnie ma jakąś misję, czy coś...
Ceremonia się zaczęła. Tiara znowu śpiewała coś o łączeniu się domów w obliczu niebezpieczeństwa. On by się chętnie połączył, ale Malfoy nie chce z nim gadać. Bolało go to, bo w wakacje tak świetnie im się rozmawiało. I chyba się w nim zakochał. Zjadł szybko i poszedł do dormitorium. Był strasznie zmęczony, choć sam nie wiedział, dlaczego.
Wziął prysznic, przebrał się w piżamę i położył się na łóżko. Był tak zmęczony, że nie zauważył, kiedy zasnął.

***
Obudził się następnego dnia wypoczęty. Wstał i popatrzył na zegarek. Szósta. Za godzinę zacznie się śniadanie. Poszedł do łazienki. Miał nawet zamiar ułożyć swoje włosy, ale po piętnastu minutach walki z nimi stwierdził, że to bez sensu. Wyszedł i zauważył na swojej szafce nocnej karteczkę. Wziął ją i ujrzał swój nowy plan. W tym i następnym roku będzie miał tylko te lekcje, które zamierza zdawać na OWUTEMach. Uśmiechnął się. Dzisiaj zaczyna dwoma godzinami eliksirów z Raro, potem OPCM ze Snape'em...
W końcu się dziadyga doczekał, pomyślał Harry.
Potem ONMS, z Hagridem. Godzina transmutacji... Potem dłuższa przerwa i o 18 ma się stawić na Wieżę Astronomiczną, na astronomię.
Zaczynamy zabawę, pomyślał i wszedł do Wielkiej Sali.
Usiadł na swoim wczorajszym miejscu i nałożył na talerz śniadanie. Spojrzał w górę i natrafił na dziwną scenę. Malfoy obściskiwał się z Pansy. I to... Tak dosłownie.
Na miłość boską, on jej wciska język do gardła, stwierdził w myślach Potter, czując gulę formującą się w jego gardle i łzy piekące pod powiekami. Nie. Nie będzie płakał. Opuścił wzrok na swoje śniadanie i patrzył w nie pusto. Zaufał mu. Myślał, że coś z tego będzie. Najwyraźniej się mylił. Wyszedł z sali i skierował się w stronę lochów, na eliksiry.
Było mu niedobrze. Draco... Nie chciał z nim być. Wszystko jasne. Tylko, że nie protestował, kiedy całował go w policzek. Nie odepchnął go. Do cholery, on nic nie zrobił, tylko uśmiechnął się do niego szeroko.

***
Widział jak Potter wychodzi z Wielkiej Sali. Wiedział, że go rani. Niestety nie mógł postąpić inaczej. Tom kazał mu być takim, jakim był przed wakacjami. Zdawał sobie sprawę, że jest kolejnym pionkiem w tej chorej grze, pod tytułem „Kto zdobędzie władzę?”.
Nie chciał tego. Chciał odwdzięczyć się Harry'emu za to, że pokazał co do niego czuje.
Miał ochotę pobiec za nim i przepraszać, za sytuację na śniadaniu. Będzie ich więcej, zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Musi zachować pozory związku z Pansy.

***
- Dzisiaj przyrządzicie eliksir miłosny...
- Ale profesorze, on jest niebezpieczny!
- Właśnie dlatego, panno...
- Granger, sir.
- Będzie większa zabawa! - uśmiechnął się jak szaleniec. - Składniki i instrukcje znajdziecie w waszych podręcznikach na stronie siedemnastej - usiadł przy swoim biurku i zaczął na nich patrzeć. - Na co czekacie? Tylko pan Potter tutaj pracuje, czy jak? - wszyscy odwrócili się w stronę Harry'ego, który już postawił swój kociołek na ogniu i przygotowywał składniki.
Uczniowie zaczęli szybko swą pracę.
Zapowiadają się ciekawe dwie godziny.

~~~~~~~~~~~~
Jestem z nowym rozdziałem! Komentujcie proszę :*

~Shini *.*

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 14 (SŻ)

Rozdział 14

- Dlaczego tutaj jesteśmy? Nie jestem skrzatem... Cris, po co nas tu zaciągnąłeś? To tylko składzik na miotły...
- Możesz być cicho?
- Ale...!
- Ciii - przyłożył mu palec do ust. Ktoś przeszedł za drzwiami.

***
Czas przeznaczony na przygotowania minął bardzo szybko. Kara też się już skończyła.
Siedzieli właśnie w pokoju Dracona, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju zajrzał chłopak z różowymi włosami.
- Powiedziano mi, że znajdę tutaj Cristophera.
- To ja... - odezwał się wspomniany i wstał z łóżka. Wiedział kim jest mężczyzna. Nagle coś sobie uświadomił. Pojechali... Bez niego. Co za... - Idioci. Kretyni. W ogóle nie liczą się z moim zdaniem. - mruczał zły. Miał jechać. - Są tacy... Uh. Nawet nie mam dla nich odpowiedniego określenia - wyminął różowowłosego. - Zabiję go chyba... To najgorszy ojciec jakiego w życiu miałem, a miałem tylko jednego i go nie znałem. Teraz jak znam prawdziwego to nie bierze mnie do... - jego głos cichł z każdym kolejnym krokiem.
Pozostała w pokoju dwójka spojrzała na siebie z niezrozumieniem w oczach.
- On tak zawsze?
Draco zastanowił się chwilę.
- On ma moje zielone pióro! - krzyknął i wyleciał z pokoju.
- A... Aha.

***
Czarny Pan siedział w swoim gabinecie, rozmawiając z Michael'em. Kri sam zgłosił się by iść po chłopaka. Usłyszał dudnienie na korytarzu. Pewnie już wracają.
- Jebana doniczka! - dało się słyszeć głos Cris'a. Michael zamilkł na chwilę. Kilka sekund później chłopak wszedł do pokoju. Chociaż nie. On nie wszedł, on wparował do tego pokoju.
Tom spojrzał na syna.
- Dlaczego... - niestety nie dane mu było dokończyć.
- Jak mogłeś mnie tam nie zabrać?! - zignorował to, że przerwał rozmowę, jak i to, że siedział tu ktoś jeszcze. - Dobrze wiedziałeś, że chcę iść! Nawet nie wiedziałem, że tam jesteście!
- Do Korei? - zapytał starszy Riddle.
- Nie, do brata Alberta - zironizował Cris. - A jak myślisz? Taka szansa już się nie powtórzy... - do pokoju wbiegł Kri.
- Ten to ma biegi... - wymruczał cicho.
- No jasne, że się nie powtórzy. Masz całą masę spraw na głowie. Na przykład syna, którego za bardzo rozpieściłeś przez wakacje. Albo śmierciożerców, których musisz wydostać z Azkabanu. Albo zabicie jednego starca, który wiecznie się miesza w nie swoje sprawy. Albo chociażby opracowanie eliksiru z Severusem, który da ci tamten wygląd, bo musisz wrócić do szkoły - zamilkł na chwilę, patrząc ze złością na chłopaka.
- Tamten wygląd?! Nie chcę tamtego wyglądu! Skoro tak, to ja nie wracam do szkoły!
- Wracasz. Mój syn nie będzie niedouczony z tak błahych powodów jak wygląd.
- Nie wrócę do szkoły, skoro mam wyglądać tak... Jak wcześniej.
- Wrócisz.
- Chyba sobie żartujesz - warknął. Ktoś zapukał do drzwi. Odwrócił się w ich stronę i ujrzał Snape'a, wchodzącego do pokoju.
- Panie - skłonił się lekko. - Skończyłem eliksir dla... Dla chłopaka - przejęzyczył się. Chciał powiedzieć, że dla Potter'a, ale w porę przypomniał sobie, że Potter już Potter'em nie był.
- Dokończymy tę rozmowę później - powiedział, patrząc synowi prosto w oczy. Ten, rozjuszony wyszedł z pokoju, trzaskając głośno drzwiami. - I przestań zachowywać się jak rozpuszczony bachor! - dodał. - Dziękuję, Severusie. Kiedy będzie gotowy?
- Za tydzień.
- Dobrze.

***
Wpadł na Dracona, kiedy wracał gniewnym krokiem do swojego pokoju.
Nie zgadzał się na to. Niby dlaczego miał wracać do szkoły w swoim starym wyglądzie? Szczerze powiedziawszy nie lubił go. Był strasznie wychudzony i musiał nosić okulary.
- A tobie, co? - zapytał blondyn, ale go zignorował, kontynuując drogę do pokoju. - Cris?
- Będziesz musiał oduczyć się tak do mnie mówić - powiedział cicho, otwierając drzwi do swojego pokoju i wchodząc do niego.
- Niby, dlaczego? - szarooki poszedł w jego ślady.
- Bo muszę wrócić do szkoły w swoim starym wyglądzie.
- To do d...
- Poczekaj. Słyszysz?
- Słyszę, co?
Zielonooki w kilku chwilach był przy drzwiach.
- Są za drzwiami - wyszeptał i zaczął podsłuchiwać.
- Musiałeś powiedzieć mu to w taki sposób?
- A jak miałem mu to powiedzieć? I tak za bardzo go rozpieściliście.
- My? To ty mu na wszystko po...
- Nie ważne. Trzeba mu jeszcze powiedzieć, że musi wrócić na Grimmuald Place...
Reszty nie słuchał. Nie może tam wrócić. Nie po tym co się stało.
- Muszę się schować.
- Co...?
- Chodź. Uciekamy - wyszli przez ścianę, przebiegli przez pokój Draco i tak oto znaleźli się w schowku na miotły.
- Oni chcą, żebym wrócił na Grimmuald Place - wyszeptał, a drzwi otworzyły się. Od razu rozpoznał kto to.

***
- Kri...! Proszę... Powiedz, że nie pozwolisz im mnie zabrać! - bliźniacy nie słuchali go prawie wcale, chociaż Kri od czasu do czasu rzucił jakimś tekstem.
- Jasne, może jeszcze frytki do tego?
- Michael... - powiedział, stając obok chłopaka. - Mike... Mogę tak do ciebie mówić, prawda?
- Nic z tego młody - kontynuował Kri. - Musisz wrócić tam... No. Gdziekolwiek to jest.
- Niby, dlaczego? - mgliście przypomniał sobie, jak Draco zadał mu dzisiaj to samo pytanie.
- Bo... Tom tego chce.
- Ale ja nie - burknął cicho i wszedł za nimi do gabinetu.
- Znowu trzeba było cię szukać - zaczął Riddle, a Cris udał, że nie słyszał i rozwalił się w fotelu.
Rozejrzał się po pokoju. Byli w nim wszyscy przyjaciele jego mamy.
- Życie - odparł po dłuższej chwili. Doszedł do wniosku, że droczenie się z Tom'em jest lepsze od nie odzywania się do niego.
- Nie rozumiesz, że tak trzeba? - zapytał, wstając. Na początku też myślał, że chłopak będzie mógł wrócić do szkoły w swoim nowym wyglądzie. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw doszedł do wniosku, że Harry Potter może się przydać. W końcu może dużo dowiedzieć się o planach Dumbledore'a. Wiedział, że Trzmiel dużo powie chłopakowi o swoich planach pokonania go.
- I co jeszcze? - skrzyżował ramiona na piersi.
- Dumbledore ci ufa. Może ci dużo powiedzieć. Poza tym masz jeszcze tydzień.
- Tydzień? Ah, tydzień to przecież bardzo dużo.
- Cris - odezwała się Estrella ze swojego miejsca na sofie. - Mógłbyś  przestać się tak zachowywać? Każdy musi coś poświęcić. To jest wojna, zastanów się dobrze. Nie jest ważne jak wyglądasz, tylko to, co zrobisz. Chcesz pomóc, prawda? - zgasiła jego zapał w pięciu zdaniach. Miała rację i dobrze o tym wiedział. Pokiwał głową. To tyle jeżeli chodzi o przekonywanie. Zrobi to. Koniec kropka.

***
Tydzień minął jak z bicza strzelił. Wypił eliksir dzień wcześniej i znowu był w swoim starym wcieleniu.
Tom dał chwilę jemu i Draco na pożegnanie się.
- To... Do zobaczenia za tydzień - powiedział Harry, wspiął się na palce i pocałował Dracona w policzek. Wyszedł szybko z pokoju i poszedł do gabinetu ojca, zostawiając za sobą zaskoczonego blondyna.
- Jesteś gotowy?
- Mhm...
- Pamiętaj. Severus uratował cię, kiedy była zmiana warty. Uciekliście i resztę wakacji przebywałeś w jego mieszkaniu. Tam wyleczył twoje rany, ocalając tym samym życie. Nie mogliście wrócić na Grimmuald Place, bo śmierciożercy cały czas czuwali. Akurat dzisiaj jest jego kolej na czuwanie, więc ma wolną rękę.
- Okej, okej.
- Będzie przychodził w miarę możliwości codziennie. Jeżeli będzie jakiś problem, masz się zgłosić natychmiast do niego - chłopak pokiwał głową. - Wszystkie książki i przybory już masz, a list z wynikami SUM-ów przyjdzie jutro, tak jak zakładaliśmy.
- Tyle?
- Tak. Masz się nie zdradzić.
- Wiem, wiem...
- Do zobaczenia, Cris - powiedziała Estrella, podchodząc szybko i przytulając go do siebie. Ta kobieta miała w stosunku do niego jakiś matczyny instynkt. Może nie taki jak Molly Weasley, ale na pewno bardzo duży.
- Do widzenia...
- Trzymaj się młody. Nie zwariuj po drodze.
- Ta, ta jasne, pa, Kri. Narazie Mike! - pomachał wesoło do granatowłosego mężczyzny.
- Nie mów do mnie Mike! I do zobaczenia.
Czarnowłosy podszedł do Severusa, wsadzając swoje pomniejszone zaklęciem rzeczy do kieszeni.
- Gotowy na spotkanie z diabłem? - zapytał ironicznie, wyciągając ramię.
- Od dziecka - odparł równie ironicznie.
Aportowali się do domu jego zmarłego ojca chrzestnego.
- Właśnie trwa spotkanie Zakonu Feniksa. Zachowuj się jakoś - powiedział cicho Snape i otworzył drzwi, przepuszczając Harry'ego.
- Z tego, co wiem mieliście nie podsłuchiwać - powiedział mrocznie do grupki, czającej się pod drzwiami.
- M-my... My tylko...
- Nie obchodzi mnie wasze tłumaczenie. Chodź, Potter, nie ma czasu - spojrzeli za jego ramieniem z głupimi minami. Harry uśmiechał się lekko. Wszedł szybko za nim do kuchni. Wszyscy zebrani spojrzeli na niego zdumieni. Wyglądali jakby zobaczyli ducha.
- H-Harry... - zapytał cicho Remus, podchodząc do niego. - My... Myśleliśmy, że... Że nie żyjesz - przyjrzał mu się, spoglądając prosto w oczy.
- Też myślałem, że umarłem - uśmiechnął się chłopak. - Ale profesor Snape mnie uratował.
- U-uratował cię...? - teraz wzrok wszystkich zebranych powędrował do wspomnianego.
- Tak...
- Severusie, dlaczego nie przyprowadziłeś Harry'ego od razu? - zapytał Dumbledore, bez swoich zwyczajowych iskierek w oczach. Był zły. Harry to widział.
- Nie mogłem. Przez całe wakacje, do dzisiaj śmierciożercy obserwowali to miejsce.
- A jak udało ci się go 'wykraść' - dopytywał dyrektor.
- Była warta Avery'ego. Rzuciłem na niego Obliviate, zmieniając mu wspomnienia. Nikt nic nie wie. Myślą, że chłopak sam uciekł - musiał zmienić trochę to, co ustalili. Voldemort nie pozwoliłby mu wrócić, gdyby wiedział, że uratował jego więźnia.
- Sam? Niby jak m...
- Potter, to przecież 'Wybawiciel Czarodziejskiego Świata' - oświadczył ironicznie, a wspomniany chłopak skrzywił się lekko. Nie lubił, gdy tak o nim mówiono. - Ma przecież nieznaną ilość potęgi w sobie - kontynuował sarkastycznie.
- Severusie, przestań już. Harry jest pewnie zmęczony podróżą.
- Ah. A skoro mowa o tym... Chłopak musi mieć pokój sam, bo nie dokończył leczenia.
- Nie ma przecież wystar...
- Nie obchodzi mnie to. Może zająć stary pokój Black'a - dyrektor skinął głową.
- W takim razie... Remusie... Mógłbyś odprowadzić Harry'ego? - mężczyzna skinął głową. - Koniec spotkania. Muszę porozmawiać z Severusem - Zakon w trymiga się zebrał i ruszył w swoje strony.

***
Kiedy inni się rozeszli Harry wraz z Remusem dotarli do pokoju.
- Gdybyś czegoś potrzebował...
- Dowiesz się, o tym pierwszy Remmy. Spokojnie. Nic mi nie będzie - uśmiechnął się, ziewając. - Przepraszam... Jestem bardzo zmęczony. I zniknął za drzwiami pokoju. Był ozdobiony różnymi plakatami drużyn Quidditcha i utrzymany w ciepłych, brązowych barwach. Rzucił szybkie zaklęcie zabezpieczające i wyciszające (nie chciał słyszeć rano krzyków domowników), myśląc przy tym o lekcjach, które w te wakacje dawał mu ojciec. Nauczył się dzięki nim tej nieszczęsnej oklumencji. Wyjął rzeczy z kieszeni i przywrócił im dawny rozmiar. Przebrał się w pidżamę i położył do łóżka. Mimo wszystko, był zmęczony.

~~~~~~~~~~
Nareszcie napisałam ten rozdział. Wena dopisuje z czego jestem bardzo zadowolona. Rozpieszczam was dzisiaj, nie sądzicie?
~ Shini *.*

sobota, 16 stycznia 2016

Dwanaście potęg - ROZDZIAŁ II

Minął tydzień. Baekhyun dalej podtrzymywał, że nie poznaje członków zespołu.
Chanyeol chodził przez ten cały czas przygnębiony. Kai nie chciał mu nic powiedzieć.
Jego Baekkie go nie poznawał. Zastanawiał się dlaczego. No bo... Znał go tyle lat. Kochał. Cóż... Może początki były burzliwe, ale teraz czuł, że nie może bez niego żyć.

***
- Channie... to nie jest tak...
- Nie? Baekhyun, zaufałem ci, a ty co... Nie było mnie tydzień. Wracam, a ty...
- Ja, co? - Chanyeol nie wiedział co odpowiedzieć. Nie byli parą. Ale... Od dawna czuł coś głębszego do swojego przyjaciela. Właśnie. Przyjaciela. Baek spotykał się z różnymi chłopakami. Niscy, wysocy, bruneci, blondyni... Bez różnicy. A on... Zakochał się w nim. Nie miał bladego pojęcia dlaczego, kiedy... Chociaż może wiedział kiedy... - Chanyeol? - Baekhyun pomachał mu dłonią przed oczami. - Co z tobą?
- N-nic...
- Jak nic? - zdenerwował się niższy chłopak. - Najpierw drzesz się na mnie, bo znalazłem kogoś po... Po dwóch tygodniach, a teraz nie wiesz co powiedzieć? Weź ty się puknij...
- J-ja... - chciał, żeby przestał mówić. Przyparł go do ściany i przycisnął swoje usta do tych należących do Baekhyuna. Oderwał się od niego i popatrzył prosto w oczy.
- Chanyeol? - słaby szept wydostał się z ust Baeka.
Chan oparł się czoło o ścianę za chłopakiem.
- Ja... J-ja... Baekhyun, ja chyba cię kocham...
Zapadło milczenie.
- Spójrz na mnie - stanowczy głos chłopaka rozbrzmiał w cichy jak wystrzał. - No spójrz.
Wykonał niepewnie polecenie.
- Baekkie, ja...
- Zamknij się na chwilę - mniejszy popatrzył na niego zamyślony, po czym go pocałował. - Dużo czasu zajęło ci dojście do tego.
- Czyli...
- Tak. Robiłem to wszystko, żeby zwrócić twoją uwagę - uśmiechnął się szeroko.
- Naprawdę...?
- Tak, ty głupku.

***

- Chanyeol. Chanyeoooool... Channie? Yeolli?
Przez chwilę miał wrażenie, że to obiekt jego rozmyślań.
- Baekhyun? - zapytał cicho i spojrzał na chłopaka przed nim.
- Jasne i co jeszcze? - ziewnął Jongdae. Swoją drogą Yeol czuł się trochę o niego zazdrosny, bo Baekhyun spędzał z nim bardzo dużo czasu. Niby wiedział, że chochlik był z Xiuminem, ale... Tak. Był zazdrosny.
- Hm?
- Przestań się zadręczać.
- Ja wcale...
- Nie w ogóle. Jesteś cieniem samego siebie.
- A co ty byś zrobił gdyby to Xiuminowi...
- Na pewno chciałbym go jakoś 'przywrócić'. Pokaż mu zdjęcia, czy coś.
- Kai powiedział, że nie da się nic zrobić - to jedyne, co nam powiedział, dodał w myślach.
- Wiem, o tym. Ale spróbować nie zaszkodzi.
Zastanowił się nad jego pomysłem. W sumie nic nie stało na przeszkodzie... Mógł sobie spróbować. Ruszył w stronę pokoju.
- Chanyeol? - zatrzymał się. - Może najpierw coś zjedz? I wypij kawę? I ogarnij się trochę? Wiesz. Mógłby się przestraszyć, wyglądasz jak trup.
- Dzięki, za komplement - uśmiechnął się i zawrócił.
- Nie ma za co.

Umył się, ubrał, uczesał, zjadł, wypił kawę, czyli można powiedzieć, że się ogarnął. Wszedł do pokoju, który dzielił kiedyś z Baekhyunem.
Dalej były tu jego rzeczy i mógł tu spać, ale zdecydował się na kanapę, ponieważ bolało go patrzenie na chłopaka. I nie. Wcale nie patrzyłby na niego, kiedy śpi. Uśmiechnął się na tę myśl. I tak by patrzył.
Podszedł do jednej z półek.
Lubili robić sobie zdjęcia, a to że Tao miał aparat nie miało z tym nic wspólnego. A może miało.
Wziął album i usiadł na swoim łóżku. Sam też chciał powspominać. Poza tym nie przyszedł mu do głowy żaden pomysł, jak nakłonić Baekhyuna do zobaczenia fotografii.
Czuł na sobie jego spojrzenie. Obserwował go odkąd tylko przekroczył próg pokoju. Nie przeszkadzało mu to. Otworzył album i spojrzał na pierwsze zdjęcie. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który rozlał się na jego twarzy. Obrazek przedstawiał uśmiechniętego Baeka, patrzącego prosto w obiektyw. Kolejne zdjęcie pokazywało ich parę. Byli cali ubabrani mąką. Patrzyli sobie w oczy i uśmiechali się do siebie szerokim. Pamiętał to.

***

- Channie, mam taką ochotę na...
- Seks? - dokończył usłużnie wyższy, uśmiechając się figlarnie.
- Nie. Na ciasteczka.
- Jesteś pewnych, że nie na seks? - zapytał, łapiąc go za biodra i przyciągając do siebie. - Bo wiesz...
- Tak. Jestem pewny, że chcę ciastka - odparł, stając na palce i cmokając go w usta. - Choć zrobimy je!
- Ale jesteś całkowicie przekonany, że...
- Tak. Jestem w stu procentach pewien, że chcę ciastka... Z kawałkami czekolady i...
- Dobra, dobra, idę... - niższy złapał go za rękę i pociągnął do kuchni.

Tak oto po dwóch godzinach skończyli cali w mące. Na szczęście ciastka wyszły. Tao złapał za aparat i zrobił im zdjęcie. Kolejna fotografia do albumu 'BaekYeol'.

***

Album naprawdę nazywał się 'BaekYeol'. Baek sam go ozdabiał kolorowymi mazakami, brokatem i wstążkami. Już miał oddać się kolejnemu wspomnieniu, ale z zamyślenia wyrwał go głos Baekhyuna. Miał wrażenie, że się przesłyszał. Podniosł wzrok na chłopaka na sąsiednim łóżku.
- Huh?
- Co tam patrzysz? - powtórzył niższy. - Cały czas się uśmiechasz.
- Album z... Naszymi zdjęciami.
- Naszymi?
Odmruknął coś na potwierdzenie. Baekhyun westchnął głęboko.
- Mogę je obejrzeć z tobą? - zapytał, robiąc miejsce obok siebie i uśmiechając się lekko.
- Jasne - ucieszył się Yeol i usiadł szybko we wskazanym miejscu.
Zaczęli je oglądać, a przy każdym Chan opowiadał jakąś historię związaną ze zdjęciem. Przez chwilę poczuł się tak jak dawniej.

- Tylko mi nie mów, że założyłem taką spódniczkę... Albo, że w ogóle założyłem spódniczkę - Baekhyun patrzył krytycznie na zdjęcie, przedstawiające jego samego w stroju cheerleaderki. Uśmiechał się szeroko. Obok niego stał chłopak z blond włosami w podobnym stroju. Podobnym, bo chłopaka obok był różowy.
- Założy...
- Ja go znam - wskazał na blondyna, nie dając dokończyć Chanyeolowi.
- Co? - Chanyeol był zbity z tropu.
- Znam go... Był... Tam.
- Gdzie, 'tam'?
- Uhm... Nie wiem jak to wytłumaczyć. Ale... Znam go. Chciałbym... Chciałbym się z nim spotkać.

~~~~~~~~~~
Rozdział drugi. Mam nadzieję, że się spodobał C=

~ Shini

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Dwanaście potęg - ROZDZIAŁ I

Oddaję w wasze łapki rozdział 1. Mam nadzieję, że wam się spodoba nowe opowiadanie. Czekam na komentarze i zapraszam do czytania!
~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 1

- Suuuuhoooo~ Nie śpij...
- Ale mi się chce...
- Czy to nie dziwne, że Chen, Tao i Sehun także poszli spać...?
- Lay... Daj mi spać... Zaraz tu padnę...
- Ale... Uh. Nie myślisz, że to dziwne?
- Nie. Po prostu byli zmęczeni... Tak jak ja...
- Jak tam chcesz - powiedział i wyszedł z pokoju. Co się z nimi dzieje? Wszyscy są jacyś słabi. Musieli nawet odwołać kilka prób, bo na jednej z nich Luhan prawie zasnął na swojej partii, a Chanyeol za wolno rapował. Wszyscy martwią się, że będą musieli zawiesić koncerty.
Zauważył Baekhyuna, pochylonego nad miską płatków. Od kilku tygodni tak 'jadł'. Podniósł na niego wzrok.
- Cześć, Jednorożcu... - uśmiechnął się słabo. Skinął mu głową na powitanie.
- Nie powinieneś się przespać? Albo odpocząć?
- Nie... Dam radę. Poza tym muszę dokończyć śniadanie - spojrzał na coś, co było wcześniej płatkami z mlekiem. Teraz zamieniło się to w papkę.
- Proszę, powiedz, że nie będziesz już tego jadł - skrzywił się lekko.
- Chyba masz rację - wstał i po chwili znowu usiadł.
- Coś jest nie tak?
- Po prostu... Zakręciło mi się w głowie... - ponownie podniósł się z krzesła. Zrobił krok i upadł.
- Uh... - Lay podbiegł do leżącego chłopaka - Baekkie... Nic ci nie jest? - brak jakiejkolwiek reakcji. - Baekkie?
- Co się dzieje? - usłyszał głęboki głos Chanyeola. - O Boże... - podbiegł do nich szybko. - Co mu się stało?
- Wstał i... Upadł.
- Upadł?
- No mówię, przecież.
Chan pochylił się nad nieprzytomnym.
- Baekhyun... Baekhyun, skarbie, obudź się... - potrząsnął lekko jego ramionami. - Baekkie, proszę... Otwórz oczy - słyszał jak Lay wychodzi. - Baekkie...? - zaniósł go do pokoju i położył na łóżku.
- Chanyeol...?
- Zadzwoń... Zadzwoń po lekarza... Baekhyun, obudź się... Tylko nie po karetkę... Baekhyun, słyszysz mnie? - zero reakcji. Chłopak wyglądał jakby spał. Sprawdzał puls i oddech jeszcze w kuchni, ale wszystko było na miejscu.

***

Lekarz przyjechał po prawie godzinie. Sam nie wiedział, co dzieje się ze 'śpiącym'.

Trzeba czekać, powiedział, jakby się obudził, to zadzwońcie do mnie.

Czekali... Czekali dwa dni. Była warta Xiumina, chociaż Chanyeol i tak cały czas siedział przy chłopaku. Nagle stało się coś... Magicznego. Ciało Baekhyuna podniosło się w górę i dosłownie świeciło. Trwało to może kilka sekund, choć dla nich wydawały się być godzinami. Kiedy ponownie opadł na łóżko, otworzył oczy.
- K-kim jesteście...? - spojrzał na nich niezrozumiale.
- Baekkie, kochanie... Nie żartuj tak sobie - Chan podszedł szybko do chłopaka na łóżku. Baek jednak usiadł i przysunął się bliżej ściany.
- Nie znam cię.
- Baekhyunnie... Jak to mnie nie znasz - wyglądał na bliskiego załamania.
- A powinienem? Nie znam żadnego z was.
- Nie... Nie pamiętasz mnie?
- Jak mogę cię nie pamiętać, skoro cię nie znam?
- N-nie znasz?
- Mówię przecież. Muszę wrócić...
- Gdzie?
- Do domu.
- Jesteś w domu...
- Mówisz o swoim domu? Ja mam swój dom. Nie tutaj. Mój dom jest piękny... Tutaj jest tak ponuro...
- Ponuro?
- W moim domu jest pełno światła. Jest przyjemny, słoneczny... Tu jest po prostu... Ponuro.
- Zawołaj resztę, dobrze Xiu? - powiedział cicho Chan. Wspomniany pokiwał głową i wyszedł szybko. Po chwili do pokoju wszedł Kai. Baekhyun wpatrzył się w niego.
- J-ja... Ja cię znam...
- Jego znasz, a mnie nie znasz?
- Cicho, Chanyeol.
- To ty... Miałeś... Miałeś pomóc... Oni... Tak powiedzieli.
- Kto powiedział...?
- Chanyeol. Zamknij się. Co jeszcze powiedzieli?
- Że... Że to już niedługo - Jongin pokiwał głową.
- Jesteś pewien?
- Tak...
- Co niedługo?
- Chanyeol, nie teraz.
- M-możesz... Możesz mi powiedzieć... Kim on jest? - zapytał niepewnie.
- Kim? Baekhyun, skarbie, to ja...
- Kim jest Baekhyun?
- No... To ty.
- Nie.
- Nie?
- Nie...
- To kim w takim razie jesteś?
- Jestem... Światłem - po tych słowach chłopak zaczął świecić blaskiem, jakiego nigdy nie widzieli.

***

Kiedy 'atak' się skończył wyszli przed pokój. Chanyeol przycisnął Jongina do ściany.
- Ty coś wiesz... - chłopak skinął głową. - Co... Co się z nim dzieje? Dlaczego mnie nie pamięta...? Dlaczego tak świeci? - na chwilę zapadła pomiędzy nimi cisza. W końcu Kai postanowił ją przerwać.
- Widzisz... To nie przypadek, że jest nas dwunastu, i że wszyscy mieszkamy razem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Wszystko w swoim czasie. A teraz... Muszę iść na ważne spotkanie. Dowiecie się wszystkiego... Już niedługo - i odszedł. Usłyszał z pokoju dźwięczny śmiech Baekhyuna. Spojrzał przez lekko uchylone drzwi. No tak. Chen zawsze potrafi rozbawić każdego, nieważne w jakiej jest się sytuacji.

Co się do cholery dzieje, pomyślał i poszedł po trochę wody z lodem. Musi odsapnąć. Ukochana osoba go nie pamięta. Co z tym światem jest nie tak?

~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało...
Zostawcie po sobie znak życia c:
~ Yu

sobota, 12 grudnia 2015

Dwanaście potęg - PROLOG

Kolejny nudny dzień. Baekhyun siedział na łóżku i po raz kolejny czytał ten sam akapit, w ogóle go nie rozumiejąc. W końcu dał sobie spokój z lekturą i wziął słuchawki. Podłączył je do telefonu, założył i puścił muzykę. Przymknął oczy i odchylił głowę do tyłu, opierając ją o ścianę. Siedział spokojnie, kiedy nagle zrobiło mu się zimno. „To dziwne” - pomyślał, bo był przecież środek lata i mogło być jakoś ponad trzydziestu stopni. Wstał i założył jakąś bluzę. Nie mógł już słuchać muzyki. Odpiął słuchawki i je zdjął. Usiadł po turecku. Dalej było mu zimno. Wziął koc. Dla kogoś postronnego wyglądałoby to dziwnie, ponieważ kto normalny, kiedy jest trzydzieści stopni przykrywa się kocem?
Poczuł się strasznie zmęczony, jakby nie spał od kilku dni. Nie chciał się położyć. Taka pozycja mu odpowiadała. Głowa opadła mu w dół i usnął.

***

Chanyeol wracał z boiska, kiedy nagle zrobiło mu się słabo. Oparł się o jakiś słupek i przeczekał aż przestanie kręcić mu się w głowie.
- Hej, wszystko ok? - usłyszał pytanie.
- Tak, tak... Zakręciło mi się w głowie. Pewnie od tego słońca - odparł i spojrzał w twarz Minho. - Idziemy...?
- Uh... Umówiłem się z Taeminem... Wrócisz sam? - spojrzał na niego zmartwiony.
- Jasne! To pa! - powiedział z uśmiechem. Nadal czuł się trochę dziwnie, ale dorm EXO w końcu nie był aż tak daleko.

***

- Kai... Tobie też jest tak gorąco?
- Kyungie... Co ty gadasz? Każdemu jest gorąco o tej porze roku.
- Ale... Nie tak... - Jongin spojrzał na niego. Chłopak miał czerwone policzki i świeczki w oczach.
- Kyungie... Masz gorączkę...? - przyłożył dłoń do jego czoła. - Uh... Chodź, wrócimy już... - Soo pokiwał głową. Szli chwilę, kiedy...
- Kkamjong... Już mi lepiej.
- Co?
- No tak. Zobacz - wziął jego rękę i przyłożył sobie do czoła. Jego policzki były już normalne.
- Rzeczywiście... Ale może jednak wrócimy do dormu.

***

- Xiu... Xiu, wszystko okej?
- Nie wiem... Jest mi tak... Wesoło! - zaczął się śmiać. - Chen, pamiętasz jak nazywaliśmy cię Chenderella?
- Baozi, to było dawno temu - Jongdae uśmiechnął się szeroko.
- Sad Baozi~ - zaśpiewał sobie Xiumin i zrobił buźkę. - Kupimy jakieś cukierki?
- Jasne. A jakie?
- Arbuzowe.
- Mniam.
Nagle chłopak przestał się śmiać.
- Jongdae, gdzie my idziemy?
- No po te cukierki...
- Cukierki?
- Mhm... Chciałeś to idziemy.
- Ah... Okej.

***

- Sehunnie... Źle się czuję... - powiedział chłopak o spojrzeniu jelonka. Oglądali właśnie film, leżąc na kanapie. Blondyn czule go obejmował.
- Uh... Lulu... A co ci się dokładnie dzieje...?
- Nie wiem... Mam ochotę zwymiotować...
- Przynieść ci miskę... Albo wody...?
- Nie... Już chyba w porządku.

***

- Suho... Te dragi były jakieś nie ten...
- Mówiłem ci, żebyś ich nie brał.
- Ale mi się po nich chce płakać...
- Podobno po prochach zawsze jest wesoło. Przynajmniej tobie - Lay rozpłakał się. - Hej... Co się dzieje? Wszystko jest okej...
- No właśnie nie wiem - przytulił się do niego. - Jest mi tak źle.
- Biedactwo ty moje... Nie płacz już...
- Już... Już mi lepiej.
- Poważnie?
- Mhm...

***

- Nie chce mi się grać.
- To po co mnie tutaj ciągnąłeś?
- Bo w dormie jeszcze chciałem grać.
- A teraz nie chcesz, bo co?
- Uh... Nie wiem. Nic mi się nie chce.
- Kris... To bez sensu.
- Wiem, Pandziu, ale co poradzę? Dobra, biegnę trochę pograć z chłopakami.
- Co...? Przecież przed chwilą...
- Poczekaj tu na mnie!

~~~~~~~~~~~
Oto prolog do nowego opowiadania c: Wstawię je dzisiaj, bo Ree wyjeżdża, no i no.

Z dedykacją dla wszystkich czytelników.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wam wszystkim:
pomyślności
zdrowia - bo zdrowie ma się tylko jedno
szczęścia - bo każdy chciałby być szczęśliwy
spełnienia marzeń - bo marzenia to piękna rzecz i jeżeli się w nie bardzo wierzy, to można osiągnąć wszystko
prawdziwych przyjaciół - bo nie warto tracić czasu na fałszywych i niewłaściwych ludzi, wiem z doświadczenia
żebyście zawsze byli sobą - bo bycie kimś innym się nie opłaca
żebyście byli wysocy - bo być niskim, to niefajna sprawa (wiem, bo mam 1m 66cm wzrostu i wszyscy są ode mnie wyżsi)
No i oczywiście
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

~Shini

piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 13 (SŻ)

Rozdział 13

- Znaleźliśmy ich dokładny adres. Niestety nie możemy się tam aportować.
- Czemu nie?
- Potężne osłony... I to trochę za daleko. Taka podróż kosztowałaby nas za dużo mocy.
- A... Aha. Kiedy możemy wyruszyć?
- Najdalej za miesiąc.
- Nie da rady wcześniej?
- Chcesz się zabić?

***
Minęły dwa tygodnie od przybycia do dworu Estrelli. Harry dalej miał karę, ale od teraz podchodził do niej bardziej 'na luzie', ponieważ znajdował w pokojach różne ciekawe rzeczy. Na przykład ta skrzynia. Była w niej zapasowa różdżka jego matki, naszyjnik z rubinem i masa listów. Listów jego matki i Tom'a. Nadal nie potrafił nazywać go „ojcem”, chociaż kilka razy spróbował. Właśnie wracał z ogrodu, do którego niedawno zaprowadził go Draco. Pomimo swoich wcześniejszych słów, nie byli przyjaciółmi. To znaczy nie dokońca. Nadal się sprzeczali, choć nie tak, żeby się urazić. No, a przynajmniej nie za bardzo, bo czym byłby wtedy sarkazm?
Blaise wkońcu pogodził się Theodor'em. Nawet kupił mu czerwone róże. Dużo czerwonych róż.
Wszedł do biblioteki. Znalazł ją podczas odbywania kary. Najbardziej zaciekawiły go książki, mówiące o animagii i - co zszokowało go najbardziej - o eliksirach. Odkąd Aaron pomaga mu w nauce bardzo je polubił, pomimo tego, że czasem wysadza kociołek w powietrze albo mikstura zaczyna niebezpieczne bulgotać, bądź przybiera inny kolor niż powinien.

Chciał nauczyć się animagii. Nie wiedział dokońca dlaczego... Tak po prostu. Bezwiednie zaczął bawić się wisiorkiem, należącym do jego matki. Zawsze chował go pod koszulką, ponieważ czuł, że tak trzeba. Kolejna rzecz, której nie potrafił wytłumaczyć. Wyciągnął jedną z pozycji i usiadł w miękkim fotelu. Zagłębił się w lekturze, nawet nie czując, że zasypia.

***

- Gdzie on się znowu schował...? - zapytał Riddle, po czterogodzinnym szukaniu chłopaka. - Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć.
- Spokojnie, Tom. Nadal jest we dworze.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Sam mówiłeś, że osłony go nie przepuszczą.
- No fakt... - odparł zrezygnowany.
- Tom, czy ty się o niego martwisz? - zapytał Aaron.
- Nie, ja po prostu...
- Znalazłam go - powiedziała Estrella, wchodząc do pokoju.
- Gdzie...
- W bibliotece... Tam na samej górze.
- Jak on tam wszedł?
- Miał na sobie naszyjnik Lily - powiedziała ostrożnie.
- Uh... A skąd?
- Nie wiem...?
- Dobra, idę do niego...
- Nie zdziw się tym co tam zobaczysz~ - zaśpiewała Estrella i wyszła z pomieszczenia.

***

Tom wszedł do biblioteki. Harry spał w fotelu z książką na kolanach. Wziął ją do ręki. „Podstawy Animagii”. Nawet się nie zdziwił. Puścił podręcznik. Wiedział, że sam odleci na swoje miejsce.
- Co by tu z tobą zrobić, hm...? - wymruczał. Po chwili wyczarował niewidzialne nosze i przelewitował na nie chłopaka. Ruszył do wyjścia, a one 'poleciały' za nim.

***

Obudził się i spojrzał na okno

Chwila. Na okno? Przecież w bibliotece nie ma okien naprzeciwko foteli.

Rozejrzał się uważnie po pokoju. Nie pamiętał, żeby tu przychodził. Gwiazdy migotały na niebie. Usiadł na parapecie. Wiedział, że nie zaśnie po całym dniu. Odnalazł na niebie Syriusza. Zawsze świecił najmocniej.
- Kiedyś cię stamtąd wyciągnę... - obiecał, patrząc na gwiazdę.

~~~~~~~~~~
Uh... Nie wiem, co mam powiedzieć. Rozdział pojawił się po trzech tygodniach. I to dosyć krótki. Przepraszam. Kompletnie nie miałam na niego pomysłu. Jeszcze egzaminy próbne i ten stres. Huuuu *+*
Jedna dobra rzecz przynajmniej wydarzyła się w tamtym tygodniu, bo Chichi nie wyjechała. Na szczęście. Jeżeli kiedyś to przeczyta, to ten rozdział jest dla niej. Trzymaj, mała XD
~Yuu

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 12 (SŻ)

Jestem z kolejnym rozdziałem! Nie za bardzo wiem, co napisać, więc tylko zapraszam do czytania.

~Yuu

~~~~~~~~~~~
Rozdział 12

- A temu, co? - Severus uniósł brew.
- Nie wiem. To ja powinnam o to spytać. Poznałam go jakieś czterdzieści minut temu...
- Co tu się dzieje? I dlaczego Cris wygląda, jakby zaraz miał zemdleć? Co mu zrobiliście?
- No, właśnie... Nic mu nie zrobiliśmy - Tom uniósł brew.
- Tak, bo każdy normalny człowiek piszczy i blednie, kiedy NIC mu się nie dzieje, prawda?
Harry spojrzał na niego i zdecydował się na taktyczny odwrót.

***

I po co tak piszczałeś?

Ale... To Korea, no! Po prostu...

Dobra, teraz to nieważne. Idź do tego wyjścia. Powoli... Krok za krokiem, żeby cię nie zauważyli.

Znając moje szczęście i tak mnie zatrzymają.

Dlaczego tak nie wierzysz w siebie?

Hm... Pomyślmy. Bo... Nie, nie mogę. Nie pomyślę tego teraz, bo się rozpłaczę.

Dobra. Teraz powoli... Otwórz drzwi. I brawo! Wyszedłeś! Teraz zamknij drzwi.

O kurwa! Kto tu postawił tę, jebaną, doniczkę?!

Biegnij, gamoniu!

***

W czasie, kiedy Harry powoli wycofywał się do drzwi dorośli, dalej się kłócili. O ile można nazwać do kłótnią. Tylko taka szybka, nic nie znacząca wymiana zdań. Na czym to ja... A! Więc dorośli dalej rozmawiali, kiedy usłyszeli huk, a potem słowa:
- Kurwa, kto tu postawił tę, jebaną, doniczkę?! - a potem stukot butów o posadzkę, jakby ten ktoś biegł. Estrella zrobiła głupią minę.
- Czy to nie jest przypadkiem ta sama doniczka, o którą cały czas potykała się Lily?
Severus pokiwał w zdziwieniu głową.
- Ta sama. I te same słowa... Myślałem, że nikt już na nią nie wejdzie, bo tylko Lily jej nie zauważała. A ona jest wielka!
- Skoro już się tak nadziwiliście, może lepiej odnajdziecie teraz Cris'a, co? Nie wiadomo, co może mu strzelić do głowy, a miał bardzo dużo czasu, żeby wcześniej pochodzić po domu i znaleźć jakąś kryjówkę.

***

Biegł przed siebie, kiedy nagle na coś wpadł. Tym czymś okazał się Draco Malfoy.

Tylko, dlaczego patrzy na mnie z góry? Twarda ta podłoga, trochę... Chwila. Podłoga?

Blondyn od razu wyciągnął w jego stronę dłoń. Harry złapał ją i usłyszał kroki.
- Muszę się gdzieś schować - wyszeptał rozgorączkowany.
- Co...?
- Nie mam teraz czasu - Draco pokiwał głową i dalej trzymając rękę Harry'ego, pobiegł przez labirynt korytarzy, by w końcu zatrzymać się przed ogromnymi drzwiami. Niebieskooki popchnął je i wszedł do pomieszczenia. Harry szybko podążył za nim. Nie zrobił dwóch kroków, kiedy się zatrzymał.

Pięknie...

To miejsce świeciło własnym blaskiem. Pod nim była trawa... Złota trawa. Nigdy czegoś takiego nie widział. Staw był jedynym ciemnym kolorem. Wyglądał jak wielka plama atramentu, na tle tego wszystkiego. Nad stawem stało wielkie rozłożyste drzewo. Z jednej z gałęzi zwisały dwie huśtawki.

- C-co to za miejsce...? - blondyn już zajmował miejsce na jednej z nich.
- Hm... Nie dokońca wiem... Myślę, że to jakiś magiczny ogród. Kiedyś go znalazłem i nie zmienił się od tamtego czasu.
- Tu jest pięknie...
- Prawda?

***

- Gdzież on jest? - szukali go już od ponad dwóch godzin.
- Skąd mam wiedzieć? To nie ja jestem jasnowidzem.
- Argh. To tak nie działa. Przecież wiesz. O, Merlinie... - złapała się za głowę. - Już... Już nie musimy go szukać. Myślę, że może tam zostać.
- Gdzie?
- Ogród...
Severus rozszerzył oczy w zdziwieniu i pokiwał głową.

***

Siedzieli tam nie zwracając uwagi na upływ czasu. Harry leżał na trawie, a Draco dalej siedział na huśtawce.

Tu jest tak miło. Mógłbym zostać tu na zawsze. Mmm...

~~~~~~~~~~~
Rozdział krótki. Przepraszam, nie mam ostatnio weny, żeby pisać. To znaczy... Mam zarys całej historii, ale ubrać ją w słowa jest już trochę ciężej. Mam nadzieję, że wam się tu podoba. O ile, ktoś w ogóle tutaj zagląda. Zostawiajcie komentarze! Prooooszę c:

Nara!
~Yuu

Shinigami Yukio

Moje zdjęcie
Witam Cię serdecznie na moim blogu yaoi. Jeżeli już tu jesteś to może zostań na dłużej...? A może Ci się tu spodoba... ;) Chciałabym zobaczyć jak się tu udzielasz, komentujesz, bo... to uszczęśliwia *u* Dasz mi jeden komentarz, a ja będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Hm... Chcecie coś o mnie wiedzieć...? Moje prawdziwe imię to Kaśka, kocham yaoi... w sumie to wiadome, skoro je piszę :* Nie lubię tłumów, dostaję ataków paniki, kiedy za dużo ludzi jest wokół mnie. Co jeszcze... Potterhead i k-poperka XD Chyba tyle *u* Zachęcam do komentowania, pa!