sobota, 31 października 2015

Rozdział 10 (SŻ)

Zapraszam na nowy rozdział. Komentujcie, komentarze karmią Fazę!

~~~~~~~~~~
Rozdział 10

O... Och... Mama. Coś dla mnie tu zostawiła? W dworze Malfoy'ów. Malfoy Manor. Łał. Czy coś jeszcze? I o co chodzi z informacjami? Dzięki mamo... Po prostu... Jest zaje...

Uważa...

BUM!

- H-hej, Cris...? Nic ci się nie stało?

Co tu robi Theo? Miał jechać do domu po imprezie. Minął już od niej jakiś tydzień. Nie rozumiem.

- Nie, nic mi nie jest - podniósł się z podłogi.

Łał. Ten to ma zamach, normalnie zwalił mnie z nóg. Dosłownie.

Spojrzał mu w oczy. Były lekko zapuchnięte, jakby chłopak płakał... Długo. Zresztą jego skóra była jeszcze bledsza. Ciemne worki dopełniały obrazu czystej rozpaczy. Albo depresji. Jak kto woli.
- Hej, Theo... - powiedział delikatnie. - Co się stało?
- B-bo... Bo Bla... Blaise - tutaj chłopakowi pociekły łzy. - Blaise chce odpoczynku... I-i on... - czkawka i szloch to nie najlepsze połączenie.

Jeżeli zaraz się nie uspokoi, to się udusi.

- Theo - powiedział stanowczo. Położył mu dłonie na ramionach. - Theo to twój pokój? - czymś musi odciągnąć jego uwagę.
- T-tak
- Chodź... Tam mi wszystko opowiesz, ok?
Theodor pokiwał powoli głową i wszedł do pomieszczenia, z którego przed chwilą wyszedł. Harry na własnej skórze przekonał się, że drzwi są twarde. Pokój był przytulny. Ściany pomalowano na pomarańczowo, a sufit zaczarowano jak w hogwarckiej Wielkiej Sali. To znaczy prawie. Ten przedstawiał tylko szare niebo i padający deszcz. Zielonooki wiedział, że na dworze jest piękna pogoda, bo właśnie wracał z ogrodu. Na środku pokoju stało łóżko, a w odstępach mniej więcej metrowych po obu jego stronach były okna. Po prawej umieszczono szafkę nocną. Brunet przeszedł przez dziurę w ścianie. Wyglądała jakby ktoś specjalnie nie wstawił tu drzwi. Potter szybko nadrobił stracony czas i ruszył za chłopakiem. Okazało się, że do salonu. Przed kominkiem stała sofa i dwa fotele. W rogu umieszczono biblioteczkę. Miała więcej książek od tej jego. I w ogóle była jakaś większa. No dobra była dużo większą, zajmowała całą ścianę. Zajął miejsce obok chłopaka. Siedzieli chwilę w ciszy.
- Theo... Powiesz mi o co chodzi?
Brunet kiwnął niepewnie.
- B-bo to wszystko moja wina! - Harry wyczarował dwie szklanki z wodą. Jedną dla siebie, żeby zająć czymś ręce, drugą dla chłopaka obok, miała pełnić rolę odwrócenia uwagi, gdyby znowu zachciało mu się płakać... Czy coś w tym stylu. - Gdybym wtedy nie zachował się jak dzieciak wszystko byłoby ok!
- Czekaj, czekaj. Od początku... Spokojnie... Mamy czas.

Dlaczego czuję się jak pieprzony terapeuta?

- Mhm... - zastanowił się chwilę. - Zaczęło się wtedy, kiedy jak mu tam... Aaron zakrył oczy B-blaise'a. Był strasznie blisko niego. Myślę, że za blisko, ale Blaise uważa, że wcale nie. Ja... Ja chyba źle to zinterpretowałem... To znaczy... Po prostu nie mogłem tego wytrzymać. Tak strasznie byłem zły. Wiesz... Bo Blaise zmienia partnerów jak rękawiczki. A... Ale to... To między nami... Trwa już jakieś pół roku - rozpłakał się. Czarnowłosy wcisnął mu w rękę wodę i nakazał pić. - I... I on mi wtedy powiedział, żebym przestał się tak zachowywać... Żebym przestał być zazdrosny. Tylko... Tylko, że ja go kocham. Nie wiem, czy on mnie, ale ja go bardzo. Nie chcę go stracić. Ja nie wiem co... C-co zrobię... Gdy zer... Kiedy to się zakończy. Wiem, że to się kiedyś stanie... Ale nie teraz. To... To zbyt straszne... Nie powiedział tego dosłownie, ale zrozumiałem, że potrzebuje przerwy... A jeśli to będzie koniec...? - rozryczał się zupełnie. Harry nie za bardzo wiedział co robić. Był dobrym słuchaczem, ale jeszcze nigdy nikogo nie pocieszał. Przysunął się do niego i przytulił niezręcznie i zaczął mówić jakieś słowa pocieszenia.
- Cześć, Theo... O Cris... Cześć - ktoś wszedł do pokoju, a Potter odsunął się, by spojrzeć kto to.
- Hej, Draco.
- Ja... Już nic... Pa! - wybiegł z pokoju.

Dziwny człowiek ten Draco Malfoy.

***

Jak... Jak to... Cris i Theo... Jak to... Przecież Theo kochał Blaise'a... Nie. To nie możliwe. Po prostu nie. Theodor nigdy nie zdradziłby swojego chłopaka. Cris. Cris nie mógłby popsuć ich związku. Mówił mi ostatnio, że ładna z nich para, że miło by było, gdyby się nie rozstawali. Ja, głupi w to wierzyłem. Zakochałem się. Pierwszy raz się zakochałem. W kimś kogo nienawidziłem przez pięć lat. Najchętniej teraz bym się gdzieś schował. Najlepiej w ogrodzie, tam nikt mnie nie znajdzie.

***

- Cris... - Theodor uśmiechnął się lekko. Wyglądał trochę jak szaleniec, bo na policzkach wciąż miał ślady zaschniętych łez.
- Hm...? - odwrócił się w jego stronę.
- Draco, chyba się w tobie zakochał - spojrzał na niego wielkimi brązowymi oczami.
- C-co? Nie... No coś ty. On we mnie?
- Znam go od dzieciństwa.
- Ale...
- Cris. Nie wybiegłby tak szybko, gdyby coś się nie stało, prawda?
- Może sobie o czymś przypomniał i... - Theo pokręcił głową. - To niemożliwe... Ja... On... My nie możemy... To po prostu... Niebezpieczne. Nie teraz. Ja... Muszę pobyć chwilę sam. Przepraszam, Theo...
- Nie, jest ok. I tak chciałem zafiuukać do Blaise'a.

***

Jak to się mogło stać? Nie dawałem mu przecież żadnych sygnałów. Ani nic. Ja go nie kocham. Chociaż nie wiem. Nie wiem co czuję... To takie... frustrujące.

Wszedł do swojego pokoju i usiadł na parapecie. To to samo okno, z którego pierwszy raz zobaczył Draco. Ogród był piękny, jak zawsze zresztą. Blond czupryna. Draco Malfoy siedział na drzewie. Dosyć wysoko. Otworzył okno i...
- Tylko nie spadnij! - wykrzyknął do chłopaka. Blondyn odwrócił głowę w jego stronę i uśmiechnął się lekko.
- Oj tam!
- Jak spadniesz to dopiero będzie „oj tam”!
- Oh, bo pomyślę, że się o mnie martwisz, Riddle!
- Tak sobie mów, Malfoy!
Nagle Draco zrobił dziwną minę i czym prędzej zszedł z drzewa. Chwilę patrzył jeszcze w stronę Harry'ego, a następnie szybkim krokiem ruszył do domu.
- Nie lepiej było po prostu tam zejść? - usłyszał cichy głos za sobą. Podskoczył prawie wypadając za okno, po czym odwrócił się i spojrzał prosto w oczy Riddle'a.
- To... Nie. Nie było lepiej. Nie chciało mi się. Naprawdę - uśmiechnął się.
- Tak. Mniejsza z tym. Nie po to tu jestem. Ktoś chciałby się z tobą widzieć - Harry zrobił dziwną minę. Ciekawe kto chce go widzieć. A szczególnie, kto chce widzieć jego jako nowego jego, skoro nikt o przemianie nie wiedział, oprócz kilku osób.
- Kto...
- Nie teraz. Chodź. Musisz się z nią zobaczyć.
Z nią. Hm...

***

Weszli do gabinetu Riddle'a. Harry podszedł do jednego z foteli i usiadł na nim. W drugim siedziała czarnowłosa kobieta z niebieskimi oczami. Ubrana była w białą letnią sukienkę.
- Witaj, Cristopher. Długo czekałam na to spotkanie. Kim jestem? - zapytała, kiedy Harry chciał zadać pytanie. - Estrella Verde. Mam ci coś do przekazania. Wiesz o tym, mam rację? - uśmiechnęła się. Zapowiada się bardzo długa rozmowa.

~~~~~~~~~~~
Rozdział krótszy niż zwykle...Przepraszam. Nie miałam głowy do pisania, bo tata miał w środę wypadek... Na szczęście nic się nie stało z jego zdrowiem, tylko samochód już chyba do niczego się nie nada. Cały przód rozwalony, mówię wam: masakra.
Myślałam, że notka w ogóle w tym tygodniu się nie pojawi, ale zebrałam się w sobie i ją napisałam.
Proszę o zostawianie znaku życia, że tu byliście, bo to naprawdę bardzo pomaga.
Do następnego
~Yuu

1 komentarz:

  1. NOONA JESTEŚ BRUTALNA T.T
    JAK MOŻNA W TAKIM MOMENCIE
    BIEDNY THEO
    BIEDNY DRACO
    CO SIĘ DZIEJE
    DLACZEGO
    <////3

    OdpowiedzUsuń

Shinigami Yukio

Moje zdjęcie
Witam Cię serdecznie na moim blogu yaoi. Jeżeli już tu jesteś to może zostań na dłużej...? A może Ci się tu spodoba... ;) Chciałabym zobaczyć jak się tu udzielasz, komentujesz, bo... to uszczęśliwia *u* Dasz mi jeden komentarz, a ja będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Hm... Chcecie coś o mnie wiedzieć...? Moje prawdziwe imię to Kaśka, kocham yaoi... w sumie to wiadome, skoro je piszę :* Nie lubię tłumów, dostaję ataków paniki, kiedy za dużo ludzi jest wokół mnie. Co jeszcze... Potterhead i k-poperka XD Chyba tyle *u* Zachęcam do komentowania, pa!