Jak każdy... No dobra prawie każdy, czekam na autobus. Spóźniłam się na wcześniejszy i moja Faza akurat teraz się przebudziła. Zostało mi jakieś 22 min a potem jeszcze 20 min jazdy. Dzisiaj jest 22.09. Może coś z tego wyjdzie.
Naree, no witam xD *cieszy się, piszczy i idzie pisać*
Natalia T. Dziena za komcie *.*
A teraz zapraszam do czytania i komentowania xD
Żeby nie było piszę datę skończenia rozdziału: 25.09.15
~Yuu
~~~~~~~
Rozdział 4
-Co zrobił?! - zdenerwował się Aaron. -To... To nienormalne!
Mężczyzna wyglądał inaczej niż we wspomnieniu Tom'a. Zielone, niczym igły sosny, oczy wyrażały złość. Czarne teraz włosy z granatowymi końcówkami, nie były już długie lecz pocieniowane wokół jego twarzy. Grzywka wpadała mu prawie do oczu, także była w połowie granatowa. Wyglądał jakby młodziej, chociaż jego wzrok mówił sam za siebie, że wiele przeżył. Skrzyżował ręce na piersi i nerwowo przechadzał się po pokoju.
- Wiem. Inaczej, bym cię nawet nie wzywał - Odparł Riddle w miarę spokojnie.
Dobrze, że ostatnie wspomnienie, które pokazał Harry'emu nie było jego wspomnieniem. Bardzo dobrze.
- Jeszcze raz... On myśli, że opętałeś jakiegoś tam faceta... Tak?
-Tak.
- I że zawsze pragnąłeś tylko jego śmierci? A co z cmentarzem? Nawet cię tam nie było... Co ten szczur mu zrobił? Miał wziąć tylko kroplę, KROPLĘ, krwi Crisa... A on, co? Zabawił się w złego śmierciożercę, no co za idiota... I dlaczego on wogóle zabił tego chłopaka... Kompletny idiota...
- Przecież wiem, ale co ja mam teraz zrobić, przecież on mnie nienawidzi.
- Z czasem się przekona, że jest po złej stronie barykady, jeżeli już tego nie zrobił... - przerwał widząc minę Riddle'a zdziwił się tym co było na niej wymalowane. Usta wykrzywiły się w łobuzerskim uśmiechu, a oczy zaświeciły psotnie. - Co znowu?
- Ciekawi mnie jak zareaguje dyrektorek na wieść, że kolejny Riddle pojawi się w jego szkole - powiedziawszy to zaśmiał się krótko, a Aaron nie wiedząc co zrobić uśmiechnął się szeroko.
***
Ciekawe... Bardzo ciekawe...
Co znowu jest takie 'ciekawe'?
To okno ma bardzo wzorzyste wzory...
Jakie znowu wz... Przestań już. Wiem, że tu jest nudno, ale nie musisz mówić, że wszystko jest ciekawe kiedy takie wogóle nie jest... Patrz jaki ładny ogród, on jest dość interesujący, albo...
Czy to Malfoy? Ej ja też chcę do ogrodu... Czemu on tu patrzy... Chyba mnie widzi... Aish! Widzi, bo zrobił głupią minę...
A może byś się tak schował?
Cicho tam!
Nie no naprawdę?
Uśmiechnę się do niego.
Grrr...
Pomyślawszy to uśmiechnął się do Malfoya z wyższością, jak sam zainteresowany w szkole. Draco jeszcze bardziej zbaraniał, a on jeszcze bardziej się uśmiechnął. Do blondyna zaczęła zbliżać się Narcyza, dlatego Harry szybko schylił się, siadając na podłogę pod parapetem. Drzwi otworzyły się ukazując mu Tom'a...
- Dlaczego siedzisz na podłodz...- przerwał mu głośny śmiech zielonookiego. - Jeszcze tego mi brakuje, żebyś zwariował...
- Ja, haha, wcale nie, hahaha, zwariowałem! - wykrztusił pomiędzy atakami śmiechu. - Po prostu, haha, Draco Malfoy był w ogrodzie, hahah, i mnie, chyba zobaczył, hahaha, no to ja, hahahaha, uśmiechnąłem, hahahaha, się do niego, ale nie, hahahahah, tak normalnie, tylko hahahaha, jak on do mnie w szkole, hahaha, a on zrobił taką głupią minę hahahaha....
- A gdzie w tej „historii" - zrobił cudzysłów palcami. - siedzisz na podłodze?
- Bo Narcyza przyszła i musiałem się schować - powiedział. Na podniesioną brew Riddle'a dodał:
- No co, miałem mało czasu, nie?
- Tak, a parapet pod oknem to najlepsze schronienie, tak?
- No... Taak!
- Aha... No dobra mniejsza z twoją psychiką... Musimy poga...- Nie dokończył, bo Harry zemdlał.
***
Jakby wejść do lewego skrzydła...
Przeniósł wzrok na owe skrzydło i w jednym z okien dostrzegł Potter'a...
Czekaj Potter'a, a co on tu niby robi?
Wpatrzył się w niego, a zielonooki uśmiechnął się z wyższością...
Notabene robię to lepiej... Co nie zmienia faktu... DLACZEGO ON TU JEST?! Merlinie... Uśmiechnął się do mnie... Łał, ale szok...
On uśmiechnął się jeszcze szerzej, po czym spojrzał w bok i już go nie było.
- Kochanie, nie możesz stać tak z otwartą buzią... Wogóle, dlaczego tak tutaj stoisz, miałeś, chyba, coś zrobić, prawda?
- Tak, mamo...
- No to już! - po czym klasnęła w dłonie, wzięła rękę syna i zaprowadziła go do domu.
Tylko co Potter tu robił?
***
- Musimy poga...- chciałem się podnieść, ale walnąłem w coś głową.
Aish! Parapet no tak...
Miałem mroczki przed oczami. Myśląc, że nic mi nie będzie, chciałem powtórzyć czynność lecz po chwili, w oczach mi poczerniało i chyba zemdlałem.
***
Nie wiedział ile tak leżał, ale chyba niedługo sądząc po słońcu, które teraz świeciło pełną parą.
Czyli musi być koło południa.
Riddle'a już tu nie było. Wstał poszedł do łazienki, przemył twarz wodą. Mało zawału nie dostał wychodząc...
- Malfoy, a co ty tu robisz?
- Siedzę...?
- Przecież widzę... Ale po co TUTAJ siedzisz?
- Och, no nie mów nikomu... Nudzi mi się okropnie, a ty jako jedyny jesteś w moim wieku...
- Malfoy my się nienawi...
- Zrobimy zawieszenie broni...
- Riddle cię przysłał? - widząc jego zdziwioną minę dodał:
- Voldemort.
- Co? Nie... Tylko zobaczyłem cię jak byłem w ogrodzie i... - tu Harry uśmiechnął się lekko. - No co?
- Żebyś ty widział swoje miny... - zachichotał cicho. - Były strasznie głupie.
- Malfoy'owie nie robią głupich min.
Harry nagle coś sobie przypomniał.
- Jak ty tu wogóle wlazłeś, Riddle mówił, że nie możesz...
- Oczywiście, że mogę, znam każde tajne przejście w tym domu, nawet by nie zau...- pukanie do drzwi.
Harry nie myśląc wiele schował Malfoy'a do szafy.
- I ma być cisza - szepnął, a głośno powiedział - Proszę! Och czego ty tu znowu chcesz?!
- Z kim rozmawiałeś?
- Ze sobą.
- Twoje zdrowie psychiczne, chyba wymaga leczenia.
- Nie, wszystko jest ok, ja nie gadałem, ja... śpiewałem.
- Aha... Nie wnikam... Musimy pogadać.
-...
- Jak wiesz dzisiaj w nocy rozpocznie się przemiana. Nie do końca wiadomo, jak wszystko będzie wyglądało...
- Przecież mówiłeś, że będę spał...
- Tak, ale... W sumie to nie wiem... Bo nie ma konkretnych informacji na temat tego ekiksiru...
- Świetnie.
- I, hmm... Dlaczego ta szafa się trzęsie?
- Co? A szafa... Nie, chyba, coś ci się przywidziało... - poczuł ogarniającą go senność. - Czy możesz już iść?
- Nie, ale co się dzieje?
- Nic się nie dzieje... Idź pogadaj sobie z Aaronem, czy jak mu tam było...
- No dobra, wpadnę później...
Po wyjściu Riddle'a, Harry czuł, że niedługo zaśnie na stojąco. - Malfoy wyjdź stąd tak jak tu przyszedłeś...
- Ale...
- Już!
Draco z obrażoną miną podszedł do jednej ze ścian i za nią zniknął. Potter nie zastanawiając się długo, położył się na łóżko i zasnął.
***
Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że się podobało.
Zostawiamy komentarze *u*
~Yuu
