Hej <\3 A oto rozdział numero tres ;) Piszę to w damskiej toalecie, w której siedzę teraz z całą moją grupą(jest 14.09) Jest 6 dziewczyn i 1 chłopak pzdr4all jak nas złapią.
Jest 18.09. Od poniedziałku żyję na k-popie. Dobrze do tego wrócić. Dzięki Naree za opamiętanie mnie.
~Yuu
~~~~~~
Rozdział 3
Kolejny koszmar obudził go o 6.30 i stwierdził, że już nie chce iść spać. Wstał i ubra... W sumie ubrałby się gdyby nie to, że nie wiedział gdzie owe ubrania są.
Eww... Głupi Riddle.
Czekaj, a czy ty przypadkiem nie jesteś jego syne...
Zamknij się! Gdzie te ubrania...
Ej tam stoi szafa, czy...
Och, no nie zauważyłem jej, okej...?
Acha, szafa stojąca naprzeciw ciebie nie jest widoczna wcale, a wcale...
Dobra idę...
Otworzył szafę, wyjął z niej białą bluzkę z jakimś napisem i czarne dresy. Wziął bieliznę i...
Te drzwi to pewnie od łazienki...
Nie pomylił się. Duże kafelki były naprzemiennie białe i oliwkowe. Duża biała wanna...
4 osoby by się tu zmieściły...
Zlew i toaleta. Prysznic.
Łazienka jak łazienka...
Oj weź nawet w Hogwarcie takiej nie...
Zamknąłbyś się wiesz...
Umył się pod prysznicem, wysuszył ręcznikiem. Zęby, twarz wszystko ok. Wyszedł z łazienki spokojniejszy, jakby woda zmyła wszystkie zmartwienia. No prawie, bo gdy zobaczył kto stoi przy parapecie...
-Czego chcesz - warknął w stronę zamyślonego Riddle'a.
-Mieliśmy poroz...
-Nie będę z tobą rozmawiał! Sprawa jest prosta okej?! Jesteś moim ojcem, moja matka... Matka cię kochała, okej! Ale ja nie... Ja cię nienawidzę, chciałeś mnie zabić, zabiłeś Cedrika bo 'był niepotrzebny', a teraz co?! Myślisz, że ja tego nie zapomnę?! A niech cię...- usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Po jego twarzy potoczyły się łzy wściekłości.- To niemożliwe... Po prostu niemożliwe... - mruczał sam do siebie.
-To... To nie tak, że ja chciałem cię zabić...
-Nie?! A Quirrel sam z siebie miał głowę z tyłu swojej, prawda?!
-Quirrel...? - zdziwił się Riddle. - Może i nienawidzę szlam i mugoli, ale nie jestem psychopatą... O co ci chodzi, co?
-No w pierwszej klasie... Opętałeś Quirrel'a i chciałeś zdobyć kamień filozoficzny, i on miał ciebie z... Chwila, chwila... Po co ja ci to mówię?! Przecież tam byłeś...
-O czym ty mówisz? Jakbym miał mało problemów na głowie... Opętywanie?! Nawet głupi wie, że jeżeli się kogoś opętuje to nie widać śladów zewnętrznych... I to jeszcze na głowie... To nienormalne...
-Bo ty jesteś normalny, prawda? - sarknął Harry cicho.
-...pewnie to znowu ten stary Trzmiel... Mniejsza muszę pogadać o tym z Aaronem...
-Z kim?
-O co ci znowu chodzi?
-Kto to Aaron?
-Nieważne... Może kiedyś się dowiesz - po czym odwrócił się w stronę parapetu i wziął z niego teczkę. - Nie przyszedłem tu po to, żeby się z tobą kłócić.
Na brązowej teczce była pięczęć Ministerstwa.
-Co to?
-Teczka.
-Grr co jest w teczce?
-Tak jakby, po mugolsku, to twoja 'biografia'.
-To znaczy?
-Opisane twoje życie aż do teraz...
-Czekaj! Dlaczego tu jest napisane...
-To twoje prawdziwe dane. Starożytnej magii nie oszukasz.
Harry zaczął czytać.
***
Imię/Imiona: Cristopher Tom
Nazwisko: Riddle
Imię/Imiona matki: Lily Mary
Nazwisko: Potter
Nazwisko rodowe matki: Evans
Imię/Imiona ojca: Tom Marvolo
Nazwisko: Riddle
Uwagi: Eliksir Temporaria Adoptionem. Podobieństwo do James'a Charles'a Potter'a. Opiekun prawny (świat mugoli) Petunia Dursley, (świat magii) Albus Percival Wulfryk Brian Dumbledore. Dnia 26 czerwca 1996r opiekunem Cristophera uznany zostaje biologiczny ojciec dziecka według prośby matki.
***
Dalej było napisane całe jego życie aż do chwili obecnej. Tylko jedno go dręczyło, a mianowicie:
-Temporaria Adoptionem?
-Tak.
-Co tak?
-Tak to ten eliksir.
-Eliksir...?
-Nie znasz go, prawda?
-Nie, przecież nie powiedziałem nic ta...- uniesienie brwi przez Riddle'a -No dobra, dobra, okej! Nie znam go...
-Było tak od razu - mruknął Tom, a głośno powiedział. - Jego właściwością jest to, że działa dokładnie szesnaście lat od jego podania. Dlatego jesteś podobny do James'a.
-Co się stanie, kiedy przestanie działać?
-Zamienisz się w Cristopher'a Tom'a Riddle'a. Będziesz wyglądał tak jak miałeś wyglądać od urodzenia.
-Czy... Czy to będzie bolało?
-Jak sto Cruciatus'ów rzuconych naraz - powiedział sarkastycznie Tom. Widząc minę Harry'ego dodał. - Nic nie poczujesz, bo będziesz spał.
-Aha...
-Jeszcze jedna sprawa.
-...
-Nie możesz narazie wychodzić z tego pokoju.
-Dlaczego? Jesteśmy w twoim dworze, prawda?
-Nie.
-Przepraszam, co?
-Nie. Jesteśmy. W. Moim. Dworze.
-Jak to, nie? To gdzie, do cholery, jesteśmy?! - znów zaczęło w nim buzować. - Super, nie dość, że pojutrze będę kompletnie inną osobą, to jeszcze jestem n...
-Jesteśmy w Malfoy Manor.
-Co?! Nie, tylko nie to. To, co niedługo 'książę' Malfoy tu zawita, bo to przecież jego jebany dom i może chodzić gdzie...
-Nie może wchodzić do tego skrzydła. Chyba, że chce umrzeć. Albo gdy go zawołam. Dlatego nie możesz wychodzić.
-Tak, bo ja jestem taki głupi i chodzę wszędzie gdzie nie mogę, co nie? - ujrzawszy minę Riddle'a, powiedział - Dobra, dobra, nie będę wychodził.
- Jeżeli będziesz czegoś potrzebował to zawołaj Szlamka. To znaczy skrzata.
Kiwnął głową, a Voldemort wyszedł.
Po chwili na stole...
Stole?!
Nie mów, że się nie rozejrzałeś.
Nooo... Nie miałem czasu. I Riddle przyszedł.
...pojawiło się śniadanie. Wracając do wystroju. Pokój był duży, ale przytulny. Ściany pomalowane były na ciemnozielono. Ogromne łóżko z narzutą i poduszkami w kolorze ścian miało srebrne wstawki. Baldachim był taki sam jak reszta. Przez ogromne okna z czarnymi zasłonkami wpadało wiele światła. Oczywiście zasłonki zostały odsłonięte. Ogromna szafa stała przy drzwiach łazienki. Po prawej stronie łóżka stała szafka nocna.
W rogu pokoju stała biblioteczka.
Trochę w lewo kominek, a naprzeciwko niego stolik. Przy stoliku stała kanapa i po obu jej stronach fotele. Harry usiadł na sofie. Na tacy znajdował się imbryczek z parującą herbatą, szklanka z sokiem pomarańczowym, jajecznica, bułeczki, masło, dżem i jeszcze owoce.
On myśli, że ja to wszystko zjem?
No, a nie?
W tym momencie zaburczało mu w brzuchu. Dopiero teraz zauważył jaki był głodny. Zdziwiony samym sobą zjadł wszystko. Naczynia zniknęły, a on najedzony podszedł do biblioteczki.
Mugolskie książki? No, no, a myślałem, że Riddle ich nienawidzi.
Wziął z półki „Miasteczko Salem” S. Kinga, usiadł na kanapie i zaczął czytać.
***
Co by tu zrobić?
Draco Malfoy siedział na parapecie okna ze znużoną miną.
Dlaczego wakacje muszą być takie nudne? Hm...
Rozciągający się za oknem ogród był piękny, ale jemu już dawno się znudził.
Nie byłem jeszcze w lewym skrzydle. Tam mieszka Czarny Pan. Długo go tutaj nie było, może dalej tak jest. Zginę jak mnie zobaczy, ale czym jest życie bez niespodzianek.
Zeskoczył z parapetu i już miał wychodzić, kiedy drzwi od jego pokoju się otworzyły.
-Wychodziłeś gdzieś?
-Nie, ojcze.
-Nie? A wydawało mi się, że...
-No... Chciałem iść do ogrodu...?
-Draco widzę, że kłamiesz. Gdzie szedłeś.
-chciałemiśćdolewegoskrzydła - powiedział cicho i zarumienił się lekko.
-Chyba nie dosłyszałem.
Dracon wziął głęboki oddech. Kochał ojca, ale czasami naprawdę się go bał.
-Chciałem iść do lewego skrzydła, ojcze.
-Po co, czy nie mówiłem ci, że...
-Przepraszam, ojcze.
-Dobrze. Nie możesz tam sobie ot tak chodzić, a w szczególności, gdy Czarny Pan jest w dworze. Co ci strzeliło do głowy?!
-Chciałem...
-Co?
-Nudziło mi się...
-Ach! I chciałeś się zabić. Masz stąd nie wychodzić, chyba że na posiłki. Zrozumiano?
Skinięcie.
-Nie słyszałem.
-Tak, ojcze.
-To dobrze, do widzenia Draco.
I wyszedł.
I tak tam kiedyś pójdę, jak nie dzisiaj to kiedy indziej.

Rozdział boski czekam na next. A te rozmowy Harrego ze swoją podświadomością są rewelacyjne!!!! :-D
OdpowiedzUsuńJezu to jest piękne *pisk*
OdpowiedzUsuńJa chcę więcej. Proszęęę~
I oczywiście Lulu na samym końcu zabił. Płaczę. Nie żyję.
Weny
-Naree z Asian Yaoi Zero