No... To łapcie rozdział pierwszy? Nie jestem dobra w przemowach... Także... Zapraszam?
~Yuu
~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 1
Szarpnięcie w okolicach pępka. Czuł się jakby był przeciskany przez bardzo ciasną słomkę. Uczucie to nie trwało długo niemniej jednak dyskomfort pozostał. Kiedy tylko dotknął stopami ziemi, padł na kolana i zwymiotował to co miał w żołądku. Nigdy więcej pomyślał i w tej samej chwili poczuł jak ktoś chwyta jego ramię i podciąga do góry.
-Pomyśleć, że Zbawiciel Czarodziejskiego Świata tak zareaguje na aportacje- usłyszał sarkastyczny głos i... Po prostu zemdlał.
***
Głupi dzieciak...
Gdybym wiedział, że tak to się skończy to bym go nie brał.
I tak byś to zrobił
Może...
Ale kto musi się nim teraz zajmować?
Ja. Wielki Lord Voldemort. Zajmuję się Harry'm Potter'em. Wrogiem numer jeden. Chyba już całkiem oszalałem...
I tak nie wylądowaliście daleko od Malfoy Manor, więc dlaczego się skarżysz?
W sumie masz... Czekaj co? Malfoy Manor? Grrr. Teraz będę się musiał tłumaczyć dlaczego niosę tego bachora na rękach... Chociaż nie, nie muszę. W końcu... Jestem Lordem Voldemortem. Nikomu nie muszę się tłumaczyć.
Dlaczego ty go właściwie niesiesz, co? Chyba po to są czary, nie?
Idiota... Przez 'kochanego' dyrektorka straciłem dużo energii i jeżeli użyłbym jeszcze magi to leżałbym teraz tak jak on, tylko że mnie nie miałby kto nieść.
Lucjusz idzie.
To niech idzie co mnie to obchodzi?
Ykhyym... Zapomniełeś co, przepraszam, kogo niesiesz?
A no tak. Zaraz go załatwię.
-Mój panie- powiedział Lucjusz zdziwionym tonem.
-Witaj Lucjuszu- Lord już chciał odejść, kiedy zauważył na co patrzy jego sługa.
Mówiłem, że zapomnisz...
Zamknij się, co? Rozpraszasz mnie...
Ta masz rację zgoń wszytsko na 'głos' w swojej głowie. Voldemort gadasz sam ze sobą! Obudź się, Lucek czeka.
Dobra, dobra...
-Panie?
-Tak Lucjuszu.
-Wybacz mi moją arogancję, ale... Co Potter tutaj robi?
Noo teraz się wywiń, co mu powiesz mądralo?
Cichaj ty tam! Grrr...
-Leży Lucjuszu, leży.
Bardzo ambitna odpowiedź.
Och, nie mam czasu na takie bzdety...
Tsaa.
Widząc, że podwładny chce powiedzieć coś jeszcze Voldemort dodał sarkastycznie:
-Och Lucjuszu nawet mi nie mów, że nie wiesz co on tutaj robi. Przecież rozmawialiśmy o tym ostatnio, prawda? A teraz wynocha, bo inaczej nie skończy się na jednym Cruciatusie.- zagroził na koniec.
-Dobrze panie. Do widzenia panie- powiedział śmierciożerca i odszedł jak najszybciej.
Taa pięknie to rozgrałeś. Mistrz odpowiedzi z ciebie. A teraz, skoro już przeprowadziłeś miłą pogawędkę z Luckiem, może byś tak skrzata wezwał?
Tak jasne... Tylko jak on się nazywał... Brudek, Szmatek, Gromek? Nie pamiętam, kto pamięta teraz imiona skrzatów, co?
Nie możesz krzyknąć po prostu 'skrzacie'?
Och, zamknij się.
-Skrzacie!
-Tak panie? W czym Szlamek może pomóc?
A więc tak się nazywał.
Tak geniuszu, a teraz może tak rozkaz?
-Weź Potter'a do lewego skrzydła.
-Tak panie czy Szlamek, może zrobić coś jeszcze dla pana?
-Jak się obudzi to mnie poinformuj.
-Tak panie, Szlamek już się tym zajmuje- po czym ukłonił się, aż wielkie uszy dotknęły wypastowanej podłogi, wziął od Czarnego Pana Harry'ego i zniknął z cichym pyknięciem.
Jak ja nie lubię tych stworzeń.
W tym jednym się zgadzamy.
***
Ciemność.
Ktoś go podnosi.
Wchodzą do jakiegoś pomieszczenie.
Słyszy strzępki rozmowy.
...Panie...
...Wiesz co tutaj robi...
...Cruciatusem...
...Skrzacie...
...Szlamek...
...Mnie jak się obudzi...
Znowu to uczucie przeciskania przez słomkę.
Ktoś kładzie go na łóżku. Chyba łóżku, ale jest miekkie, więc to może być łóżko.
Zdjął mu okulary.
Usnął.
*Sen Harry'ego*
-To przez ciebie! - Syriusz wpada za zasłonę.
Nagle sen zmienił się i już nie był w Ministerstwie Magii lecz w pokoju utrzymanym w ciepłych brązowych barwach. Na beżowej sofie siedziała kobieta w długiej, białej sukience. Miała rude włosy, zielone oczy. Była ładna. Chwila te oczy. Już je gdzieś widział...
-Mama?
-Tak Harry usiądź mamy mało czasu- odpowiedziała nerwowo Lily.
-Czy...
-Czy wiem co tu się dzieje? Tak. Ale Harry musisz coś zrozumieć, nie wszystko jest takie jakie się wydaje. Przyjaciele staną się wrogami, a wrogowie przyjaciółmi... I zapamiętaj ... Porozmawiaj z nim, dobrze? Był strasznie samotny i sam nie wie do końca jak się za to zabrać... Nie osądzaj mnie. Zgodziłam się na to. A i jeszcze jedno Harry, nie ufaj do końca dyrektorowi. Niedługo coś się wydarzy, ale on nad tym nie zapanuje.
-Ale mamo o co...
-Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie kochanie.
-Mamo...- po jego policzkach popłynęły łzy.
-Nie płacz skarbie. Wiesz... Bardzo wyprzystojniałeś, jesteś już mężczyzną, tyle straciłam. Kocham cię kochanie. Czas się skończył... Pamiętaj zawsze będę cię kochać. Pa kochanie...
-Mamo... Nie... Nie zostawiaj mnie...- ale ona już zniknęła.
*Koniec snu Harry'ego*
-Panicz Harry się obudził.
-Dobrze możesz już odejść.
Skrzat wytarł uszami podłogę i zniknął.
***
Obudził się. Miał mokre policzki. Co do... Nagle obrazy ze snu powróciły, a on zaczął zastanawiać się o co mogło chodzić jego mamie.
Czekaj co ona mówiła?
Nic nie jest takie jak się wydaje...
Wysłuchaj go... Ale kogo?
Nie jest mu łatwo? Komu nie jest łatwo?
Tobie napewno.
Ta jassne. Myślisz, że o kogo moż...
Ten właśnie moment wybrał sobie Voldemort na odwiedziny.
Świetnie.
A może to o niego chodziło...?
Nie no coś ty... On ją zabił.
To na co mogła się zgodzić?
Nie wiem, ale napewno nie na to... Przestań mam mętlik w głowie...
Ale spójrz na to z tej strony, twoim ojcem nie jest.
Eh, spójrz na jego minę. Chyba coś do mnie powiedział, bo się gapi...
Jakiś ty spostrzegawczy...
Och, zamknij się.
-Chcę wiedzieć co tu się dzieje- orzekł Harry.
Aleś ty elokwentny...
Oj cicho bądź, nie zauważy, chyba, gadzia twa...aaarz. Gdzie on ma gadzią twarz? W Ministerstwie ją miał.
Nie rób takich oczu... O i zobaczył. On. Się. Uśmiecha.
Nie to pewnie grymas...
-To wcale nie jest grymas.
-Ej! Nie wchodź mi do głowy!
-Nie wszedłem. Powiedziałeś, że to grymas na głos.
Źle ze mną.
-Chcę wiedzieć co tu się dzieje?
-Jesteś może głodny?
-Chcę. Wiedzieć. Co. Tu. Się. Dzieje.
-Może coś do picia?
Nie denerwuj się Harry spokojnie, to tylko Lord Voldemort proponujący ci coś do...
-A skąd mam wiedzieć, że czegoś tam nie dosypał?-mruknął, a na głos powiedział- Co tu się dzieje?
-A co ma się dziać? I nic ci nie dosypałem, słyszałem to.
-Arrgh, bo śniła mi się moja matka i powiedziała, że wrogowie staną się przyjaciółmi, i że mam z kimś pogadać, że dyrektorowi mam nie ufać! I co tu się, kurwa, dzieje?!
Coś ty zrobił idioto! To Lord Voldemort! Największy CZARNOKSIĘŻNIK WSZECHCZASÓW! A ty co, mówisz mu coś, co chyba powinno zostać tajemnicą?! Idiota do kwadratu...
I tak nie mam nic do stracenia, to czego się drzesz?
-Język Potter. A co do twojej matki to ma rację. Myślisz dlaczego dwójka najmłodszych Weasley'ów się z tobą przyjaźni co? Albo ta szlama...
-Nie nazywaj jej szlamą- wycedził.
-Granger? Co?- kontynuuował nie zwracając uwagi na to co chłopak powiedział.- Robią to dla sławy, głupi bachorze! A dlaczego Dumbledor nie szuka cię od trzech dni?! Dlaczego nie wyciągnie Blacka zza zasłony, bo jest...
-Czekaj coś ty powiedział? Da się go wyciągnąć?
-Oczywiście, że się da a coś ty myślał?
-Przecież, dyrektor kiedyś opowia...
-Nie można mu ufać...
-Ale to Bellat...
-To nie ona rzuciła zaklęcie.
-Jak to nie ona, widziałem to!
-Nie, nie widziałeś... To któryś z piesków Dumbledore'a. Ten twój wilkołak, też się nie domyślił. Bella deportowała się do Ministerstwa kiedy byłeś w sali obok. Chciała go wyciągnąć...
-Niby po co miałaby go wyciągać, ona go nie...
-Ona go kocha. Nadal nie może pogodzić się z tym, że uwierzył Trzmielowi. Regulus też nie. To wszystko przez Jamesa. Przez niego Syriusz wyrzekł się rodziny.
-Nie, nie wierzę ci! Ty... Ty kłamiesz! Zawsze kłamałeś!- zatkał uszy dłońmi, zacisnął powieki, a kolana podciągnął mocno do klatki piersiowej.
Poczuł jak ktoś, zapewne Voldemort, siada obok niego. Z oczu Harry'ego płynęły łzy. Kiedy otworzył oczy Lord patrzył na niego oceniająco.
Dalej Tom, powiedz mu, bardziej załamany już nie będzie.
Nie wogóle. Tylko popełni samobójstwo... Kto chciałby mieć
Przestań nie jesteś taki zły, to nie ty ją zabiłeś.
Ale on tego nie wie.
Powiedz mu.
-James Potter nie był, ani nie jest twoim ojcem- powiedział cicho spoglądając na niego poważnie.
-Kolejne kłamstwo tak?! To kto nim niby jest?! Ty?!- widząc jego poważne spojrzenie, załamał się jeszcze bardziej- Nie... Nie to nie prawda... Ty nie możesz być moim ojcem... Co jej dałeś?! Eliksir miłosny?! Bo jak mogła pokochać kogoś takiego jak ty, co?! Morderca! Zabiłeś ją, a teraz mówisz, że jesteś moim ojcem?! Bydlak!!
Mówiłem ci...
-Przestań!- kiedy chłopak nie zareagował, uderzył go otwartą ręką w twarz. Chłopak zrobił wielkie oczy, ale się uspokoił. Wyczarował szklankę z wodą i mu ją podał.- Pij- powiedział spokojnie.- To tylko woda- kiedy bliznowaty zajął się szklanką, Riddle wyczarował myśloodsiewnię i skupił się na wyciąganych wspomnieniach. W sumie było ich cztery.
-Uspokoiłeś się?
Chłopak ledwo zauważalnie skinął głową.
Tom Marvolo Riddle vel Lord Voldemort vel Najpoteżniejszy Czarnokiężnik na świecie jest moim ojcem. Co jeszcze Snape to mój ojciec chrzestny? Hahaha zabawne... Może nie powinienem o tym myśleć, bo stanie się to samo co z Riddle'm...
-Halo! Słuchasz mnie? Chciałbym żebyś zobaczył te wspomnienia. Możesz?
Skinięcie.
Nachylił się nad misą policzył do trzech i zanurzył głowę w myśloodsiwni.
~~~~~~~~~~~~
To by było na tyle. Podobało się?
~Yuu

Historia ogólnie zaczyna się cudnie. Pomysł orginalny i na pewno ciekawy. Czekam na kolejne rozdziały. Życzę dużo weny!!!!!! :-D
OdpowiedzUsuńDziekuję bardzo :) Wena na 100% się przyda, a rozdział drugi już prawie skończony :* Może nawet jeszcze dzisiaj dodam :)
Usuń