niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 14 (SŻ)

Rozdział 14

- Dlaczego tutaj jesteśmy? Nie jestem skrzatem... Cris, po co nas tu zaciągnąłeś? To tylko składzik na miotły...
- Możesz być cicho?
- Ale...!
- Ciii - przyłożył mu palec do ust. Ktoś przeszedł za drzwiami.

***
Czas przeznaczony na przygotowania minął bardzo szybko. Kara też się już skończyła.
Siedzieli właśnie w pokoju Dracona, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju zajrzał chłopak z różowymi włosami.
- Powiedziano mi, że znajdę tutaj Cristophera.
- To ja... - odezwał się wspomniany i wstał z łóżka. Wiedział kim jest mężczyzna. Nagle coś sobie uświadomił. Pojechali... Bez niego. Co za... - Idioci. Kretyni. W ogóle nie liczą się z moim zdaniem. - mruczał zły. Miał jechać. - Są tacy... Uh. Nawet nie mam dla nich odpowiedniego określenia - wyminął różowowłosego. - Zabiję go chyba... To najgorszy ojciec jakiego w życiu miałem, a miałem tylko jednego i go nie znałem. Teraz jak znam prawdziwego to nie bierze mnie do... - jego głos cichł z każdym kolejnym krokiem.
Pozostała w pokoju dwójka spojrzała na siebie z niezrozumieniem w oczach.
- On tak zawsze?
Draco zastanowił się chwilę.
- On ma moje zielone pióro! - krzyknął i wyleciał z pokoju.
- A... Aha.

***
Czarny Pan siedział w swoim gabinecie, rozmawiając z Michael'em. Kri sam zgłosił się by iść po chłopaka. Usłyszał dudnienie na korytarzu. Pewnie już wracają.
- Jebana doniczka! - dało się słyszeć głos Cris'a. Michael zamilkł na chwilę. Kilka sekund później chłopak wszedł do pokoju. Chociaż nie. On nie wszedł, on wparował do tego pokoju.
Tom spojrzał na syna.
- Dlaczego... - niestety nie dane mu było dokończyć.
- Jak mogłeś mnie tam nie zabrać?! - zignorował to, że przerwał rozmowę, jak i to, że siedział tu ktoś jeszcze. - Dobrze wiedziałeś, że chcę iść! Nawet nie wiedziałem, że tam jesteście!
- Do Korei? - zapytał starszy Riddle.
- Nie, do brata Alberta - zironizował Cris. - A jak myślisz? Taka szansa już się nie powtórzy... - do pokoju wbiegł Kri.
- Ten to ma biegi... - wymruczał cicho.
- No jasne, że się nie powtórzy. Masz całą masę spraw na głowie. Na przykład syna, którego za bardzo rozpieściłeś przez wakacje. Albo śmierciożerców, których musisz wydostać z Azkabanu. Albo zabicie jednego starca, który wiecznie się miesza w nie swoje sprawy. Albo chociażby opracowanie eliksiru z Severusem, który da ci tamten wygląd, bo musisz wrócić do szkoły - zamilkł na chwilę, patrząc ze złością na chłopaka.
- Tamten wygląd?! Nie chcę tamtego wyglądu! Skoro tak, to ja nie wracam do szkoły!
- Wracasz. Mój syn nie będzie niedouczony z tak błahych powodów jak wygląd.
- Nie wrócę do szkoły, skoro mam wyglądać tak... Jak wcześniej.
- Wrócisz.
- Chyba sobie żartujesz - warknął. Ktoś zapukał do drzwi. Odwrócił się w ich stronę i ujrzał Snape'a, wchodzącego do pokoju.
- Panie - skłonił się lekko. - Skończyłem eliksir dla... Dla chłopaka - przejęzyczył się. Chciał powiedzieć, że dla Potter'a, ale w porę przypomniał sobie, że Potter już Potter'em nie był.
- Dokończymy tę rozmowę później - powiedział, patrząc synowi prosto w oczy. Ten, rozjuszony wyszedł z pokoju, trzaskając głośno drzwiami. - I przestań zachowywać się jak rozpuszczony bachor! - dodał. - Dziękuję, Severusie. Kiedy będzie gotowy?
- Za tydzień.
- Dobrze.

***
Wpadł na Dracona, kiedy wracał gniewnym krokiem do swojego pokoju.
Nie zgadzał się na to. Niby dlaczego miał wracać do szkoły w swoim starym wyglądzie? Szczerze powiedziawszy nie lubił go. Był strasznie wychudzony i musiał nosić okulary.
- A tobie, co? - zapytał blondyn, ale go zignorował, kontynuując drogę do pokoju. - Cris?
- Będziesz musiał oduczyć się tak do mnie mówić - powiedział cicho, otwierając drzwi do swojego pokoju i wchodząc do niego.
- Niby, dlaczego? - szarooki poszedł w jego ślady.
- Bo muszę wrócić do szkoły w swoim starym wyglądzie.
- To do d...
- Poczekaj. Słyszysz?
- Słyszę, co?
Zielonooki w kilku chwilach był przy drzwiach.
- Są za drzwiami - wyszeptał i zaczął podsłuchiwać.
- Musiałeś powiedzieć mu to w taki sposób?
- A jak miałem mu to powiedzieć? I tak za bardzo go rozpieściliście.
- My? To ty mu na wszystko po...
- Nie ważne. Trzeba mu jeszcze powiedzieć, że musi wrócić na Grimmuald Place...
Reszty nie słuchał. Nie może tam wrócić. Nie po tym co się stało.
- Muszę się schować.
- Co...?
- Chodź. Uciekamy - wyszli przez ścianę, przebiegli przez pokój Draco i tak oto znaleźli się w schowku na miotły.
- Oni chcą, żebym wrócił na Grimmuald Place - wyszeptał, a drzwi otworzyły się. Od razu rozpoznał kto to.

***
- Kri...! Proszę... Powiedz, że nie pozwolisz im mnie zabrać! - bliźniacy nie słuchali go prawie wcale, chociaż Kri od czasu do czasu rzucił jakimś tekstem.
- Jasne, może jeszcze frytki do tego?
- Michael... - powiedział, stając obok chłopaka. - Mike... Mogę tak do ciebie mówić, prawda?
- Nic z tego młody - kontynuował Kri. - Musisz wrócić tam... No. Gdziekolwiek to jest.
- Niby, dlaczego? - mgliście przypomniał sobie, jak Draco zadał mu dzisiaj to samo pytanie.
- Bo... Tom tego chce.
- Ale ja nie - burknął cicho i wszedł za nimi do gabinetu.
- Znowu trzeba było cię szukać - zaczął Riddle, a Cris udał, że nie słyszał i rozwalił się w fotelu.
Rozejrzał się po pokoju. Byli w nim wszyscy przyjaciele jego mamy.
- Życie - odparł po dłuższej chwili. Doszedł do wniosku, że droczenie się z Tom'em jest lepsze od nie odzywania się do niego.
- Nie rozumiesz, że tak trzeba? - zapytał, wstając. Na początku też myślał, że chłopak będzie mógł wrócić do szkoły w swoim nowym wyglądzie. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw doszedł do wniosku, że Harry Potter może się przydać. W końcu może dużo dowiedzieć się o planach Dumbledore'a. Wiedział, że Trzmiel dużo powie chłopakowi o swoich planach pokonania go.
- I co jeszcze? - skrzyżował ramiona na piersi.
- Dumbledore ci ufa. Może ci dużo powiedzieć. Poza tym masz jeszcze tydzień.
- Tydzień? Ah, tydzień to przecież bardzo dużo.
- Cris - odezwała się Estrella ze swojego miejsca na sofie. - Mógłbyś  przestać się tak zachowywać? Każdy musi coś poświęcić. To jest wojna, zastanów się dobrze. Nie jest ważne jak wyglądasz, tylko to, co zrobisz. Chcesz pomóc, prawda? - zgasiła jego zapał w pięciu zdaniach. Miała rację i dobrze o tym wiedział. Pokiwał głową. To tyle jeżeli chodzi o przekonywanie. Zrobi to. Koniec kropka.

***
Tydzień minął jak z bicza strzelił. Wypił eliksir dzień wcześniej i znowu był w swoim starym wcieleniu.
Tom dał chwilę jemu i Draco na pożegnanie się.
- To... Do zobaczenia za tydzień - powiedział Harry, wspiął się na palce i pocałował Dracona w policzek. Wyszedł szybko z pokoju i poszedł do gabinetu ojca, zostawiając za sobą zaskoczonego blondyna.
- Jesteś gotowy?
- Mhm...
- Pamiętaj. Severus uratował cię, kiedy była zmiana warty. Uciekliście i resztę wakacji przebywałeś w jego mieszkaniu. Tam wyleczył twoje rany, ocalając tym samym życie. Nie mogliście wrócić na Grimmuald Place, bo śmierciożercy cały czas czuwali. Akurat dzisiaj jest jego kolej na czuwanie, więc ma wolną rękę.
- Okej, okej.
- Będzie przychodził w miarę możliwości codziennie. Jeżeli będzie jakiś problem, masz się zgłosić natychmiast do niego - chłopak pokiwał głową. - Wszystkie książki i przybory już masz, a list z wynikami SUM-ów przyjdzie jutro, tak jak zakładaliśmy.
- Tyle?
- Tak. Masz się nie zdradzić.
- Wiem, wiem...
- Do zobaczenia, Cris - powiedziała Estrella, podchodząc szybko i przytulając go do siebie. Ta kobieta miała w stosunku do niego jakiś matczyny instynkt. Może nie taki jak Molly Weasley, ale na pewno bardzo duży.
- Do widzenia...
- Trzymaj się młody. Nie zwariuj po drodze.
- Ta, ta jasne, pa, Kri. Narazie Mike! - pomachał wesoło do granatowłosego mężczyzny.
- Nie mów do mnie Mike! I do zobaczenia.
Czarnowłosy podszedł do Severusa, wsadzając swoje pomniejszone zaklęciem rzeczy do kieszeni.
- Gotowy na spotkanie z diabłem? - zapytał ironicznie, wyciągając ramię.
- Od dziecka - odparł równie ironicznie.
Aportowali się do domu jego zmarłego ojca chrzestnego.
- Właśnie trwa spotkanie Zakonu Feniksa. Zachowuj się jakoś - powiedział cicho Snape i otworzył drzwi, przepuszczając Harry'ego.
- Z tego, co wiem mieliście nie podsłuchiwać - powiedział mrocznie do grupki, czającej się pod drzwiami.
- M-my... My tylko...
- Nie obchodzi mnie wasze tłumaczenie. Chodź, Potter, nie ma czasu - spojrzeli za jego ramieniem z głupimi minami. Harry uśmiechał się lekko. Wszedł szybko za nim do kuchni. Wszyscy zebrani spojrzeli na niego zdumieni. Wyglądali jakby zobaczyli ducha.
- H-Harry... - zapytał cicho Remus, podchodząc do niego. - My... Myśleliśmy, że... Że nie żyjesz - przyjrzał mu się, spoglądając prosto w oczy.
- Też myślałem, że umarłem - uśmiechnął się chłopak. - Ale profesor Snape mnie uratował.
- U-uratował cię...? - teraz wzrok wszystkich zebranych powędrował do wspomnianego.
- Tak...
- Severusie, dlaczego nie przyprowadziłeś Harry'ego od razu? - zapytał Dumbledore, bez swoich zwyczajowych iskierek w oczach. Był zły. Harry to widział.
- Nie mogłem. Przez całe wakacje, do dzisiaj śmierciożercy obserwowali to miejsce.
- A jak udało ci się go 'wykraść' - dopytywał dyrektor.
- Była warta Avery'ego. Rzuciłem na niego Obliviate, zmieniając mu wspomnienia. Nikt nic nie wie. Myślą, że chłopak sam uciekł - musiał zmienić trochę to, co ustalili. Voldemort nie pozwoliłby mu wrócić, gdyby wiedział, że uratował jego więźnia.
- Sam? Niby jak m...
- Potter, to przecież 'Wybawiciel Czarodziejskiego Świata' - oświadczył ironicznie, a wspomniany chłopak skrzywił się lekko. Nie lubił, gdy tak o nim mówiono. - Ma przecież nieznaną ilość potęgi w sobie - kontynuował sarkastycznie.
- Severusie, przestań już. Harry jest pewnie zmęczony podróżą.
- Ah. A skoro mowa o tym... Chłopak musi mieć pokój sam, bo nie dokończył leczenia.
- Nie ma przecież wystar...
- Nie obchodzi mnie to. Może zająć stary pokój Black'a - dyrektor skinął głową.
- W takim razie... Remusie... Mógłbyś odprowadzić Harry'ego? - mężczyzna skinął głową. - Koniec spotkania. Muszę porozmawiać z Severusem - Zakon w trymiga się zebrał i ruszył w swoje strony.

***
Kiedy inni się rozeszli Harry wraz z Remusem dotarli do pokoju.
- Gdybyś czegoś potrzebował...
- Dowiesz się, o tym pierwszy Remmy. Spokojnie. Nic mi nie będzie - uśmiechnął się, ziewając. - Przepraszam... Jestem bardzo zmęczony. I zniknął za drzwiami pokoju. Był ozdobiony różnymi plakatami drużyn Quidditcha i utrzymany w ciepłych, brązowych barwach. Rzucił szybkie zaklęcie zabezpieczające i wyciszające (nie chciał słyszeć rano krzyków domowników), myśląc przy tym o lekcjach, które w te wakacje dawał mu ojciec. Nauczył się dzięki nim tej nieszczęsnej oklumencji. Wyjął rzeczy z kieszeni i przywrócił im dawny rozmiar. Przebrał się w pidżamę i położył do łóżka. Mimo wszystko, był zmęczony.

~~~~~~~~~~
Nareszcie napisałam ten rozdział. Wena dopisuje z czego jestem bardzo zadowolona. Rozpieszczam was dzisiaj, nie sądzicie?
~ Shini *.*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Shinigami Yukio

Moje zdjęcie
Witam Cię serdecznie na moim blogu yaoi. Jeżeli już tu jesteś to może zostań na dłużej...? A może Ci się tu spodoba... ;) Chciałabym zobaczyć jak się tu udzielasz, komentujesz, bo... to uszczęśliwia *u* Dasz mi jeden komentarz, a ja będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Hm... Chcecie coś o mnie wiedzieć...? Moje prawdziwe imię to Kaśka, kocham yaoi... w sumie to wiadome, skoro je piszę :* Nie lubię tłumów, dostaję ataków paniki, kiedy za dużo ludzi jest wokół mnie. Co jeszcze... Potterhead i k-poperka XD Chyba tyle *u* Zachęcam do komentowania, pa!