sobota, 31 października 2015

Rozdział 10 (SŻ)

Zapraszam na nowy rozdział. Komentujcie, komentarze karmią Fazę!

~~~~~~~~~~
Rozdział 10

O... Och... Mama. Coś dla mnie tu zostawiła? W dworze Malfoy'ów. Malfoy Manor. Łał. Czy coś jeszcze? I o co chodzi z informacjami? Dzięki mamo... Po prostu... Jest zaje...

Uważa...

BUM!

- H-hej, Cris...? Nic ci się nie stało?

Co tu robi Theo? Miał jechać do domu po imprezie. Minął już od niej jakiś tydzień. Nie rozumiem.

- Nie, nic mi nie jest - podniósł się z podłogi.

Łał. Ten to ma zamach, normalnie zwalił mnie z nóg. Dosłownie.

Spojrzał mu w oczy. Były lekko zapuchnięte, jakby chłopak płakał... Długo. Zresztą jego skóra była jeszcze bledsza. Ciemne worki dopełniały obrazu czystej rozpaczy. Albo depresji. Jak kto woli.
- Hej, Theo... - powiedział delikatnie. - Co się stało?
- B-bo... Bo Bla... Blaise - tutaj chłopakowi pociekły łzy. - Blaise chce odpoczynku... I-i on... - czkawka i szloch to nie najlepsze połączenie.

Jeżeli zaraz się nie uspokoi, to się udusi.

- Theo - powiedział stanowczo. Położył mu dłonie na ramionach. - Theo to twój pokój? - czymś musi odciągnąć jego uwagę.
- T-tak
- Chodź... Tam mi wszystko opowiesz, ok?
Theodor pokiwał powoli głową i wszedł do pomieszczenia, z którego przed chwilą wyszedł. Harry na własnej skórze przekonał się, że drzwi są twarde. Pokój był przytulny. Ściany pomalowano na pomarańczowo, a sufit zaczarowano jak w hogwarckiej Wielkiej Sali. To znaczy prawie. Ten przedstawiał tylko szare niebo i padający deszcz. Zielonooki wiedział, że na dworze jest piękna pogoda, bo właśnie wracał z ogrodu. Na środku pokoju stało łóżko, a w odstępach mniej więcej metrowych po obu jego stronach były okna. Po prawej umieszczono szafkę nocną. Brunet przeszedł przez dziurę w ścianie. Wyglądała jakby ktoś specjalnie nie wstawił tu drzwi. Potter szybko nadrobił stracony czas i ruszył za chłopakiem. Okazało się, że do salonu. Przed kominkiem stała sofa i dwa fotele. W rogu umieszczono biblioteczkę. Miała więcej książek od tej jego. I w ogóle była jakaś większa. No dobra była dużo większą, zajmowała całą ścianę. Zajął miejsce obok chłopaka. Siedzieli chwilę w ciszy.
- Theo... Powiesz mi o co chodzi?
Brunet kiwnął niepewnie.
- B-bo to wszystko moja wina! - Harry wyczarował dwie szklanki z wodą. Jedną dla siebie, żeby zająć czymś ręce, drugą dla chłopaka obok, miała pełnić rolę odwrócenia uwagi, gdyby znowu zachciało mu się płakać... Czy coś w tym stylu. - Gdybym wtedy nie zachował się jak dzieciak wszystko byłoby ok!
- Czekaj, czekaj. Od początku... Spokojnie... Mamy czas.

Dlaczego czuję się jak pieprzony terapeuta?

- Mhm... - zastanowił się chwilę. - Zaczęło się wtedy, kiedy jak mu tam... Aaron zakrył oczy B-blaise'a. Był strasznie blisko niego. Myślę, że za blisko, ale Blaise uważa, że wcale nie. Ja... Ja chyba źle to zinterpretowałem... To znaczy... Po prostu nie mogłem tego wytrzymać. Tak strasznie byłem zły. Wiesz... Bo Blaise zmienia partnerów jak rękawiczki. A... Ale to... To między nami... Trwa już jakieś pół roku - rozpłakał się. Czarnowłosy wcisnął mu w rękę wodę i nakazał pić. - I... I on mi wtedy powiedział, żebym przestał się tak zachowywać... Żebym przestał być zazdrosny. Tylko... Tylko, że ja go kocham. Nie wiem, czy on mnie, ale ja go bardzo. Nie chcę go stracić. Ja nie wiem co... C-co zrobię... Gdy zer... Kiedy to się zakończy. Wiem, że to się kiedyś stanie... Ale nie teraz. To... To zbyt straszne... Nie powiedział tego dosłownie, ale zrozumiałem, że potrzebuje przerwy... A jeśli to będzie koniec...? - rozryczał się zupełnie. Harry nie za bardzo wiedział co robić. Był dobrym słuchaczem, ale jeszcze nigdy nikogo nie pocieszał. Przysunął się do niego i przytulił niezręcznie i zaczął mówić jakieś słowa pocieszenia.
- Cześć, Theo... O Cris... Cześć - ktoś wszedł do pokoju, a Potter odsunął się, by spojrzeć kto to.
- Hej, Draco.
- Ja... Już nic... Pa! - wybiegł z pokoju.

Dziwny człowiek ten Draco Malfoy.

***

Jak... Jak to... Cris i Theo... Jak to... Przecież Theo kochał Blaise'a... Nie. To nie możliwe. Po prostu nie. Theodor nigdy nie zdradziłby swojego chłopaka. Cris. Cris nie mógłby popsuć ich związku. Mówił mi ostatnio, że ładna z nich para, że miło by było, gdyby się nie rozstawali. Ja, głupi w to wierzyłem. Zakochałem się. Pierwszy raz się zakochałem. W kimś kogo nienawidziłem przez pięć lat. Najchętniej teraz bym się gdzieś schował. Najlepiej w ogrodzie, tam nikt mnie nie znajdzie.

***

- Cris... - Theodor uśmiechnął się lekko. Wyglądał trochę jak szaleniec, bo na policzkach wciąż miał ślady zaschniętych łez.
- Hm...? - odwrócił się w jego stronę.
- Draco, chyba się w tobie zakochał - spojrzał na niego wielkimi brązowymi oczami.
- C-co? Nie... No coś ty. On we mnie?
- Znam go od dzieciństwa.
- Ale...
- Cris. Nie wybiegłby tak szybko, gdyby coś się nie stało, prawda?
- Może sobie o czymś przypomniał i... - Theo pokręcił głową. - To niemożliwe... Ja... On... My nie możemy... To po prostu... Niebezpieczne. Nie teraz. Ja... Muszę pobyć chwilę sam. Przepraszam, Theo...
- Nie, jest ok. I tak chciałem zafiuukać do Blaise'a.

***

Jak to się mogło stać? Nie dawałem mu przecież żadnych sygnałów. Ani nic. Ja go nie kocham. Chociaż nie wiem. Nie wiem co czuję... To takie... frustrujące.

Wszedł do swojego pokoju i usiadł na parapecie. To to samo okno, z którego pierwszy raz zobaczył Draco. Ogród był piękny, jak zawsze zresztą. Blond czupryna. Draco Malfoy siedział na drzewie. Dosyć wysoko. Otworzył okno i...
- Tylko nie spadnij! - wykrzyknął do chłopaka. Blondyn odwrócił głowę w jego stronę i uśmiechnął się lekko.
- Oj tam!
- Jak spadniesz to dopiero będzie „oj tam”!
- Oh, bo pomyślę, że się o mnie martwisz, Riddle!
- Tak sobie mów, Malfoy!
Nagle Draco zrobił dziwną minę i czym prędzej zszedł z drzewa. Chwilę patrzył jeszcze w stronę Harry'ego, a następnie szybkim krokiem ruszył do domu.
- Nie lepiej było po prostu tam zejść? - usłyszał cichy głos za sobą. Podskoczył prawie wypadając za okno, po czym odwrócił się i spojrzał prosto w oczy Riddle'a.
- To... Nie. Nie było lepiej. Nie chciało mi się. Naprawdę - uśmiechnął się.
- Tak. Mniejsza z tym. Nie po to tu jestem. Ktoś chciałby się z tobą widzieć - Harry zrobił dziwną minę. Ciekawe kto chce go widzieć. A szczególnie, kto chce widzieć jego jako nowego jego, skoro nikt o przemianie nie wiedział, oprócz kilku osób.
- Kto...
- Nie teraz. Chodź. Musisz się z nią zobaczyć.
Z nią. Hm...

***

Weszli do gabinetu Riddle'a. Harry podszedł do jednego z foteli i usiadł na nim. W drugim siedziała czarnowłosa kobieta z niebieskimi oczami. Ubrana była w białą letnią sukienkę.
- Witaj, Cristopher. Długo czekałam na to spotkanie. Kim jestem? - zapytała, kiedy Harry chciał zadać pytanie. - Estrella Verde. Mam ci coś do przekazania. Wiesz o tym, mam rację? - uśmiechnęła się. Zapowiada się bardzo długa rozmowa.

~~~~~~~~~~~
Rozdział krótszy niż zwykle...Przepraszam. Nie miałam głowy do pisania, bo tata miał w środę wypadek... Na szczęście nic się nie stało z jego zdrowiem, tylko samochód już chyba do niczego się nie nada. Cały przód rozwalony, mówię wam: masakra.
Myślałam, że notka w ogóle w tym tygodniu się nie pojawi, ale zebrałam się w sobie i ją napisałam.
Proszę o zostawianie znaku życia, że tu byliście, bo to naprawdę bardzo pomaga.
Do następnego
~Yuu

czwartek, 29 października 2015

To jest właśnie, będzie coś mądrego (collab. z Kim Naree)

Jest to efekt głupawki, mojej i Naree, podczas imprezy urodzinowej. Najlepsza impreza 4ever... I ta Creepy Lalka...
Dobra mamy shota.

~Yuu
Shota można znaleźć też na blogu Naree <klik>

~~~~~~~~~~~~~
Autor: Yukio „Yuu” Shinigami, Kim Naree
Gatunek: komedia
Pairing: OnChicken, 2Min, Jongkey i wszystko co możliwe

Tytuł:   To jest właśnie, będzie coś mądrego     

- Kim! Him! Chan!
- Nie rozumiem. Możesz powtórzyć?
- Kim! Him! Chan!
Nie rozumiem. Możesz powtórzyć?
- DUPA!
- Przestań znęcać się nad tym „google”... - powiedział Minho.
- Ale... Minho... KURCZAKI!
- Jakie... Onew znowu zaczynasz? Co na to Dara noona?
- Zostawiłem ją.
- Co?! - Minho upuścił szklankę.
- Kurczaki były ze mną 24 lata, Sandara tylko pół roku.
- Ale...
- Żadne 'ale', po prostu... KOCHAM KURCZAKI... Wy mnie wogóle nie rozumiecie!
- Onew uspokój się...
- Minho gdzie jest mleko bananowe?
- Dlaczego KURCZAKI? DLACZEGO... KURCZAKI?
- Ale... mleko bananowe?
- Żadne mleko... Tylko KURCZAKI!
- Hej, ma ktoś pożyczyć kasę? Dużo kasy? - do kuchni wszedł Kris. Nie żeby ktoś go wpuszczał. EXO lubili przychodzić bez ostrzeżenia.
- Na chuj ci kasa? - zdziwił się Jonghyun.
- Wyjątkowo nie dla mnie. Nowa kolekcja Gucci'ego, a Tao nie stać, więc ryczy w pokoju.
- KURCZAKI, CZEMUŻ WY JESTEŚCIE KURCZAKAMI?
- Ktoś powiedział 'Gucci'? - zapytał Key, wbiegając do kuchni.
- I co ty głupi Chinolu zrobiłeś? - jęknął Dino.
- Jongie, kochanie, słyszałeś?
- WY NIETOLERANCYJNI, KURCZĘ LUDZIE!!!
- Co? - powiedzieli chórem wszyscy.
- Już nic! - po czym Onew wybiegł z płaczem, pocieszyć się kurczami.
- A jemu co znowu?
- Kurczaki...
Do kuchni wbiegli Kaisoo i HunHan kłócąc się o wyższość kajdanek nad sznurami.
- Yehet! Ohorat!
- Sehunnie, ciszej kochanie... Wiemy, że nie umiesz mówić po angielsku, darling...
- Bita śmietana z bitą śmietaną!
- Dobrze kochanie... - Luhan się poddał.
- Kyungie, bolało jak spadłeś z nieba?
- Kai, błagam...
- Ale misiek...
- Nie. 
Nagle wchodzą Baekyeole.
- Baek jestem głodny...
- A co byś zjadł?
- Bekon... - to powiedziawszy zmierzył biednego Baekhyun'a wygłodniałym spojrzeniem. - Misiu, wyglądasz smakowicie...
- Jezu - burknął zniesmaczony Taemin, wbijając słomkę w kartonik. Minho w tym czasie rozbierał go wzrokiem.
- Wsadziłbym ci - mruknął.
- CO?!
- Słomkę w mleko bananowe.
- Mam pomysł! - Onew wpadł do kuchni z kurczakiem w ręce. - Obejrzyjmy „Ring”.
- Cooo...! - pisnął Kyungsoo.
- Tak! - krzyknął Kai w tym samym czasie.

D***

Po filmie zadzwonił telefon D.O.
- Nie...! To na pewno ta dziewczynka!
- Spokojnie Dyo - Kai wziął telefon swojego chłopaka. - Halo?
- Dzień dobry. Czy mam przyjemność rozmawiać z przyjacielem pana Do Kyungsoo?
- Tak, czy coś się stało?
- Pan Do jest podejrzany o kradzież 6 kilogramów ziemniaków...
- Przepraszam, co...? Misiu, ukradłeś dzisiaj jakieś ziemniaki?
- ... jest poszukiwany na terenie całej Korei...
- Ale...
- Jeżeli się z panen skontaktuje, proszę o informacje.
- Tak, proszę bardzo...
- Kai...
- Czekaj Kyungie...
- Do widzenia i miłej nocy życzą... Werbelek proszę... Dududududum... Chen i Xiumin!
- CO?!
- Narazie, Kai!
Słychać było jeszcze tupot stóp na korytarzu, na górze. Po chwili Kai, zrywając się z miejsca, krzyknął:
- No ja ich zabiję, za straszenie mojego Dyo-misia! - i już go nie było.

D***

- Chanyeol! Chanyeol obudź się! - szeptał gorączkowo Baek. - Chanyeol! Chanyeol telewizor się sam włączył... Chanyeol... Chanyeol!
- Baek... błagam... nie buuuuuudź mnie! Baek... - przerwał mu głośny pisk.
- Chanyeol... AAA! Telewizor, telefon! Tefelon, tewelizor!
Na ekranie pojawiło się coś, czego się nie spodziewali.
Coś straszniejszego niż najstraszniejszy horror.
Coś, co wywołało ich głośny wrzask.
Key bez makijażu.
- AAAAA!!!
- Gratuluję! Przeszliście drugi etap „Wkręceni przez XiuChen”! Rywalizujecie z Kaisoo! - wydarł się Minseok wbiegając do pokoju z dzikim wrzaskiem.
Chanyeol zachichotał, za to Baek złapał swoją śmiertelną broń... Eyeliner. Xiumin wybiegł z jeszcze głośniejszym krzykiem.

D***

Minho siedział w rogu pokoju i czytał ksiązkę. Nagle Minnie obudził się z głośnym krzykiem. Minho podniósł głowe, a grzywka zasłoniła mu oczy. Taemin krzyknął jeszcze głośniej:
- AAA! Zostaw mnie, zostaw mnie! Zostaw mnie! - robiąc karate jastrzębia.
Do pokoju wszedł Chen.
- Taemin... Zamknij się. Ludzie spać nie mogą.
- Ale ONA tam siedzi, Chen!
- Tak, twoja „dziewczyna”, Minho, siedzi tam i czyta książkę.
- To jest SAMARA!
- Nie to Minho. Zamknij się i idź spać. Dobra idę, chyba Xiumin mnie woła... Branoc.
-...
- Minho...
- Co? - powiedział Żabol mrocznym jak Samara głosem.
- Co ty tam robisz?
- Dzwonię do ludzi, bo muszę ich zabić... - powiedział ironicznie.
- Minho, nie strasz mnie...
- Teraz ciebie też muszę zabić...
-...
-...
- Minho?
- Tak?
- Czemu Jongdae u nas śpi?
- Nie wiem, kocha... CZEKAJ, ON U NAS ŚPI?!

D***

- Kurczaki, kurczaki, kurczaki... Powstańcie!
Jeden z nich nagle przemówił:
- Onew pobierzmy się błagam... Nie czujesz mięty, khym khym, kurczaka?
- Oczywiście, że tak. Czy ja mogę cię pocałować?
- Tak, bierz mnie Onew!
Kiedy chłopak przybliżał swoją twarz do bliżej nieokreślonej części kurczaka coś zaświeciło, pyknęło, a kurczak znowu leżał na blacie. 
- Co...?
- Mamy cię, Onew! - wykrzyknął Minseok z aparatem w dłoni.

D***

- Boże, mam ich tak bardzo po uszy - jęknął Kibum, patrząc na snujących się po backstage'u Xiumina i Chena.
- Oj tam, kocie. To nawet zabawne jest.
- ZABAWNE?! To my jesteśmy następni na liście ofiar. Tuż przed koncertem SM?
- Wyluzuj Bummie... Co?!
- O co chodzi?
- Dostałem wiadomość! Od prezesa. Chce się ze mną widzieć.
- Jongie, to może być podstęp...
- Nie no coś ty! Od prezesa...

Później

- Panie prezesie, już jestem!
- Witaj, Jonghyun - w zasięgu jego wzroku pojawił się staruszek trzymający w ręce nożyczki.
- AAA! „NAJŚCIE”! - wrzasnął Key, cofając się. Jonghyun parsknął śmiechem.
- High-five, chłopaki. To było mocne.
- Starałem się - zachichotał Chen. Staruszek, czyli Xiumin, zachichotał.
- No jakimś cudem dałem radę.
- AAAA! UCIEKAJCIE! AAAAAAA! ON MA NOŻYCZKI!!!
- Dzięki chłopaki - jego przyjaciel przybił mu piątkę ze słodkim uśmiechem.
- NIENAWIDZĘ WAS!!!

D***

JongKey, Onchicken, 2Min, Baekyeol, Kaisoo i HunHan siedzieli przy wielkim okrągłym stole.
- Wkręćmy ich, że mają nożyczkofobię.
- Ale nazwijmy to jakoś tak... Po łacinie! Włączę 'google tłumacz'... „Brancchiofobia”.
- Tak, ale co zrobimy?
- Mam inny pomysł!
Spojrzenia wszystkich spoczęły na rozradowanym Luhanie.
- Wrzucimy ich do beczki z kwasem? - zainteresował się Chanyeol.
- Nie. Sprawimy, że będą zajęci czymś innym niż nami.
- ????!!!
- Sobą - szepnął złowieszczo jelonek. Zapadła cisza.
- To genialne, kocham cię! - ucieszył się Sehun.
- Napiszemy listy! - podskoczył Key. - Niby od prezesa. Sesja do magazynu. Xiu będzie musiał ubrać się w coś super sexy.
- Ale skąd weźmiemy taki strój? -  Lu przygryzł wargę.
- Coś się znajdzie...

D***

/Na dachu jakiegoś budynku w Korei/

- Czy wszyscy są gotowi? - zapytał cicho Lu. 
- Tak. 
Zobaczyli wchodzących na dach Xiu  i Chena - obydwoje z innych stron. Cała „Ekipa Zemsty” w mgnieniu oka schowała się za balustradą. Wszyscy byli na górze, więc parka nie miała szans ich zobaczyć. Xiumin był ubrany w czarne skórzane spodnie i białą bokserkę, a Chen na odwrót. Spojrzeli po sobie i zdrętwieli. 
- Nie! - krzyknęli we dwoje. Już wiedzieli, że ich mini-psikusy nie spodobały się reszcie. 
Taorisom nic nie zrobili, ale że nie mieli nic do roboty pykali zdjęcia i nagrywali filmy. 
Lulu uśmiechnął się słodko-strasznie. Oj... Żartownisie nie wiedzieli co się święci.
Zauważyli jak Chen i Xiu w akcie desperacji próbowali uciec lecz Chanyeol i Minho skutecznie im to uniemożliwili. Reszta w tym czasie podniosła się z klęczek. Powoli schodzili po schodach. Minseok wydarł się przeraźliwie. Chen stał i patrzył z obojętną miną na „Ekipę Zemsty”, przestał się już nawet wyrywać. Jedyne co go zdziwiło to to, że ofiary ich wcześniejszych żartów mają na sobie płaszcze przeciwdeszczowe. 
- Yehet! Ohorat! - wykrzyknął Sehun, a Luhan zrobił facepalma. - START! 
W stronę chłopaków wyleciało coś niezidentyfikowanej masy. Nie wiedzieli co, bo zamknęli oczy. Po chwili Xiu oblizał usta, ale zamiast ich zwykłego smaku poczuł słodycz bitej śmietany i czekolady, i truskawki... To były... 
- TORTY! - wykrzyknął, a Chen otworzył oczy. Hm... W takim razie to już nie jest „Ekipa Zemsty” lecz „Kraina Słodkości”. Na czym to ja... „Kraina Słodkości” leżała na podłodze, zwijając się ze śmiechu. Po chwili wszyscy byli w słodkiej mazi. 
- Moje...! Moje spodnie są całe ubabrane! Kto je teraz zaniesie do pralni?! - „Kraina Słodkości” roześmiała się jeszcze bardziej. - Wy niewychowańce jedne, chamy głupie! - krzyczał histerycznie Xiumin. 
- Spokojnie... - powiedział Chen, przytulając rozhisteryzowanego chłopaka do siebie. - To tylko tort przecież... No już... 
Na ten akt czułości wszyscy zrobili zgodne 'Awww' i zaczęli się rozchodzić. 
- Yah! Jongdae, puść mnie... - mruknął zakłopotany Xiu.
- Nie - zachichotał trolling dancing machine, liżąc go po policzku. 
- Co robisz?! - pisknął, usiłując się odsunąć jak najdalej.
- Masz tort na policzku... Jesteś słodziutki, Seokkie~ ❤
- A ty dziwny °-°
- Aw, nawet na ustach ci zostało. 
- Nie prób... 
Chen uśmiechnął się słodko i uciszył go słodko-słodkim (dosłownie) pocałunkiem.

- O fuj, geje! - jęknął Tao, obserwując ich zza aparatu. Zmarszczył brwi i pozwolił Krisowi cmoknąć się w nos. - Kochanie...? Gucci? - zamruczał z nadzieją.

KONIEC. 
~~~~~~~~

środa, 28 października 2015

Deszczowe ciasteczko (collab. z Kim Naree)

Hmm... Oneshot z Kim Naree, znowu napisany na Skype... Bo możemy XD
Teraz będzie to 2Min (Kim, zgadnij co mi się przypomniało przy 2Min, ale ciiii *-*)

'Deszczowe ciasteczko' możecie znaleźć na blogu Kim Naree, o tutaj ;)

~Yuu

~~~~~~~~~~
Autorzy: Yukio „Yuu” Shinigami, Kim Naree
Gatunek: Smut, komedia, drama
Pairing: 2Min poboczne: JongKey, OnChicken, Onew+Kris
Tytuł: Deszczowe ciasteczko

Ostrzeżenia: Sceny seksu, jeżeli ktoś nie lubi może ominąć, będą oznaczone: „❤❤❤”.

Zaczynajmy!
~~~~~~~~~~~

Był piękny, deszczowy dzień. Minnie właśnie wracał do domu. Lubił taką pogodę, mógł wtedy cieszyć się samotnością, bo w końcu kto normalny wychodzi w płaczące niebo? Szedł i szedł, aż wpadł na coś. A raczej na kogoś. Mężczyzna przed nim był wysoki i miał charyzmatyczny uśmiech.
Dopiero teraz poczuł, że nieznajomy patrzy na niego z góry, a on czuje coś mokrego pod tyłkiem.
- Aigoo, przepraszam! - zawołał nieznajomy i podał mu rękę, aby mógł wstać. - Nic ci nie jest?
- Jestem tylko trochę przemoczony.
- Tak bardzo cię przepraszam!
- Nie, nie, to moja wina...
- Wierzysz w przeznaczenie?
- Co...?
- Chińskie ciasteczko powiedzało mi, że będę miał piękną niespodziankę.
- Aha...
Nieznajomy zaśmiał się głośno.
- Żartowałem, młody.
Taemin zbuntował się na określenie młody. On! Młody?! Dobre sobie. Mimo to nie mógł się nie uśmiechnąć, słysząc zaraźliwy śmiech. Nagle kichnął, potem znowu.
- Chyba będziesz chory. Daleko stąd mieszkasz?
Pokiwał głową. Nieznajomy uśmiechnął się ciepło.
- W takim razie mogę zaprosić do siebie. Mam witaminę C i koc. I jakieś ubrania na przebranie
- Umm, ja cię nawet nie znam, hyung...
- Choi Minho - przedstawił się mężczyzna.
- Ugh, a skąd mam wiedzieć, że nie chcesz zrobić mi nic złego?
- Czy te oczy mogą kłamać? - zaśmiał się. Kiedy Minnie chciał odpowiedzieć, Minho powiedział:
- Nie odpowiadaj. To przeze mnie jesteś przemoczony i niedługo pewnie też przeziębiony. Mieszkam w tamtym bloku razem z przyjacielem.
Młodszy pokiwał głową i pozwolił się prowadzić krętymi uliczkami Incheon.
- Lee Taemin - wypalił w pewnym momencie Minnie.
- Bardzo miło mi cię poznać - starszy uśmiechnął się tajemniczo. Znaleźli się w klatce schodowej, przed drzwiami mieszkania.
Chory chłopak zawahał się przez chwilę. Zaraz jednak został subtelnie wepchnięty do mieszkania.
- Minho, to ty? - usłyszeli głos, chyba z kuchni.
- Mhm...
Właściciel głosu wszedł do przedpokoju.
- Wiesz, że... O, a kto to?
- To jest Lee Taemin. Przed chwilą się poznaliśmy - kuchenny chłopak zrobił dziwną minę. - Bo on przeze mnie się przeziębił...!
- Taebaby! - zawołał 'kuchenny chłopak'.
- Key umma?
- Co do... - mruknął Minho, ściągając buty.
- Co ten pacan ci zrobił, że przychodzisz do mnie chory?
- Tylko wrzucił mnie w kałużę.
- Aigoo, Minho, ten idiota...
- Ja tu jestem - westchnął Choi, po czym oparł się o ścianę.
- A teraz... Skąd wy się właściwie znacie?
- Przecież to brat Onew!
- Onew ma brata? - zapytał, a pozostała dwójka zrobiła facepalma. - Ale jak?
- Wiesz była piękna, gwiaździsta noc, a moi rodzice bardzo się kochali i...
- Tak to jest brat Onew - stwierdził Minho.
- O wiele bardziej wygadany - dodał Kibum z łagodnym uśmiechem. Taemin tylko zachichotał i pozwolił poczochrać sobie włosy.
- APSIK!
- Minnie chodź - zarządził od razu Key, a dodał cicho:
- No żeby tak małego Minniego przeziębić. Kim trzeba być, aby to zrobić? No oczywiście, że Żabolem...
Minho zmierzył współlokatora wściekłym spojrzeniem, ale w końcu poddał się i usiadł na stole.
Kibum w tym czasie wstawił wodę na herbatę, dał suche ubrania Taeminowi, kazał mu się umyć, po czym jeszcze skończył robić obiad.
- Wielofunkcyjny Key w akcji! - stwierdził Choi, ale uciszył się pod spojrzeniem przyjaciela.
Taemin, który akurat wchodził do kuchni, nie mógł powstrzymać cichego chichotu. Cóż, nabijanie się z ummy zawsze było świetną zabawą.
- UMMA! A może jeszcze mnie nakarmisz, bo przecież sam jeść nie potrafię, prawda? - zaczął tego żałować, kiedy zobaczył złośliwe błyski w oczach Kim'a. - Nie, Key, błagam nie, nie, nie....!
- Taeś, chodź tutaj... Już, chodź do ummy.
- Key, zostaw go - ziewnął Choi.
Ale wtedy było już za późno. Key posadził Minniego przy stole i zaczął go karmić.
- A teraz za ummę Key. Leeci samoolociik...
- A za mnie? - pufnął Minho z lekkim uśmiechem.
- Za ciebie nie - powiedział Key złośliwie. - Teraz za Onew hyung'a... A teraz za Jong'a... - kiedy zostało już mniej niż pół łyżki, Kim zebrał to i powiedział. - Teraz dopiero za Minho.
- Yah! - oburzył się Choi, po czym rzucił Taeminowi batonika. - To też możesz zjeść za mnie!
- Nie może, to zje za... - Minho podniósł brew. - Za Taemina!
- ... - podirytowany Żabol usiadł na blacie i położył stopy na cennej desce do krojenia Kibuma. (Deska należała do Kibuma, nikt go na niej nie kroił XD dop. K.N.)
- NIE! - dziki krzyk. - NIE ZROBIŁEŚ TEGO! - wziął nóż z szafki.
- Key spokojnie...
- SPOKOJNIE?! TO MOJA DESKA! MOJA DESKA, ROZUMIESZ?!
W czasie, kiedy Minnie próbował uspokoić Kibum'a, Choi ulotnił się do łazienki.
- DOBRA, DZWONIE DO JONG'A! - słychać było krzyk Taemina.
- Nie, nie nie - Key momentalnie odłożył nóż. - Będę już grzeczny, tylko do niego nie dzwoń...
- Halo... Cześć, Jong... Tak, znowu... Za pięć minut, ok...
Minho wszedł znów do kuchni, śmiejąc się jak pojeb.
- No, młody, lubię cię - powiedział z uznaniem w głosie. Kibum tymczasem stał jak stał, będąc w kompletnym szoku.
- Nie, nie, nie, nie... Kłamiesz... On tu nie przyjdzie... Nie zadzwoniłeś do niego...
W tym samym momencie drzwi otworzyły się i stanął w nich niski, ale dobrze zbudowany blondyn. Zmierzył wzrokiem sytuację w kuchni i zaśmiał się.
- Cześć, Minho. Wpadłbyś czasem na trening, co?
- W twoich snach. Dlaczego ty, karle, trenujesz koszykówkę?
Mina Jonghyuna zrzedła.
- No to... po co dzwoniliście?
- Key miał napad... Znowu. Chciał zabić Choi nożem.
- Ale on położył nogi na mojej desce! - wykrzyknął. Jong tylko spojrzał na dwójkę z politowaniem, podszedł do chłopaka i go przytulił.
- Już jest, ok...
- Fuj, odsuń się, jesteś wieśniakiem - powiedział Key nieznoszącym sprzeciwu głosem. Taemin wytrzeszczył oczy na swoją "ummę". Nie znał go od tej strony. Huh...
- Jest aż tak źle, że mu odwala? - zapytał lekko rozbawiony Jjong.
- Chodź młody. Lepiej, żebyś tego nie widział - mruknął Minho, prowadząc Tae do swojego pokoju.
- Jejkuu, musiałeś mu położyć nogi na tę deskę?
- Nie mogłem się powstrzymać - Choi otworzył przed chłopakiem drzwi. Zaśmiał się cicho, słysząc poirytowane gadanie Key z kuchni. Skończy się jak zwykle, czyli JongKey będą robili bardzo nieprzyzwoite rzeczy. Prawdopodobnie na tej cholernej desce. Zauważył jeszcze jak Taemin otwiera batona od niego. Wszedł do pokoju i usiadł na wielkim fotelu.
Młodszy podążył za nim nieśmiało. Pokój był wyjątkowo czysty i zadbany. W kącie stała gitara. Wskazał na nią.
- Hyung, grasz?
- Tylko trochę... Mogę coś dla ciebie zagrać... Oczywiście jeśli chcesz...
Młodszy pokiwał z entuzjazmem głową i niepewnie przysiadł na łóżku. Usłyszał pierwsze dźwięki i od razu się w nich rozpłynął. Zamknął oczy. Nie zauważył nawet, kiedy piosenka się skończyła.
- Minho, czy mówiłeś prawdę o tym ciasteczku z wrożbą?
Starszy skinął głową, dostrajając gitarę.
- Dlaczego... Dlaczego pomyślałeś, że to mogę być ja?
- Nie zdarzyło mi się jeszcze wrzucić w kałużę kogoś równie ślicznego.
Taemin zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok na ręce. Zapomniał, że trzymał batona w jednej z nich, dlatego, żeby się czymś zająć, włożył go sobie do buzi. Choi w tym czasie uśmiechnął się łagodnie.
- Jakim cudem wytrzymałeś z Key od dziecka? - zapytał, śmiejąc się cicho.
- Właściwie, to nie od dziecka. Poznaliśmy się kiedy miałem jakieś dwanaście może trzynaście lat. On już wtedy był bardzo nadopiekuńczy. Pamiętam jak Onew skręcił kostkę. Codziennie do niego przychodził...
- Oj, biedny Kurczak, zgaduję, że ten kretyn skręcił mu drugą... - mruknął Minho, śmiejąc się cicho.
- Nie mów tak o nim... Po prostu, myślał że go nie przypilnował.
Minho nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Boże, ty naprawdę jesteś zupełnie inny od brata.
- Dlaczego wszyscy nas porównują? To takie frustrujące!
- Jesteście rodzeństwem. Poza tym, kiedy zna się Onew, trudno uwierzyć, że ma młodszego brata, który nie potyka się o wszystko łącznie z własnymi nogami.
Na to stwierdzenie Minnie uśmiechnął się lekko. Pamiętał jak Onew, kiedyś rozwalił wystawę świąteczną, bo potknął się o jedną z kurtyn.
-No, hyung, jestem w stanie przyznać ci rację.
Usłyszeli z dołu hałas. Choi uśmiechnął się wrednie.
- Co myślisz o zrobieniu im kawału?
- Tak! - krzyknął entuzjastycznie. Zerwał się z łóżka i popatrzył na starszego, czekając na instrukcje.
- Wyjdziemy z pokoju. Poczekaj muszę wziąć aparat...
Tae poprawił rudą grzywkę, obserwując każdy ruch znajomego. Kochał psikusy.
Zaczęli powoli wychodzić z pokoju. Stanęli przy framudze do drzwi kuchennych. Tae musiał zakryć usta dłonią, kiedy do jego uszu dobiegły stłumione jęki. Minho przewrócił tylko oczami, przyzwyczajony do tego, że ta para nie umiała zachować się cicho. Tae jednak złapał go za nadgarstek.
- Dajmy im trochę czasu dla siebie- zasugerował. Pierwszy raz w życiu rezygnował z psikusa, ale czego się nie robi dla kochanej ummy?
Choi jednak nie chciał się poddać.
Już chciał wyskoczyć z aparatem, gdy poczuł nieco mocniejszy uścisk na nadgarstku. Uparta istota. Spojrzał kątem oka na młodszego i aż się zapowietrzył. Różowe policzki, oczy błyszczące determinacją... Nie mógł się powstrzymać. Przycisnął młodszego do ściany i go pocałował. Zdziwił się, kiedy Minnie oddał pocałunek. Taemin tymczasem przyciągnął go jeszcze bliżej. To było nienormalne. Całował się z facetem, którego prawie zupełnie nie znał, ale chciał tego odkąd tylko go zobaczył.
Minho odsunął się od niego na chwilę, by podziwiać piękną twarz.
- Mieliśmy im zrobić psikusa - wyszeptał. Nagle stało się coś dziwnego. To znaczy... Oni znów się pocałowali, tylko... Tylko przebiegła przez nich jakaś iskra. Taemin wplótł palce we włosy starszego, chcąc znaleźć się jeszcze bliżej.
Magiczną chwilę, zepsuł Onew, który nie dość, że ma super wyczucie czasu to jeszcze potknął się o czyjeś buty.
- O cho... Moment - zatrzymał się w kuchni, z której na szczęście zwiali JongKey. Zmrużył oczy, patrząc na Minho. Minho całującego Taemi... CO? Co tu robił Taemin? I dlaczego oni się całowali?
- Minnie, co ty tutaj robisz? - zapytał zdezorientowany.
Cóż, wcale nie zdziwił się, gdy młodszy nie odpowiedział. W końcu byli zbyt zajęci z Minho pożeraniem swoich twarzy. Ale... Dlaczego? Czyżby jego mały braciszek był gejem? I skąd on znał Minho? I... Fuj.
- Wolę kurczaki - mruknął tylko i wszedł do salonu. - Ojezu, co za spedalony dom!
Już miał opieprzyć JongKey za to, że zostawili otwarte drzwi do swojego pokoju i widać, co tam robią, ale nagle cofnął się. Jakaś nieskurczakowana część jego duszy zdała sobie sprawę...
- CHOI MINHO! - wrzasnął na całe gardło. Choi akurat dobierał się do szyi jego brata. Od razu oderwał usta od Minniego. Szykują się kłopoty.
- Hyung... - zauważył Taemin, patrząc na brata lekko zamglonym wzrokiem.- Hej, hyung. Jak się masz?
- JAK JA SIĘ MAM?
Minho spojrzał błagalnie na najmłodszego i ostrożnie stanął przed nim, osłaniając go przed ewentualnym atakiem.
- No właśnie, jak się masz, hyung? Dawno cię nie widziałem - powiedział, pozwalając Taeminowi rysować po swoich plecach.
- Widzieliśmy się wczoraj - odparł buntowniczym tonem.
- No właśnie... W ciągu jednego dnia tyle może się zmienić...
- Nie mydl mi oczu, ok? Może i jestem fajtłapą, ale nie jestem głupi.
- Naprawdę?  - mruknął Taemin zza pleców Minho. Ten spojrzał na niego, prosząc wzrokiem, by nie pogarszał sytuacji. Za późno. Onew odepchnął Minho i stanął twarzą w twarz z bratem. W tej chwili widać było, że naprawdę są rodzeństwem.
Taemin przesunął się jeszcze bardziej w stronę Minho.
- Co powiedziałeś? - zapytał starszy Lee. Taemin przełknął ślinę. Zapomniał, że jego brat miał jednak te umiejętności przywódcze i potrafił być naprawdę straszny.
- N-nie denerwuj się Onew... To nic takiego...
- NIC TAKIEGO? NIC TAKIEGO?!
Rudowłosy zbladł nieco i zrobił krok w stronę Minho. Onew chyba się opamiętał, bo momentalnie stanął jak wryty.
- Przepraszam Minnie... Nie powinienem był krzyczeć... Tylko... Pamiętasz co ostatnio się stało...?
- Jeśli masz na myśli incydent, przez który umówiłeś się z facetem nielubiącym kurczaków, to nie mam zamiaru powtarzać twojego błędu. Nigdy nie wejdę w toksyczny związek z kurczakami.
- Wiesz, że nie o tym mówię... - spojrzał na niego sugestywnie.
- Nie... Onew... Mieliśmy o tym zapomnieć, pamiętasz...? Obiecałeś mi to... Obiecałeś...
Minho stanął za najmłodszym i delikatnie go objął.
Po twarzy Tae płynęły łzy.
- Minnie, za to też przepraszam...
- Minnie...? Minnie co się stało? - głos Key rozbrzmiał dookoła. - Nie, powiedzcie, że to nie jest to, o czym myślę...? Taeminnie, spokojnie to już było i się nie powtórzy - porwał Choi płaczącego chłopaka, przyciskając go do siebie.
- Czy ktoś powie mi, do cholery, o co chodzi?
Taemin niepewnie spojrzał na osobę pytającą, czyli Minho. Lekko pokręcił głową, ocierając łzy.
- Było, minęło. Nie ma co rozpamiętywać - powiedział, odchrząknąwszy uprzednio. Choi skinął lekko głową i odebrał Kibumowi najmłodszego, z powrotem więżąc go w swoich ramionach.
- Powiesz mi... Kiedyś... Prawda? - zapytał wprost do jego ucha, żeby tylko on miał możliwość go usłyszeć.
Minnie pokiwał głową.
- Może kiedyś... - odpowiedział równie cicho.
- Ej, ludzie! - wrzasnął nagle bardzo entuzjastycznie Onew. - Idziemy na kurczaki? - widząc spojrzenia reszty, dodał:
- I jakieś Bubble Tea? Znam knajpę niedaleko, gdzie sprzedają to i to!
- Nie idę na żadne kurczaki - powiedział buntowniczym tonem Taemin, po czym ostentacyjnie odwrócił się od starszego brata. Jego wzrok powędrował do ciemnych oczu Minho. Tak krótko go znał, ale to się nie liczyło. Może Onew nie wspominał przyjaciołom, że ma brata, ale swojemu bratu chętnie opowiadał o przyjaciołach. Tae sporo więc o nich wiedział. Ale co innego było wiedzieć o istnieniu Choi Minho, a stać tuż obok i czuć jego upajający zapach.
- My się z chęcią wybierzemy! - krzyknął Key, a Jonghyun, nie do końca wiedząc co wybrać po prostu bezsensownie kiwnął głową.
Minho nachylił się i lekko musnął ustami ucho młodszego z braci Lee.
- Czyżbyśmy zostawali sami?
- Mhm...
- My tu jeszcze je...
- Nie, wcale nie, Onew! My już się zebraliśmy! Chodź, bo ci kurczaki wystygnął! - ponaglał starszego Kibum. - A ja chcę moje Bubble Tea... I lepiej, żeby ta twoja knajpka była dobra albo inaczej... Ty się módl, żeby taka była, bo inaczej moje Bubble Tea wyląduje na twoim kurczakowym łbie...
Jinki potulnie pokiwał głową.
- A lubrykant jest w szafce - Key wskazał wspomniany mebel.
- Umma! - Taemin aż schował twarz w koszulce Minho, nie chcąc pokazywać rumieńców.
- Tak tylko mówię - Kibum puścił im oczko.
- Geez, co za ludzie? - spytał Taemin po wyjściu trójki chłopaków.
- Z jednym z nich mieszkam...
„A drugi ciągle przychodzi się z nim pieprzyć”, dodał Minho w myślach, śmiejąc się cicho i delikatnie głaszcząc rude włosy młodszego.
- To... Na czym stanęliśmy? - powiedział Minnie, mrucząc. Żabol znowu zaczął dobierać się do jego szyi. Młodszy oplótł jego kark ramionami.
- Chyba lepiej będzie, jeśli przeniesiemy się do pokoju - wyszeptał Minho i wziął chłopaka na ręce. Zaniósł go do pokoju. Znał cały dom na pamięć, więc w drodze mógł dalej zajmować się jasną szyją młodszego. Położył go na łóżko.

❤❤❤

Pocałowali się, ale była w tym jakaś potrzeba bliskości. Oderwali się od siebie dopiero wtedy, gdy zabrakło im tchu. Minho delikatnie odchylił głowę młodszego, poświęcając trochę uwagi jego obojczykom. Znalazł w ten sposób najwrażliwsze miejsce na ciele chłopaka, sądząc po jego szybkim oddechu. Uśmiechnął się lekko i przygryzł skórę w tym wrażliwym miejscu. Chłopak jęknął cicho i podciągnął starszego na wysokość swojej twarzy. Minho z łobuzerskim uśmiechem spojrzał rudzielcowi w oczy. Błyszczały jeszcze bardziej, policzki były zarumienione, a usta lekko uchylone.
- Jesteś piękny - mruknął z zachwytem, gładząc zaróżowioną twarz. Taemin zarumienił się jeszcze bardziej. Postanowił odwrócić uwagę starszego i przyciągnął go do kolejnego pocałunku. Minho powoli zaczął rozpinać koszulę młodszego. Gdy był w połowie, oderwał się od kuszących ust chłopaka, by znowu zająć się jego obojczykami.
-...Minho...z-zaraz...
- Ciii... - starszy pogłaskał Minniego po włosach.
Młodszy usiłował się powstrzymać, ale jęknął cicho, natychmiast rumieniąc się jeszcze mocniej. Minho w tym czasie pocałował go w nosek.
- Jesteś śliczny, Lee Taeminie, gdybym wiedział wcześniej, że Onew ma brata... I to takiego brata to...
- Przyszedłbyś w nocy mnie zgwałcić? - zapytał rozbawiony Tae, ale zaraz jęknął, bo usta starszego znów znalazły się przy jego obojczykach.
- Zgwałcić... ciebie? Nigdy w życiu!
Młodszy zaśmiał się cicho.
- Myślisz, że ktoś ci w to uwierzy?
- A czy te oczy mogą kłamać?
- Kto cię tam wie - mruknął, pozwalając na dalsze molestowanie obojczyków.
Oczywiście żabol wiedział, że chłopak pod nim będzie miał malinki... Dużo malinek. No, ale co go to obchodziło? Taemin był śliczny i... Jego... To znaczy chyba...
- Jesteś mój - powiedział cicho, przysysając się do jego obojczyka na dłuższą chwilę. Taemin przymknął nieco oczy, pozwalając starszemu na wszystko. Na wszystko znaczy dosłownie wszystko. Wszystkie wszystko, jakie tylko istniało. Czekolada... Bita śmietana z bitą śmietaną... Truuskawki...
Albo po prostu zdarcie z siebie bluzki. Cóż, i to właśnie nastąpiło.
Minho przejechał dłońmi po gładkim brzuchu Tae. Uśmiechnął się i zawędrował nieco wyżej, na jasną klatkę piersiową. Ścisnął palcami brodawkę, słysząc przy tym kompozycję cudownych jęków Taemina. Zamknął mu usta namiętnym pocałunkiem, bojąc się, że jeszcze chwila, a rzuci się na niego. Młodszy objął jego szyję i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.
Dłonie starszego powędrowały znowu do jego sutków. Oderwał się od jego ust i zaczął znaczyć ścieżkę pocałunkami coraz niżej. Gdy musnął spierzchniętymi wargi jedną ze stwardniałych brodawek, z ust Taemina wyrwał się zaskoczony pisk.
- Taemin-ah, wydajesz takie piękne dźwięki - uśmiechnął się i powtórzył czynność. Młodszy zacisnął usta, czując dreszcze wędrujące po całym jego ciele. Minho zjechał jeszcze niżej, pozostawiając na Minnie'm mokre ślady ustami. Przejechał językiem po jego pępku, po czym złożył wilgotny pocałunek na biodrze. Tae wypchnał biodra do przodu, oddychając ciężko. Dziwne uczucie formowało się w jego podbrzuszu i zupełnie nie wiedział, co zrobić. Gdy poczuł wilgotne usta starszego po wewnętrznej stronie swojego uda, jęknął głośno. Rozszerzył nogi jeszcze bardziej, chcąc by starszy wreszcie coś zrobił. Minho uniósł jego nogi, delikatnie krążąc językiem wokół jego wejścia. Włożył w Tae jednego palca i zaczął delikatnie nim poruszać. Młodszy spiął się pod wpływem obcego uczucia.
- Rozluźnij się... Proszę... - kiedy Taemin spojrzał w czekoladowe oczy, doznał dziwnego, przyjemnego, ale dalej dziwnego uczucia. Zagryzł wargę i postąpił zgodnie z poleceniem starszego chłopaka. Minho zaczął powoli go przygotowywać. Starał się nie zrobić młodszemu krzywdy, by odwrócić jego uwagę, całował go delikatnie po szyi, obojczykach i szczęce. Kiedy stwierdził, że chłopak jest gotowy wsunął w niego delikatnie swojego penisa. Taemin zacisnął powieki, by ukryć łzy zbierające się pod nimi. Minho spojrzał na niego z czułością i wytarł mu z policzków słone kropelki, którym udało się wydostać.
Czekał, aż młodszy przyzwyczai się do nieznanego uczucia. Minnie poczuł nagle na ustach pocałunki, dotykiem przypominające skrzydła motyla. Zaczął je odwzajemniać, powoli przyzwyczajając się do obcego uczucia. Minho poruszył się lekko. Zacisnął zęby, by nie stracić nad sobą panowania. Taemin jęknął cicho, szarpiąc biodrami w przód i w tył. Teraz, kiedy przyzwyczaił się już do wielkości penisa Minho, zaczynał się niecierpliwić.
- Minho... Z-zaczynaj... - wyszeptał, bo chłopak zamknął powieki. Starszy spojrzał na niego i po raz kolejny zachwycił się. Cóż, nie mógł pozwolić swojej księżniczce czekać. Poruszył się powoli, wzdychając jednocześnie. Tae jęknął prześlicznie i zarumienił się jeszcze mocniej. Jego oczy zamglone były czystym pożądaniem. Minho zamknął mu usta pocałunkiem, zaczynając się poruszać powolnym, jednostajnym tempem. Bezdźwięczne jęki tonęły w ich ustach. Żabol przyspieszył rytm i złapał między ich ciałami za męskość Taemina. Rudzielec oderwał się od jego ust i jęknął głośno, zupełnie zaskoczony. Mamrotał jakieś niezrozumiałe słowa do ucha Minho, kiedy ten pochylił się i zaczął składać delikatne pocałunki na jego obojczykach.
- Mocniej... - wymruczał, łapiąc za brązowe kosmyki. Żabol wbił się w niego z jeszcze większą siłą. Sądząc po donośnym jęku chłopaka pod nim, trafił w prostatę. Taemin przejechał paznokciami po jego plecach, jęcząc głośno jego imię.
- Mmmm-Minnie, ja zaraz...
- Zrób... To we... Mnie... - wydusił.
Minho przyspieszył jeszcze bardziej swoje ruchy, co chwilę uderzając w czuły punkt młodszego. W końcu jęknął głośno, opierając się czołem o czoło kochanka i rozlał się w jego wnętrzu. Po chwili po ich brzuchach pociekło więcej białej mazi. Żabol wysunął się z niego, położył się na boku i przytulił do siebie chłopaka.

❤❤❤

Tae uspokajał oddech, wtulając się w ciepłą klatkę piersiową.
- Minho, ja... Chyba cię kocham...
Starszy uśmiechnął się czule. Znał tego chłopaka... jeden dzień? Tak, ale co z tego? To dziwne uczucie, które oznajmiało swoje istnienie przyspieszonym biciem serca nie patrzyło na czas znajomości.
- Ja ciebie też, Minnie - powiedział cicho.

Ciasteczko miało rację.
Jak zawsze.

W tym samym czasie Lee Jinki siedział i czekał na swoje kurczaki, podjadając darmowe ciastka z wróżbą. Wyciągnął kolejny papierek. "Podnieś głowę, miłość jest bliżej, niż myślisz".
- Pańskie kurczaki.
Popatrzył na kelnera. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna uśmiechał się do niego czarująco.
- Dziękuję - wydukał Onew.
-Tak w ogóle to jestem Kris... wyskoczymy gdzieś?
- Onew... T-tak, super, dlaczegoby nie... W sumie, to...
- Kończę za pięć minut.
- O... Ok... Mi pasuje... - Onew zaczerwienił się lekko.

A gdzieś tam przed knajpką pewna para znana jako JongKey obściskiwała się, nie wiedząc o istnieniu reszty świata. Jonghyun oderwał się na chwilę od Kibum'a i wskazał głową, aby popatrzył w tamtą stronę.
- My to potrafimy dzieci na porządnych homosiów wychować... - powiedział Key, po czym powrócił do przerwanej czynności.

I ta historia zostanie zakończona właśnie w tym momencie - kiedy dwie szczęśliwe pary czują wzajemną miłość, a dwoje młodych mężczyzn odnajduje nową drogę życia...

~Kooonieec
~~~~~~~~~
To trzecie wydanie współpracy mojej i Kim Naree. Tak btw: Lu, to chyba nasz najdłuższy shot, mam rację?

~Yuu

wtorek, 27 października 2015

Rozdział 9 (SŻ)

Hej! A oto rozdział 9.
Kim Naree
oczywiście, że nie damy za kogo ty nas masz XD damy z siebie wszystko, tak!
Jestem chora. Umrzyjcie mnie :|
~Yuu
~~~~~~~~~
Rozdział 9

Głupi Riddle i jego głupie kary. Wiem, że już to mówiłem, ale on jest nienormalny... 
Serio.

To po co się nawaliłeś?

Ale nie tylko ja tam byłem, nie...? Gdyby Draco, powiedział mi, która to ściana wszystko byłoby ok...

Tak sobie mów...

W ogóle, kto wymyśla takie kary jak sprzątanie w starych pokojach... W dodatku tych na samej górze... W dodatku tych, których nikt nie używa... W dodatku z...

Draco...

Tak, właśnie z nim...

Nie, nie zrozumiałeś. Draco idzie przed tobą.

No tak, ma sprzątać ze mną...

Harry potrząsnął głową, odpędzając niepotrzebne myśli.
- Hej, Cris!
- Cześć... - burknął pod nosem, trochę obrażonym tonem.
- O co chodzi? - Czarnowłosy spojrzał na niego z niedowierzaniem. - Tylko nie mów, że obraziłeś się za tę ścianę...
- Nie. Nie miałem przecież powodu, no nie? Aha, ty masz sprzątać ze mną, wiesz o tym, prawda?
Blondyn prawie zakrztusił się własną śliną.
- J-jak to? Za co...?
- Tom powiedział, że skoro to ty urządziłeś imprezę, to ty również powinieneś odbyć karę.
- A-ale jak to 'sprzątać'? Może się przesłyszałeś...? Albo...
- Dobrze słyszałeś, Malfoy - przerwał z mściwym uśmieszkiem, Harry. - Mamy posprzątać wszystkie pokoje na górze - podniósł dłoń, widząc, że blondyn chce coś powiedzieć. - I nie wymigasz się od tego. Nawet nie próbuj.
- A co ze skrzatami?
- Mają rozkaz nam nie pomagać i nie przychodzić na nasze zawołanie do odwołania.
- Przecież to nam zajmie pół wakacji! A mój wyjazd do Francji?!
- Będzie później niż planowałeś, o wiele później... Zaczynamy karę o piętnastej, przygotuj się do tego czasu.

***

Weszli do pierwszego pokoju na piętrze i od razu zaczęli krztusić się kurzem.
- Łaał! Co tu się dzieje...?!
- Mnie się pytasz? Skrzaty pewnie specjalnie tu nabrudziły... Chciały się zemścić, głupie stworzenia. Ja im pokaże... Malfoy sprzątający jakieś pomieszczenie, ta jasne...
Nagle coś czarnego pojawiło się w zasięgu ich wzroku. Blondyn wydał z siebie bardzo niemęski pisk. Harry parsknął śmiechem.
- To... Tylko... Pająk... - powiedział, śmiejąc się.
- Bardzo śmieszne.
Wzięli się za sprzątanie. To znaczy Harry się wziął, bo blondyn albo narzekał albo przeszukiwał stare skrzynie, szuflady i szafki.
- Hej! Cris, to chyba do ciebie!
- Co ty znowu gadasz...? - spojrzał na Malfoy'a, trzymającego poszarzałą kopertę. - Pokaż mi to.
Kiedy miał ją w ręce, zobaczył swoje „nowe” imię i nazwisko. Szybko rozerwał pieczęć. Draco zajrzał mu przez ramię.
- Po co ktoś miałby pisać do ciebie listę zakupów.
- Przecież to nie jest lista zakupów, idioto. Nie widzisz? To zwykły list... Hmm...
- Jest zabezpieczony, idioto. - przedrzeźnił go blondyn. - Przeczytasz go?
- Nie teraz... - widząc jego minę, dodał:
- I nie przy tobie.
Wsadził list do kieszeni, po czym znowu zajął się sprzątaniem.

***

Kochany Cris'sie!
Cześć, Cris!
Najukochańszy Syneczku...

Cristopher Tom Riddle - brzmi bardzo dojrzałe. Takie imię było przeznaczone Ci od początku. Niestety los sprawił, że ja nie mogłam być z kimś kogo kochałam z twoim ojcem. Jeżeli to czytasz dał ci to Tom (w co wątpię, bo nigdy nie zagląda do tamtego pokoju, kiedy mnie nie ma) lub sam to znalazłeś. Wierzę, że się dogadujecie.

To takie frustrujące - pisać to, gdy siedzisz w pokoju obok. James dobrze się Tobą zajmuje, ale wiem, że to nie potrwa długo. Masz taki śliczny śmiech, taki melodyjny. Tom chciałby Cię zobaczyć. Nie mogę mu na to pozwolić. Wydałoby się wtedy wszystko, a to byłby dodatkowy kłopot.

Chciałabym widzieć jak dorastajasz, jak się pierwszy raz zakochujesz, opowiadać Ci o wszystkim co się działo. Kocham Cię, nigdy o tym nie zapomnij.

Niedawno dowiedziałam się od mojej przyjaciółki, Estrelli*, że stanie się coś złego. Przepowiednia mówi, że:

„Umrzesz, gdy białobrody będzie gotowy. Nigdy nie myśl, że dziecko nie będzie mu ufać.”

Jej wróżby zawsze były pomieszane z tym co mówiła. Ciekawa jestem, czy przeżyje do twojego uświadomienia. Nigdy nic nie wiadomo.

Chciałabym, żebyś dowiedział się czegoś o moich przyjaciołach. Niby nie powinno Cię to obchodzić, ale w głębi duszy czuję, że i tak nie da ci to spokoju...

Była nas piątka.

Estrella Verde - trafiła do Huffelpuff 'u, wiedziała od początku, że to jej nowy dom. Już jako jedenastolatka przejawiała ogromny talent do wróżenia. Chociaż był to nie tyle talent, co cecha wrodzona. Potrafiła mówić o jednym i widzieć drugie.


Kri i Michael Johnson - bliźniaki Ravenclaw. Rozróżniałam ich tylko dzięki kolorach włosów i oczu. Kri - różowe włosy i granatowe oczy, Michael - granatowe włosy i różowe oczy. Sami dokońca nie wiedzieli, dlaczego tak jest. Było w nich coś dziwnego. Kri był zawsze uśmiechnięty, otwarty na znajomości, a jego brat - kompletne przeciwieństwo.


Severus Snape - najlepszy Ślizgon jakiego w życiu poznałam. Mistrzem eliksirów nazywaliśmy go od trzeciej klasy, kiedy wymyślił swój pierwszy, działający eliksir.

No i byłam jeszcze ja. Taka tam sobie Gryfonka, która dobrze czarowała, mimo swojego pochodzenia. Nie wierz ludziom, którzy sądzą, że mugolaki to gorszy rodzaj. Rzucałam zaklęcia lepiej, niż nie jeden czystokrwisty. Potrafiłam jednym ruchem ręki sprawić, by cała populacja czystokrwistych zaczęła mnie szanować.

Teraz pewnie zastanawiasz się, gdzie miejsce dla Rogacza, Łapy, Lunia i tego małego, jak mu tam było... Chyba Glizdogon. Otóż Lunatyk, znany także jako Remus Lupin, zawsze próbował trzymać w ryzach James'a Potter'a vel Rogacza i Syriusza Black'a vel Łapę. Nie zawsze mu się to udawało. Glizdogon kręcił się wszędzie za nimi. Swoją drogą, ciekawe, czy ich poznałeś... Ciekawe czy dalej są takimi dzieciakami jak teraz.
Crostopher chc-

W tym miejscu atrament był rozmazany, jakby autor coś wylał na kartę.


Przepraszam. Teraz, kiedy myślę, że niedługo mnie nie będzie i nie zobaczę... To znaczy nie... To... Płakać mi się chce.

Jeżeli chciałbyś się czegoś o mnie dowiedzieć - w liście nie mogę napisać wszystkiego, przepraszam - spytaj Tom'a lub, jeżeli ich znajdziesz, możesz spytać ludzi, o których Ci napisałam.

Ja...

Chciałabym, żebyś ich znalazł. To nie jest jakieś moje widzimisię. Proszę Cię, znajdź ich. Mają ważne informacje, każdy z nich inne. W sytuacji, kiedy któreś z nich nie żyje mago wśród was, wiadomość jest przekazana w ręce kogoś innego z moich przyjaciół.
Nic więcej nie mogę Ci napisać. Mam za mało czasu, a muszę załatwić jeszcze kilka spraw.


Tak bardzo Cię kocham. Przepraszam, że musiałeś przechodzić przez te wszystkie rzeczy.

Kocham,
Mama

P. S.
Zajrzyj za drzwi obok pokoju, w którym znalazłeś list. Są tam moje rzeczy. Zostawiłam je tam dla Ciebie i tylko Ty możesz otworzyć to, w czym są schowane. Coś jak zabezpieczenie.

~~~~~~~~~~

*Estrella (czyt. Estreja) - (hiszp.) Gwiazda. Nazwisko Estrelli - Verde - znaczy zielony. 'Zielona Gwiazda'.
~~~~~~~~~~
Thanks for attention.

Czekam na komcie.
~Yuu

niedziela, 25 października 2015

Ugh... Przepraszam(?)

Chciałabym przeprosić za rozdział 9, który notabene się nie pojawił. Jest mi naprawdę strasznie przykro, ale w sobotę miałam konkurs z chórem (Naree, chociaż Cię nie było, masz moje pozwolenie... Ukatrup mnie, ok? Albo nie, bo kto skończy 'Siedem życzeń' XD) i muszę przyznać, że wyszło... Źle, ładnie mówiąc. Tzn było coś z nagraniem do drugiej piosenki i wyszło jak wyszło. Moje tłumaczenie co do rozdziału może wydać się głupie, ale naprawdę nie miałam siły, czasu i weny. Jeszcze dodatkowe próby, dzień nauczyciela, kościół (bierzmowanie tak bardzo) i... Po prostu zabrakło mi czasu. Wgl ten tydzień był jakiś popieprzony. Postaram się nadrobić zaległości jak najszybciej, bo rozdział już się pisze, dlatego dla czekających, mam nadzieję, że jesteście cierpliwi i poczekacie 2-3 dni czy cuś. Jeszcze raz przepraszam i do 'zobaczenia' w następnej notce!

Skruszona, błagająca o wybaczenie...
~ Yuu
P.S.
Kim przypomnij mi, żebym się za siebie wzięła, ogarnęła i coś ze sobą zrobiła. Tak jak w naszej rozmowie:

„- Co my robimy ze swoim życiem?
-...
- Piszemy yaoice i kochamy k-pop.”

Ah, te moje monologi i tryb filozofa :')

*tak btw, ten art jest uroczy <(°v°<)*

wtorek, 13 października 2015

Rozdział 8 (SŻ)

Rozdzialik 8 do waszej dyspozycji. Komentujcie, czytajcie i w ogóle.

~Yuu

~~~~~~~~~
Rozdział 8

Obudziło go dzikie brzeczęnie. Głowa bolała go niemiłosiernie, a dźwięk wcale nie pomagał. Otworzył oczy lecz po chwili znowu je zamknął. Chwilę potem w jego łóżku zaczęło się robić mokro... I zimno jeśli o tym mowa. Zerwał się z niego jak najszybciej i spojrzał prosto w oczy uśmiechającemu się szczęśliwie, młodemu mężczyźnie. Nie myśląc wiele podszedł do szafy, zabrał rzeczy i wszedł do łazienki. Chwilę potem z niej wyszedł.
- Kim ty właściwie jesteś? - zapytał nieco zmęczonym głosem.
- Kimś kto jest na ciebie wściekły, bo już dawno powinniśmy zacząć eliksiry, a ty śpisz w najlepsze. Tom...
- Chwila, chwila, chwila... Poczekaj chwilę - i znowu wszedł do łazienki.
- Masz pięć minut! - usłyszał jeszcze. Nic nie robiąc sobie z danego mu czasu zaczął powoli wracać do rzeczywistości. Zakłął cicho. Dzisiaj. Zaczyna. Eliksiry. Usłyszał pukanie do drzwi.
- Czas minął! - akurat zdążył wciągnąć na siebie ubrania, kiedy drzwi otworzyły się, prawie wylatując z zawiasów. Podskoczył jak oparzony i wrzasnął:
- Jesteś nienormalny, czy co?!
- Mówiłem, że masz pięć minut, nieprawdaż?
- Co z tego? - zaczynał wkurzać go uśmieszek mężczyzny. - I kim ty w ogóle jesteś?! Przychodzisz do mojego pokoju, z jakimś dziwnym brzęczącym czymś, oblewasz mnie wodą, a teraz to?!
- Po pierwsze nie krzycz, a po drugie... - tu uśmiechnął się słodko. - Jestem twoim ojcem chrzestnym.
- Jesteś tak samo popaprany jak Riddle.
- Oh! Dziękuję za komplement - Harry spojrzał na niego jak na kogoś niespełna rozumu.
- Wariat... Po prostu wariat.
- Przestań już mnie wyzywać, co? Mam imię... - tu Harry uniósł brew.
- Doprawdy...?
- Aaron Raro.
Teraz chłopak parsknął śmiechem.
- Czy Raro przypadkiem nie znaczy po hiszpańsku...
- Dlaczego ludzie zawsze o to pytają? - wygiął wargi w podkówkę lecz jego oczy dalej się śmiały. - Tak moje nazwisko znaczy 'Dziwny' po hiszpańsku. Aish! Ja wcale nie jestem dziwny!
- Nie, bo przecież każdy normalny człowiek wyważa komuś drzwi do łazienki, prawda?
- Zawsze tak wyganialiśmy się z Tom'em z łazienki w szkole...
- Czekaj, jesteście w jednym wieku? O ja! Jaki ty jesteś stary! A myślałem, że masz co najmniej dwadzieścia pięć lat.
- Jeszcze raz powiesz, że jestem stary, a możesz pożegnać się ze swoim językiem - wysyczał, a jego oczy już się nie uśmiechały.
- Tom, by ci na to nie pozwolił - krzyknął przestraszony.
- Nie byłbym tego taki pewien... A wracając do spraw ważnych - tu znowu się uśmiechnął. - Chodźmy na eliksiry! - i nie zwracając większej uwagi na Harry'ego zaczął kierować się do wyjścia. Chłopak nie wiedząc co go czeka, pobiegł za Aaronem.

***

Wstał najwcześniej, jakoże nie wypił dużo. Reszta jeszcze spała. Parsknął, gdy zobaczył ich pozycję. Nott spał na podłodze wtulony w Blaise'a.

Nie, bo oni w ogóle nie są razem. Ciekawe kto im w to uwierzy...

Dziewczyny zajęły fotele.

Swoją drogą, jestem ciekaw jak one się na nich zmieściły. Dobra fotele są duże, ale nie aż tak.

On sam spał na łóżku. W końcu nikt nie ma prawa spać na jego łóżku, bo...

TO MOJE ŁÓŻKO.

Brakowało mu tylko Cris'a. Pamiętał, że chłopak pytał go o jakąś ścianę, a potem, już go nie słyszał.

Czyli jest u siebie, nie?

Wszedł do łazienki, umył i ubrał się. Kiedy wyszedł wszyscy dalej spali.

Nie no tak być, nie będzie...

Wziął różdżkę, wypowiedział zaklęcie, po którym usłyszał, głośny, może trochę zbyt głośny, dźwięk klaksonu. Paczka zerwała się na równe nogi, a kiedy ujrzeli szczerzącego się Draco, to...
- Czuj się zabity, ty idioto! - wykrzyknął Blaise.

***

- Możemy nazwać twoją pierwszą lekcję: „Co zrobić, żeby kociołek nie wybuchnął...” doprawdy, nadal jestem ciekaw jak to zrobiłeś.
- Wiesz... Ja po prostu mam talent.
- Tsa... Bo, kiedy kociołek prawie wybucha ci w rękach jest naprawdę wielkim osiągnięciem.
- Aish, cicho bądź...

Nagle dotarł do nich dziwny dźwięk. To znaczy, jakby ktoś nacisnął bardzo mocno klakson. Potem usłyszeli krzyk.
- Czuj się zabity, ty idioto!
Później słychać było tupot stóp, a następnie zobaczyli Draco na horyzoncie. Za nim biegł, o ile zataczanie się i chwilowe przerwy na postój można nazwać bieganiem, Blaise Zabini. Blondyn śmiał się jak opętany.
- Jeżeli kiedykolwiek mnie złapiesz, ślamazaro!
W tym momencie było już za późno. Spojrzał na Harry'ego, nie zdążył wyhamować i wpadł na niego, wywracając.
- Cześć, Cris - powiedział szczęśliwie. Czarnowłosy nie powiedziałby, że to była wygodna pozycja. Leżał na podłodze, a Draco podniósł się trochę i siadł mu biodrach.
- Ej! Nie obmacywać mi się tutaj! Ludzie patrzą! - krzyknął rozbawiony Raro, zakrywając oczy Blaise'owi, który jakoś się do nich doczołgał. W oddali widać było, zmierzających w ich stronę Pansy i Teo, Millicente'a miała kamienny sen i nawet gdyby wybuchła bomba atomowa obok niej, nie obudziłaby się. Niespodziewanie dla wszystkich Theodore powiedział coś do Pans, zakrył oczy dłonią i uciekł. Blaise, który odsłonił oczy w tym momencie, wyrwał się Aaron'owi i pobiegł za chłopakiem.
- A temu, co? - zapytał głupio Raro.
Jedyna dziewczyna na korytarzu zgromiła go wzrokiem i podeszła do parki dalej leżąco-siedzącej na podłodze.
- E! Gejuszki, wstajemy z tej podłogi! Już, bez gadania! - Harry zaczerwienił się lekko i zrzucił z siebie Draco. - Idziemy... Cristopher, idziesz z nami?
- Ta jasne... Do zobaczenia później, Aaron... Łoo, a to co?
Nie zrobił nawet jednego kroku, kiedy poczuł jak coś dziwnego obwiązuje się wokół jego nadgarstka.
- Co, do...
- Idziemy do Tom'a. Pożegnaj się z przyjaciółmi.
- Ale...
- Żadnego, ale!
Harry odwrócił się w stronę skrzydła, w którym mieszkał i zaczął powoli iść.
- Ty popaprańcu! Po co mam do niego iść... Nie chcę! Ja chciałem iść z nimi! - słyszał śmiech pozostałej dwójki. - A wy z czego się śmiejecie?! Jeszcze mogę się wrócić!
- Narazie, Cris! - i uciekli.
- Musisz tak krzyczeć? Głowa mnie już boli od tych twoich pisków.

***

Droga minęła im w ciszy nie licząc, coraz mamroczącego pod nosem Harry'ego.
- Twoją karą będzie...

~~~~~~~~~~~
Pomysł na nazwisko podsunął mi nauczyciel techniki. Następny rozdział w sobotę. Jestem chora, więc mam trochu czasu, żeby pisać.

Dziękuję za uwagę, proszę o komcie, no i chyba w sumie tyle.

Do następnego!
~Yuu

niedziela, 11 października 2015

Rozdział 7 (SŻ)

Umm, wstawiam rozdział 7 dzisiaj. Miałam Fazę i tak to się skończyło.
Zapraszam do czytania i komentowania :')

~Yuu

~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 7

Czekaj, czekaj w jego pokoju?! Jak to: w jego pokoju?! Hmm...

Ej dziwnie się patrzy, chyba zderpiłeś...

Ja nigdy nie derpie, cichaj tam...

Khym, khym, przypominam: GŁOS W GŁOWIE!

DOBRA.

- Cris coś nie tak? Dziwnie wyglądasz...

A nie mówiłem...?

Zamknij mentalną twarz...

- Nie, jest ok - rozejrzał się po pokoju i zauważył, że wszyscy już są. Blaise i Theodor siedzieli na podłodze śmiejąc się z czegoś. Millicenta i Pansy zajęły łóżko, a rozmawiając, gestykulowały mocno. Kiedy zauważyli, że chłopcy są już w pokoju ucichli. Harry miał odruch ucieczki lecz na szczęście nikt tego nie zauważył. Jako pierwszy obudziła się Pansy i podeszła do niego skocznym krokiem, po czym przytuliła. Stał tam oniemiały dopóki blondyn nie odchrząknął znacząco. Wtedy dziewczyna oderwała się od niego i powiedziała:
- Miło cię poznać. Draco od rana, wysłał mi chyba dziesięć sów o tym, że jego znajomy przyjechał... - uśmiechnęła się lekko. - Pansy Parkinsona, możesz mówić mi Pans - odwróciła się - To Millicenta Bullstrode, ale nie mów tak do niej, nie lubi tego, po prostu nazywaj ją Milli. Tam na dole to Blaise Zabini - wskazany chłopak wstał i ukłonił się po czym wybuchnął śmiechem z Teo u boku. - A ten drugi to Theodor Nott...
- Teo, na Merlina...
- Tak mów do niego Theodor... - uśmiechnęła się wrednie. - Teraz ty.
Spojrzał na nią z niezrozumieniem w oczach. - No przedstaw się.
- Cristopher Riddle - powiedział cicho. - Mówcie mi Cris - podniósł wzrok. Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem. - Ale nie traktujcie mnie jakoś szczególnie. Nie chcę tego.
Do akcji wkroczył Draco.
- To... Macie?
- Za kogo ty nas masz, co? - zawołał Blaise i wyciągnął z plecaka wódkę.
- Przygotowałeś wszystko?
- Tak.
W następnej chwili siedzieli na wielkich poduchach, na podłodze. Po środku leżało dziwne urządzenie. Było płaskie i białe. Malfoy wytłumaczył, mu że to Prawdomów. Jeżeli ktoś mówi prawdę całość świeci się na zielono, a jeśli nie, na czerwono i wydaje okropny pisk. Każde z nich miało zadawać sobie pytanie bądź wyzwanie.
- To kto zaczyna?
- Kobiety mają pierwszeństwo.
- Okej to ja zacznę - zlitowała się Pansy. - Cris... Prawda czy wyzwanie?
- Prawda...?
- Hm... Powiedz mi, czy jesteś gejem?
Harry wypił kieliszek trunku, zarumienił się i odpowiedział, bardzo, bardzo cicho:
- Tak...
Wtedy Teo dał Blaise'owi galeona.
- C-co? Aish, ślizgoni.
- Pytaj.
- Um... Milli, prawda czy wyzwanie?

***

Wypili dwie butelki. Było mu trochę wesoło. Draco nie chciał wstać i powiedzieć mu, do której ma wejść ściany.

Chyba muszę się przewietrzyć.

Wyszedł z pokoju i rozejrzał się. Zauważył balkon i zaczął się do niego kierować. W połowie drogi ktoś złapał go za ramiona. Chwila to raczej dwóch ktosiów.
- Zaprowadźmy go do naszego pana. Ja go nie znam, ale na stówę nie jest synem Nott'a ani Zabinich.
- Tak, w sumie tylko ich zaprosił.
- JESTEM SYNEM VOLDEMORTA! - wydarł się, a oni zaczęli się śmiać. Chwilę potem był ciągniety nie wiadomo gdzie.

***

Słuchał nudnych raportów od swoich śmierciożerców, kiedy przy drzwiach zrobiło się głośno. Nie zawracał sobie tym głowy dopóki nie usłyszał znajomego głosu.
- JESTEM. SYNEM. VOLDEMORTA. PUŚĆ MNIE DO CHOLERY.
- Panie - odezwał się jeden ze śmierciożerców. - Ten chłopak twierdzi, że jest twoim synem.
- Cristopher, co ty tutaj robisz? - zapytał.
Chłopak przestał wierzgać i spojrzał prosto w oczy wściekłego Riddle.
- Ja... - język trochę mu się plątał. - To znaczy... Ugh... Chciałem...
- Co chciałeś?
- Bo... - rozejrzał się po sali. Oczy wszystkich zwrócone były na niego. - Umm... Czy... M-możesz ich... Wyp-Wyprosić?
- Koniec zebrania - zarządził Tom. Czarodzieje zaczęli wychodzić najszybciej jak się dało. Bo kto chciał się naprzykrzać Voldemortowi?
Kiedy sala była już pusta Harry nadal trochę się chwiał. Wtedy jego ojciec wstał z tronu i podszedł do chłopaka.
- Co robiłeś poza pokojem, Cristopher?
- Bo ja...
- Tak ty - wzrok Riddle'a wypalał w nim dziurę.

Dlaczego jego tęczówki są czerwone?

- Byłem... Z Draco... I jego znajomymi... U niego w pokoju i... My graliśmy do późna, a potem... Ja zapomniałem, która... To była ściana... I... Chciałem się przewietrzyć... Bo...
- Bo nachlałeś się w trzy dupy, mówiąc nie kolokwialnie. Dlaczego w ogóle nie zapytałeś czy możesz wyjść. A jakby stało się coś gorszego niż złapanie przez dwojakich śmierciożerców. Myślałem, że jesteś dojrzalszy.
- Ale to przecież...
- Co?
- Mam szesnaście lat, ok? Nie jestem tobą. Nigdy nie będę. Po za tym nic się nie stało. Dobra złapali mnie, ale... Apsik!

Dlaczego zawsze podczas moich przemów coś idzie nie tak? Walone kichy, grrr...

- Ale, co?
- Nawet mnie nie zadrasnęli... Nic, a nic. Było fajnie i w ogóle. Mogę już iść?
- Tak... Pamiętaj jutro masz eliksiry z Aaronem. Radzę ci się przygotować. I o co chodzi z tą ścianą?
- Mniejsza z tym.
Kiedy Harry się odwracał, Tom dodał:
- I nie myśl, że o wszystkim zapomniałem. Kara cię nie ominie.

~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało XD

~Yuu

czwartek, 8 października 2015

HunBaek - Jednorożce i żyrafy (collab. z Kim Naree)

Nie, nie to jeszcze nie rozdział. Pojawi się on w sobotę, a narazie łapcie EXOwego oneshota.

~Yuu
~~~~~~~
Tytuł: "Jednorożce i żyrafy"
Gatunek: Fluff, komedia
Paring: HunBaek, LayHan
Ostrzeżenia: Ummm. Naćpane Eksoł, karate jaszczomp (XD), ryje mózg
Autorki: Kim Naree & Yuu Shinigami
~~~~~~~

Był piękny poranek i w dormie EXO panował względny spokój. Co prawda Chanyeol i Kai od rana chodzili dziwnie ucieszeni, co kazało podejrzewać, że Lay znowu przemycił zioło.
- Czy oni znów musieli się najarać? - zawołał Baekhyun, chowając się na balkonie. Dobrze, że było chociaż ciepło.

Tymczasem Suho siedział w kuchni i słyszał wszystko- i narzekanie Baeka, i rechoty najaranego ChanKaiLay'a. Ukrył twarz w dłoniach. Co za zjeby. Dlaczego Kris odszedł, zostawiając go z nimi?

Sehun tymczasem dopiero się obudził. Zamruczał, wstał, otworzył okno, a do jego uszu wdarł się piękny śpiew ptaków.
- Życie jest weselsze w takie...
- Baekhyun... Nie możesz tam siedzieć, hahaha, tak długo, hahaha, latarnia może cię zjeść! Kai powiedz coś! - krzyczał Luhan.
No i czar prysł - pomyślał smutno Hun. Zmarszczył brwi. Luhan? Kai? Zgadywał, że Chanyeol i Lay jarali razem z tą dwójką. Aish, i to podobno on jest maknae. Wyszedł z pokoju, zmierzając od razu do kuchni. Mina Suho mówiła wszystko. Ah, EXO-M i ich dziwny towar. Tym się nie dało nawet porządnie ujarać.
- Dlaczego...
- Baek schował się na balkonie, a te debile nie wiedzą, że u nas nie da zamknąć się go od zewnątrz - powiedział Suho pijąc kawę, ze wzrokiem utkwionym w gazetę.
Sehun zrobił facepalma i wszedł do salonu. Nie spodziewał się tego co tam zobaczył...

Xiumin, który akurat kręcił butelką, uniósł głowę i zaczerwienił się. Luhan kompletnie zignorował wchodzącego i dalej obściskiwał się z Lay'em. Huna trochę to zabolało, w końcu ten mały, bezwstydny jelonek był kiedyś jego chłopakiem. Szybko odwrócił wzrok od parki i spojrzał w kierunku balkonu. Kai usypiał przy ścianie pewnie zbyt najarany, żeby dalej dręczyć Baekhyuna. Właśnie! Pogoda zmieniła się. Ze słońca pozostało jedynie wspomnienie. Przypomniał sobie, że Baek nienawidzi burzy z pio...
BUM!
Baek wrzasnął dziko.
-OKURWAJAPIERDOLĘ!!!- rozległo się z balkonu. Szarpanie drzwi.
-Jongin, zamknęliście balkon?- warknął najmłodszy.
Kolejny piorun sprawił, że balkonowy chłopak rozpłakał się.
- Ratunku! Kai ty głupia gnido! Jak mogłeś! Wiesz, że się boję! AAAA! - bardzo dziewczęcy pisk wydostał się z jego gardła. Kai w tym czasie zaczął śmiać się jakby w ogóle wcześniej nie zasypiał.
Wtedy Sehun ruszył do akcji. Mocnym kopnięciem rozwalił drzwi balkonowe, po czym przybrał pozycję karate jastrzębia. Szybko jednak zrezygnował z niej na rzecz wejścia na balkon i wyprowadzenia stamtąd skamieniałego ze strachu Bacona.
- Sehunnie, a kto za to zapłaci?
- Ja... Nie wiem... Chyba Suho, nie? On zawsze ma hajs.
Lider jęknął cicho. Znowu on musi płacić za wszystko.
-Ale wy wiecie, że mogliście otworzyć drzwi?- Luhan chyba jako jedyny z osób w salonie nie był najarany, co nie przeszkadzało mu w namiętnym obściskiwaniu się z Lay'em.
-Oh, zamknij się... - powiedział Sehun i spojrzał na Baekhyuna. Brunet miał rozmazany makijaż, łzy dalej spływały mu po twarzy, a policzki były zaróżowione. Następny grzmot zmusił go do bezwiedniego przylgnięcia do rękawa Huna.
Młodszy pogłaskał Byuna po włosach.
-Baekkie, spokojnie- poprosił, prowadząc go do swojego pokoju- jedynego azylu od zjaranego/spedalonego Eksoł.
- Uuuuu, Sehunnie i Baekhyun zakochana para!
- Nie zwracaj uwagi na tych idiotów...
Baekhyun w odpowiedzi tylko coś wymamrotał. Czuł się zbyt oszołomiony burzą i umiejętnościami karate ich maknae.
Kiedy byli już w pokoju chłopaka zapanowała cisza. Nie była ona przytłaczająca lecz miła, przyjazna. Nagle Byun wziął głęboki oddech i zapytał:
- Czy wiesz dlaczego boję się burzy?
Maknae pokręcił głową.
-Nie- mruknął, obserwując hyunga.
- Mój ojciec był strasznie wymagający... Pewnego dnia coś się stało i nie spełniłem jego oczekiwań... Miałem dwanaście lat od kiedy wiedziałem, że jestem gejem. Powiedziałem mu o tym, a on zaczął na mnie krzyczeć... Żeby mnie tego „oduczyć“ kazał mi siedzieć, w najgorszą burzę jaką widziałem w życiu, na tarasie i przemyśleć... Wszystkie rzeczy mówiąc prosto... Pioruny były niedozniesienia... Bałem się... Pozwolił wrócić mi do domu dopiero po pięciu godzinach... Przemarznięty i zmęczony obiecałem sobie wtedy, że nigdy więcej nie chcę przeżyć czegoś podobnego...
Sehun nie za bardzo wiedział, co powiedzieć.
-H-hyung, jesteś gejem?- wyrwało mu się w końcu, gdy tak obserwował drobnego bruneta.
- Nie mów, że nie zauważyłeś. Przez pewien czas byłem nawet z Chanyeolem - uśmiechnął się lekko. - Ale to było dawno... Wiesz, nasze charaktery były nieco odmienne i przez to często się sprzeczaliśmy.
Teraz to młody poczuł się ślepy. Przecież szipował ich przez pół roku, a Baekhyun bardziej był jak jego bias niż kolega z zespołu.  Doparowywał Baekyeol, dopóki... Dopóki nie uświadomił sobie, że jego uczucia wobec "biasa" znacznie przerastają zwykłą sympatię. Uśmiechnął się na 40% uroczo i na 60% seksownie.
-A teraz, hyung, masz kogoś?
- Nie... Wiesz, nie często mam teraz czas, żeby się z kimś widywać i w ogóle... - spojrzał na Sehuna - A co?
Maknae zrobił mentalnego facepalma.
- A gdyby... Gdyby ktoś... Z zespołu - przełknął ciężko pod spojrzeniem Byuna. - Gdybyś się komuś... Podobał... To co? - wydukał w końcu.
-Nie wiem. Zależy, kim byłaby ta osoba. Błagam, nie mów, że jesteś sekretnym posłańcem Suho- wokalista uśmiechnął się lekko, oblizując idealne usta. Hun zamarł, kompletnie pochłonięty przez ten gest do prywatnej Krainy Słodkości.
- Suho? Nie... Chodzi o to, hyung, że... Ja... Ja chyba... Cię kocham... - wydusił dalej patrząc na usta Baeka. - Ale jeżeli ci to nie odpowiada, to mogę... - nie dokończył, bo ręka Byuna zakryła mu wargi.
-Sehun-ah, jeśli żartujesz ze mnie, to rzucę cię na pożarcie sasaengom. Ale jeśli przypuszczę, że nie...- Byun zastąpił dłoń wargami na dosłownie pół sekundy. Następnie szybko odsunął się z rumieńcem na policzkach.
Sehun tymczasem nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Szybko przyciągnął do siebie Byuna i pocałował go o wiele, wiele wolniej. Smakował go i poznawał...
PSTRYK!
Oderwali się od siebie w jednej chwili, od razu patrząc na drzwi... Czy Luhan właśnie trzyma aparat czy im się tylko wydaje...
Sehun poderwał się, a Lulu zaczął uciekać, dało się jeszcze słyszeć z dołu głos młodszego:
- Lu, dasz mi odbitkę, prawda? No nie bądź taki...
Baekhyun zacisnął długie palce na kołdrze. Właśnie całował się z Oh Sehunem. Przytknął dłoń do buzi. Tu były usta Oh Sehuna. Padł na łóżko, kompletnie zagubiony.
- A co, jeśli to był tylko głupi żart...? - jego myśli zostały przerwane przez zmachanego Huna.
Popatrzył na niego zagubionym wzrokiem. Setki pytań kotłowały się w jego głowie... A on nie mógł zrobić nic oprócz podejmowania rozpaczliwych prób uspokojenia własnego pulsu.
- Sehun, powiedz mi... Chcesz mnie potraktować jak zabawkę?
Maknae wytrzeszczył na niego oczy. Szybko podszedł bliżej i złapał dłonie wokalisty, ciągnąc go do siebie.
-Nigdy nie zrobiłbym ci czegoś takiego.
Byun spojrzał młodszemu w oczy. Czuł się zagubiony, ale szczęśliwy.
Nagle Byun mocno wtulił się w Sehuna. Młodszy objął go mocno, czując mocne bicie serca. Po chwili zastanowienia pocałował go delikatnie. Bał się reakcji, ale dla Baekhyuna mógł zaryzykować. Starszy oddał pocałunek.
Nagle Sehun oderwał się od niego i podbiegł do drzwi. Szybko zamknął je na klucz, po czym równie prędko wrócił do bruneta. Znowu począł go całować. Mniej więcej w połowie rozpinania koszuli starszego, Byun odepchnął od siebie maknae. Wziął głęboki oddech i powiedział:
- Przepraszam, Sehunnie... - przyłożył dłoń do jego policzka, w którą ten chętnie się wtulił. - To jeszcze trochę za wcześnie...
(Lol już szybciej wstawiłabym tutaj Chanyeola cockblockera XDDDDDDDDD - Kim Naree)
Młodszy skinął głową ze zrozumieniem.
(Hahaahhahah jak nie przez drzwi to przez okno ich zobaczy hahaha patrz, tylko - Yuu Shinigami)
- Ale, nie ma... COTOKURDEJAPIERDZIELE?
Baekhyun wytrzeszczał oczy na okno, zza którego szczerzył się do nich zespołowy Happy Virus.
- Co się stało... - Sehun odwrócił się, a na jego twarzy namalowane były uczucia od zaskoczenia przez niezrozumienie, ale najbardziej wściekłość - Chanyeol, czuj się zabity! - wrzasnął i podszedł do okna. Bez zbędnych słów otworzył je, a Chan spadł z dziewiątego piętra. Zaraz jednak wzniósł się do góry na... Różowo-tęczowym jednorożcu?!
-Baekkie...- jęknął maknae.- Oni nam chyba dodali czegoś do jedzenia...
- Kiedy ja jeszcze nic nie jadłem! - jęknął załamany.
-Piłeś herbatkę, którą zaparzył ci Lay- zauważył Sehun. Zrobiło mu się tak kolorowo przed oczamiii~
- Uooou, ty też widzisz żyrafy??
- Ja widzę jednorożce...
Baekhyun zachichotał radośnie, skacząc na łóżku. Sehun w tym czasie zaczął udawać helikopter, robiąc przy tym „BZIUUUUM“.
Padli sobie w ramiona. Ich tęczowy świat nie miał końca.
Zaczęli we dwoje skakać na łóżku, chichrać się i widzieć jednorożce... A potem... Nie pamiętali co było dalej.

Sehun obudził się wieczorem w samych bokserkach, z dłonią na biodrze Baekhyuna.
Co tu się do cholery stało...?
Podniósł się powoli, ale starszy od razu go do siebie przyciągnął. Okeey, to już zrobiło się trochę dziwne...
Po chwili zastanowienia uznał, że cokolwiek by się nie działo, to Baekhyun musiał mieć jakiś powód.
-Ummm, hyung?
Kiedy Byun nie odpowiadał potrząsnął lekko jego ramieniem.
- Baekkie, wstawaj...
Starszy zamruczał, otworzył oczy, zamknął, wtulił się w Sehuna jeszcze mocniej i powiedzial:
- Sehunnie, jeszcze tylko chwilkę, błagam...
Nagle do Sehuna dotarło mniej więcej, co wczoraj się stało. Ciągle było mu nieco nieswojo przez to, że wyznał starszemu swoje uczucia pod wpływem narkotyków. Mimo to uśmiechnął się czule.
-Przepraszam, Baekkie. Śpij dalej.
Pocałował go lekko we włosy i sam również ułożył się, niedługo potem zasypiając.

Tak oto miłość rozkwitła w dormie Eksoł. I może opowieść zakończyłaby się tu, gdyby nie Luhan, który wszedł do sypialni, cyknął fotkę i szepnął do siebie:
-Takich dwóch pedałów to nie widziałem, odkąd Lay zepsuł mi rower.