niedziela, 11 października 2015

Rozdział 7 (SŻ)

Umm, wstawiam rozdział 7 dzisiaj. Miałam Fazę i tak to się skończyło.
Zapraszam do czytania i komentowania :')

~Yuu

~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 7

Czekaj, czekaj w jego pokoju?! Jak to: w jego pokoju?! Hmm...

Ej dziwnie się patrzy, chyba zderpiłeś...

Ja nigdy nie derpie, cichaj tam...

Khym, khym, przypominam: GŁOS W GŁOWIE!

DOBRA.

- Cris coś nie tak? Dziwnie wyglądasz...

A nie mówiłem...?

Zamknij mentalną twarz...

- Nie, jest ok - rozejrzał się po pokoju i zauważył, że wszyscy już są. Blaise i Theodor siedzieli na podłodze śmiejąc się z czegoś. Millicenta i Pansy zajęły łóżko, a rozmawiając, gestykulowały mocno. Kiedy zauważyli, że chłopcy są już w pokoju ucichli. Harry miał odruch ucieczki lecz na szczęście nikt tego nie zauważył. Jako pierwszy obudziła się Pansy i podeszła do niego skocznym krokiem, po czym przytuliła. Stał tam oniemiały dopóki blondyn nie odchrząknął znacząco. Wtedy dziewczyna oderwała się od niego i powiedziała:
- Miło cię poznać. Draco od rana, wysłał mi chyba dziesięć sów o tym, że jego znajomy przyjechał... - uśmiechnęła się lekko. - Pansy Parkinsona, możesz mówić mi Pans - odwróciła się - To Millicenta Bullstrode, ale nie mów tak do niej, nie lubi tego, po prostu nazywaj ją Milli. Tam na dole to Blaise Zabini - wskazany chłopak wstał i ukłonił się po czym wybuchnął śmiechem z Teo u boku. - A ten drugi to Theodor Nott...
- Teo, na Merlina...
- Tak mów do niego Theodor... - uśmiechnęła się wrednie. - Teraz ty.
Spojrzał na nią z niezrozumieniem w oczach. - No przedstaw się.
- Cristopher Riddle - powiedział cicho. - Mówcie mi Cris - podniósł wzrok. Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem. - Ale nie traktujcie mnie jakoś szczególnie. Nie chcę tego.
Do akcji wkroczył Draco.
- To... Macie?
- Za kogo ty nas masz, co? - zawołał Blaise i wyciągnął z plecaka wódkę.
- Przygotowałeś wszystko?
- Tak.
W następnej chwili siedzieli na wielkich poduchach, na podłodze. Po środku leżało dziwne urządzenie. Było płaskie i białe. Malfoy wytłumaczył, mu że to Prawdomów. Jeżeli ktoś mówi prawdę całość świeci się na zielono, a jeśli nie, na czerwono i wydaje okropny pisk. Każde z nich miało zadawać sobie pytanie bądź wyzwanie.
- To kto zaczyna?
- Kobiety mają pierwszeństwo.
- Okej to ja zacznę - zlitowała się Pansy. - Cris... Prawda czy wyzwanie?
- Prawda...?
- Hm... Powiedz mi, czy jesteś gejem?
Harry wypił kieliszek trunku, zarumienił się i odpowiedział, bardzo, bardzo cicho:
- Tak...
Wtedy Teo dał Blaise'owi galeona.
- C-co? Aish, ślizgoni.
- Pytaj.
- Um... Milli, prawda czy wyzwanie?

***

Wypili dwie butelki. Było mu trochę wesoło. Draco nie chciał wstać i powiedzieć mu, do której ma wejść ściany.

Chyba muszę się przewietrzyć.

Wyszedł z pokoju i rozejrzał się. Zauważył balkon i zaczął się do niego kierować. W połowie drogi ktoś złapał go za ramiona. Chwila to raczej dwóch ktosiów.
- Zaprowadźmy go do naszego pana. Ja go nie znam, ale na stówę nie jest synem Nott'a ani Zabinich.
- Tak, w sumie tylko ich zaprosił.
- JESTEM SYNEM VOLDEMORTA! - wydarł się, a oni zaczęli się śmiać. Chwilę potem był ciągniety nie wiadomo gdzie.

***

Słuchał nudnych raportów od swoich śmierciożerców, kiedy przy drzwiach zrobiło się głośno. Nie zawracał sobie tym głowy dopóki nie usłyszał znajomego głosu.
- JESTEM. SYNEM. VOLDEMORTA. PUŚĆ MNIE DO CHOLERY.
- Panie - odezwał się jeden ze śmierciożerców. - Ten chłopak twierdzi, że jest twoim synem.
- Cristopher, co ty tutaj robisz? - zapytał.
Chłopak przestał wierzgać i spojrzał prosto w oczy wściekłego Riddle.
- Ja... - język trochę mu się plątał. - To znaczy... Ugh... Chciałem...
- Co chciałeś?
- Bo... - rozejrzał się po sali. Oczy wszystkich zwrócone były na niego. - Umm... Czy... M-możesz ich... Wyp-Wyprosić?
- Koniec zebrania - zarządził Tom. Czarodzieje zaczęli wychodzić najszybciej jak się dało. Bo kto chciał się naprzykrzać Voldemortowi?
Kiedy sala była już pusta Harry nadal trochę się chwiał. Wtedy jego ojciec wstał z tronu i podszedł do chłopaka.
- Co robiłeś poza pokojem, Cristopher?
- Bo ja...
- Tak ty - wzrok Riddle'a wypalał w nim dziurę.

Dlaczego jego tęczówki są czerwone?

- Byłem... Z Draco... I jego znajomymi... U niego w pokoju i... My graliśmy do późna, a potem... Ja zapomniałem, która... To była ściana... I... Chciałem się przewietrzyć... Bo...
- Bo nachlałeś się w trzy dupy, mówiąc nie kolokwialnie. Dlaczego w ogóle nie zapytałeś czy możesz wyjść. A jakby stało się coś gorszego niż złapanie przez dwojakich śmierciożerców. Myślałem, że jesteś dojrzalszy.
- Ale to przecież...
- Co?
- Mam szesnaście lat, ok? Nie jestem tobą. Nigdy nie będę. Po za tym nic się nie stało. Dobra złapali mnie, ale... Apsik!

Dlaczego zawsze podczas moich przemów coś idzie nie tak? Walone kichy, grrr...

- Ale, co?
- Nawet mnie nie zadrasnęli... Nic, a nic. Było fajnie i w ogóle. Mogę już iść?
- Tak... Pamiętaj jutro masz eliksiry z Aaronem. Radzę ci się przygotować. I o co chodzi z tą ścianą?
- Mniejsza z tym.
Kiedy Harry się odwracał, Tom dodał:
- I nie myśl, że o wszystkim zapomniałem. Kara cię nie ominie.

~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało XD

~Yuu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz