sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 15 (SŻ)

Rozdział 15

Dzisiaj miał wrócić do Hogwartu. Przez cały tydzień nie musiał robić praktycznie nic, bo "był chory".
Ron i Hermiona zachowywali się conajmniej dziwnie, ale stwierdził, że nie może ich za to winić. W końcu każdy sądził, że nie żyje. Tylko Fred i George się nie zmienili. Próbowali go rozśmieszać, co notabene im się udawało, normalnie z nim rozmawiali i... Po prostu byli sobą. Trochę brakowało mu dwójki swoich najlepszych przyjaciół, ale co mógł poradzić. Nic. Właśnie nic.

Dostał wyniki SUMów. Pomyślał, że poszły mu całkiem dobrze. W tym roku będzie kontynuował transmutację, eliksiry - Dumbledore powiedział mu "w tajemnicy", że ktoś inny obejmie to stanowisko, OPCM, ONMS i astronomię. Nigdy się do tego nie przyznawał, ale kochał oglądać gwiazdy.

- Czy wszyscy są gotowi? - z zamyślenia wyrwał go głos Moody'ego. Pokiwał głową z innymi. - Dobrze. Idziemy zwartym szykiem, nie rozdzielamy się i nie oglądamy za siebie. Stała czujność! - powiedział tym swoim skrzeczącym głosem, a potem wyszedł z domu. Harry poszedł w jego ślady, nie czekając na resztę. Zapomniał się i tyle.
Chwilę potem, dzięki świstoklikowi byli niedaleko stacji Kings Cross. Weszli na peron dziewięć i trzy czwarte...
Harry chciał podejść od razu do Draco lecz blondyn obdarzył go niezbyt przyjaznym spojrzeniem.
A temu, o co chodzi, pomyślał i poszedł za resztą.
- Musimy zrobić obchód - zaczęła Hermiona, uśmiechając się delikatnie. - A potem do przedziału dla prefektów... Poradzisz sobie? - zapytała zmartwiona.
- Tak, jasne, nie musicie się przejmować.
- Na pewno?
- Tak, tak - machnął, lekceważąco ręką. - Nic mi się nie stanie. W końcu Voldemort nie zaatakuje mnie, kiedy tylko wyjdziecie - uśmiechnął się do niej.
- Okej - i wyszli.
Harry pomyślał, że kiedyś Miona urządziłaby mu długi wykład na temat takiego żartowania, a potem dopiero wyszła. Ciekawe, co się z nimi stało.

***
Podróż mijała we względnym spokoju. Od czasu do czasu ktoś zajrzał, przywitał się, zapytał jak leci... No i to by było na tyle.
Wyciągnął z torby album, który zabrał ukradkiem Tom'owi. Otworzył na pierwszej stronie. Jego mama uśmiechała się do niego szeroko, a kiedy go zauważyła, pomachała mu energicznie ręką. Coś go tknęło... Wyjął zdjęcie i odwrócił na drugą stronę.

„Kochany synku, wiedziałam, że to kiedyś znajdziesz. Tylko ty możesz przeczytać, co napisane jest po drugiej stronie tych zdjęć. Starałam się zawrzeć tu wszystko, co potrzebne do wykonania twojej misji. O wszystkim się dowiesz. Nie martw się.
Kocham,
Mama”

Jaką misję, przemknęło mu przez myśl, znowu tajemnice.

Już miał sięgać po kolejną fotografię, kiedy drzwi do jego przedziału otworzyły się. Pojawiła się w nich ruda czupryna Ginny Weasley. Żałował, że bliźniaki nie wrócą w tym roku do Hogwartu. Z nimi mógł pogadać normalnie... Może nie powiedziałby im wszystkiego, ale miło się z nimi rozmawiało.
- Hej, Gin - uśmiechnął się do niej lekko. Dziewczyna siadła blisko niego. Nawet bardzo. Niezbyt mu się to podobało.

***
A już myślała, że nie będzie musiała go uwodzić. Chciała ułożyć sobie związek z Dean'em. Tylko, że... Dumbledore powiedział... Że to dla większego dobra. Wszystko jest dla większego dobra. Miała już tego dosyć. Okej... Harry był miły i w ogóle. Można powiedzieć, że był dla niej jak brat... Ale, kiedy usłyszała, że umarł, to się ucieszyła. Pomyślała wtedy, że wszystko może się dobrze skończyć, bo... Nie będzie musiała go uwodzić.
Siadła blisko Wybrańca.
- Hej, Harry... Jak ci mija podróż?
- Ja... Ginny, wiesz, że nie musisz tego robić? - niby skąd on to wiedział.
- Robić, czego? - uśmiechnęła się do niego.
- No... Tego. Wiem, że to Dumbledore... Każe ci mnie... Podrywać? - chłopak zaczerwienił się lekko. Takie rozmowy są trudne.
- Nie wiem, o czym mówisz? - zielone oczy wpatrzyły się w nią. Odsunęła się od niego i westchnęła ze śmiechem. - Dzięki Merlinowi, wiesz?
- Tylko Harry - zaśmiał się lekko. - Poza tym, ty wiesz, że ja jestem innej orientacji, prawda?
- Jasne - odparła. - Nie jestem Ronem. Tylko on chyba nie zauważył. Nie martw się. Nie powiedziałam nic Dumbledore'owi. W moim interesie nie leżą twoje kłopoty. A teraz wybacz... Dean na mnie czeka - dziewczyna zarumieniła się i uśmiechnęła do niego szeroko. Ruszyła do drzwi. Może jednak wszystko się ułoży...
- Ginny? - zatrzymała się tuż przy drzwiach.
- Tak?
- Dzięki... Za to wszystko.
- Nie ma za co... W końcu od czego jest rodzeństwo? - i wyszła.

***
Po tych słowach zrobiło mu się cieplej na sercu. Ginny to jednak dalej Ginny.
Pół godziny później przebrać się w szkolną szatę i ruszył do powozu. Testrale... Są takie piękne...
- Cześć, Harry - usłyszał wesoły głos Luny. - Chcesz usiąść z nami? - spojrzał na grupkę za nią. Neville uśmiechał się do niego szeroko, a tuż za nimi stała Gin z Dean'em. Trzymali się za ręce.
- Jasne - uśmiechnął się szeroko. Uwielbiał tę blondynkę. Dotarli pod bramę szkoły. Reszta ich wyprzedziła. Nie widział Luny od czasu wydarzenia w Ministerstwie.
- Chcesz spytać jak się czuję? - kiwnął do niej głową z uśmiechem. - Jest dobrze... Oprócz ghula, którego znalazłam na strychu w te wakacje, to było bardzo miło. A jak ty się czujesz, Harry?
- Dobrze...
- Czy Tom Riddle jest dobrym ojcem? - spojrzał na nią zdziwiony. Skąd ona to wiedziała?
Dziewczyna szła z uśmiechem przyklejonym do twarzy i oczami tak jakby... Zamglonymi? Stwierdził, że może jej powiedzieć.
- Tak. Jest najlepszym jakiego miałem.
- Cieszę się, że się dogadujecie.
- Ja też... Nie jesteś zła?
- Zła za co?
- No za...
- Gdybym cię oceniała, nie szłabym tu teraz z tobą.
- Dziękuję, Luno.
Zapanowała między nimi cisza.
- Wiesz... Dzięki temu, że mi to mówisz, czuję się jakbym miała przyjaciela.
- Jestem twoim przyjacielem...*
Weszli do wielkiej sali i rozeszli się do swoich stołów. Ta rozmowa go odprężyła. Tylko skąd Luna, wiedziała? Pozostanie zagadką.
Siadł obok Ginny i czekał na rozpoczęcie. Spojrzał na stół prezydialny. Siedział tam mężczyzna z niebieskimi... Aaron? Raro uśmiechał się do niego szeroko.
Świat oszalał, pomyślał, widzę tego... Argh. Co on tutaj robi?
Spojrzał na Draco. Blondyn nie był ani trochę zaskoczony. Pewnie wiedział. No tak. Przez tydzień mogło się dużo zmienić.
Harry uśmiechnął się do ślizgona, ale ten tylko obrzucił go ironicznym spojrzeniem.
Pewnie ma jakąś misję, czy coś...
Ceremonia się zaczęła. Tiara znowu śpiewała coś o łączeniu się domów w obliczu niebezpieczeństwa. On by się chętnie połączył, ale Malfoy nie chce z nim gadać. Bolało go to, bo w wakacje tak świetnie im się rozmawiało. I chyba się w nim zakochał. Zjadł szybko i poszedł do dormitorium. Był strasznie zmęczony, choć sam nie wiedział, dlaczego.
Wziął prysznic, przebrał się w piżamę i położył się na łóżko. Był tak zmęczony, że nie zauważył, kiedy zasnął.

***
Obudził się następnego dnia wypoczęty. Wstał i popatrzył na zegarek. Szósta. Za godzinę zacznie się śniadanie. Poszedł do łazienki. Miał nawet zamiar ułożyć swoje włosy, ale po piętnastu minutach walki z nimi stwierdził, że to bez sensu. Wyszedł i zauważył na swojej szafce nocnej karteczkę. Wziął ją i ujrzał swój nowy plan. W tym i następnym roku będzie miał tylko te lekcje, które zamierza zdawać na OWUTEMach. Uśmiechnął się. Dzisiaj zaczyna dwoma godzinami eliksirów z Raro, potem OPCM ze Snape'em...
W końcu się dziadyga doczekał, pomyślał Harry.
Potem ONMS, z Hagridem. Godzina transmutacji... Potem dłuższa przerwa i o 18 ma się stawić na Wieżę Astronomiczną, na astronomię.
Zaczynamy zabawę, pomyślał i wszedł do Wielkiej Sali.
Usiadł na swoim wczorajszym miejscu i nałożył na talerz śniadanie. Spojrzał w górę i natrafił na dziwną scenę. Malfoy obściskiwał się z Pansy. I to... Tak dosłownie.
Na miłość boską, on jej wciska język do gardła, stwierdził w myślach Potter, czując gulę formującą się w jego gardle i łzy piekące pod powiekami. Nie. Nie będzie płakał. Opuścił wzrok na swoje śniadanie i patrzył w nie pusto. Zaufał mu. Myślał, że coś z tego będzie. Najwyraźniej się mylił. Wyszedł z sali i skierował się w stronę lochów, na eliksiry.
Było mu niedobrze. Draco... Nie chciał z nim być. Wszystko jasne. Tylko, że nie protestował, kiedy całował go w policzek. Nie odepchnął go. Do cholery, on nic nie zrobił, tylko uśmiechnął się do niego szeroko.

***
Widział jak Potter wychodzi z Wielkiej Sali. Wiedział, że go rani. Niestety nie mógł postąpić inaczej. Tom kazał mu być takim, jakim był przed wakacjami. Zdawał sobie sprawę, że jest kolejnym pionkiem w tej chorej grze, pod tytułem „Kto zdobędzie władzę?”.
Nie chciał tego. Chciał odwdzięczyć się Harry'emu za to, że pokazał co do niego czuje.
Miał ochotę pobiec za nim i przepraszać, za sytuację na śniadaniu. Będzie ich więcej, zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Musi zachować pozory związku z Pansy.

***
- Dzisiaj przyrządzicie eliksir miłosny...
- Ale profesorze, on jest niebezpieczny!
- Właśnie dlatego, panno...
- Granger, sir.
- Będzie większa zabawa! - uśmiechnął się jak szaleniec. - Składniki i instrukcje znajdziecie w waszych podręcznikach na stronie siedemnastej - usiadł przy swoim biurku i zaczął na nich patrzeć. - Na co czekacie? Tylko pan Potter tutaj pracuje, czy jak? - wszyscy odwrócili się w stronę Harry'ego, który już postawił swój kociołek na ogniu i przygotowywał składniki.
Uczniowie zaczęli szybko swą pracę.
Zapowiadają się ciekawe dwie godziny.

~~~~~~~~~~~~
Jestem z nowym rozdziałem! Komentujcie proszę :*

~Shini *.*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz