Rozdział 13
- Znaleźliśmy ich dokładny adres. Niestety nie możemy się tam aportować.
- Czemu nie?
- Potężne osłony... I to trochę za daleko. Taka podróż kosztowałaby nas za dużo mocy.
- A... Aha. Kiedy możemy wyruszyć?
- Najdalej za miesiąc.
- Nie da rady wcześniej?
- Chcesz się zabić?
***
Minęły dwa tygodnie od przybycia do dworu Estrelli. Harry dalej miał karę, ale od teraz podchodził do niej bardziej 'na luzie', ponieważ znajdował w pokojach różne ciekawe rzeczy. Na przykład ta skrzynia. Była w niej zapasowa różdżka jego matki, naszyjnik z rubinem i masa listów. Listów jego matki i Tom'a. Nadal nie potrafił nazywać go „ojcem”, chociaż kilka razy spróbował. Właśnie wracał z ogrodu, do którego niedawno zaprowadził go Draco. Pomimo swoich wcześniejszych słów, nie byli przyjaciółmi. To znaczy nie dokońca. Nadal się sprzeczali, choć nie tak, żeby się urazić. No, a przynajmniej nie za bardzo, bo czym byłby wtedy sarkazm?
Blaise wkońcu pogodził się Theodor'em. Nawet kupił mu czerwone róże. Dużo czerwonych róż.
Wszedł do biblioteki. Znalazł ją podczas odbywania kary. Najbardziej zaciekawiły go książki, mówiące o animagii i - co zszokowało go najbardziej - o eliksirach. Odkąd Aaron pomaga mu w nauce bardzo je polubił, pomimo tego, że czasem wysadza kociołek w powietrze albo mikstura zaczyna niebezpieczne bulgotać, bądź przybiera inny kolor niż powinien.
Chciał nauczyć się animagii. Nie wiedział dokońca dlaczego... Tak po prostu. Bezwiednie zaczął bawić się wisiorkiem, należącym do jego matki. Zawsze chował go pod koszulką, ponieważ czuł, że tak trzeba. Kolejna rzecz, której nie potrafił wytłumaczyć. Wyciągnął jedną z pozycji i usiadł w miękkim fotelu. Zagłębił się w lekturze, nawet nie czując, że zasypia.
***
- Gdzie on się znowu schował...? - zapytał Riddle, po czterogodzinnym szukaniu chłopaka. - Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć.
- Spokojnie, Tom. Nadal jest we dworze.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Sam mówiłeś, że osłony go nie przepuszczą.
- No fakt... - odparł zrezygnowany.
- Tom, czy ty się o niego martwisz? - zapytał Aaron.
- Nie, ja po prostu...
- Znalazłam go - powiedziała Estrella, wchodząc do pokoju.
- Gdzie...
- W bibliotece... Tam na samej górze.
- Jak on tam wszedł?
- Miał na sobie naszyjnik Lily - powiedziała ostrożnie.
- Uh... A skąd?
- Nie wiem...?
- Dobra, idę do niego...
- Nie zdziw się tym co tam zobaczysz~ - zaśpiewała Estrella i wyszła z pomieszczenia.
***
Tom wszedł do biblioteki. Harry spał w fotelu z książką na kolanach. Wziął ją do ręki. „Podstawy Animagii”. Nawet się nie zdziwił. Puścił podręcznik. Wiedział, że sam odleci na swoje miejsce.
- Co by tu z tobą zrobić, hm...? - wymruczał. Po chwili wyczarował niewidzialne nosze i przelewitował na nie chłopaka. Ruszył do wyjścia, a one 'poleciały' za nim.
***
Obudził się i spojrzał na okno
Chwila. Na okno? Przecież w bibliotece nie ma okien naprzeciwko foteli.
Rozejrzał się uważnie po pokoju. Nie pamiętał, żeby tu przychodził. Gwiazdy migotały na niebie. Usiadł na parapecie. Wiedział, że nie zaśnie po całym dniu. Odnalazł na niebie Syriusza. Zawsze świecił najmocniej.
- Kiedyś cię stamtąd wyciągnę... - obiecał, patrząc na gwiazdę.
~~~~~~~~~~
Uh... Nie wiem, co mam powiedzieć. Rozdział pojawił się po trzech tygodniach. I to dosyć krótki. Przepraszam. Kompletnie nie miałam na niego pomysłu. Jeszcze egzaminy próbne i ten stres. Huuuu *+*
Jedna dobra rzecz przynajmniej wydarzyła się w tamtym tygodniu, bo Chichi nie wyjechała. Na szczęście. Jeżeli kiedyś to przeczyta, to ten rozdział jest dla niej. Trzymaj, mała XD
~Yuu