piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 13 (SŻ)

Rozdział 13

- Znaleźliśmy ich dokładny adres. Niestety nie możemy się tam aportować.
- Czemu nie?
- Potężne osłony... I to trochę za daleko. Taka podróż kosztowałaby nas za dużo mocy.
- A... Aha. Kiedy możemy wyruszyć?
- Najdalej za miesiąc.
- Nie da rady wcześniej?
- Chcesz się zabić?

***
Minęły dwa tygodnie od przybycia do dworu Estrelli. Harry dalej miał karę, ale od teraz podchodził do niej bardziej 'na luzie', ponieważ znajdował w pokojach różne ciekawe rzeczy. Na przykład ta skrzynia. Była w niej zapasowa różdżka jego matki, naszyjnik z rubinem i masa listów. Listów jego matki i Tom'a. Nadal nie potrafił nazywać go „ojcem”, chociaż kilka razy spróbował. Właśnie wracał z ogrodu, do którego niedawno zaprowadził go Draco. Pomimo swoich wcześniejszych słów, nie byli przyjaciółmi. To znaczy nie dokońca. Nadal się sprzeczali, choć nie tak, żeby się urazić. No, a przynajmniej nie za bardzo, bo czym byłby wtedy sarkazm?
Blaise wkońcu pogodził się Theodor'em. Nawet kupił mu czerwone róże. Dużo czerwonych róż.
Wszedł do biblioteki. Znalazł ją podczas odbywania kary. Najbardziej zaciekawiły go książki, mówiące o animagii i - co zszokowało go najbardziej - o eliksirach. Odkąd Aaron pomaga mu w nauce bardzo je polubił, pomimo tego, że czasem wysadza kociołek w powietrze albo mikstura zaczyna niebezpieczne bulgotać, bądź przybiera inny kolor niż powinien.

Chciał nauczyć się animagii. Nie wiedział dokońca dlaczego... Tak po prostu. Bezwiednie zaczął bawić się wisiorkiem, należącym do jego matki. Zawsze chował go pod koszulką, ponieważ czuł, że tak trzeba. Kolejna rzecz, której nie potrafił wytłumaczyć. Wyciągnął jedną z pozycji i usiadł w miękkim fotelu. Zagłębił się w lekturze, nawet nie czując, że zasypia.

***

- Gdzie on się znowu schował...? - zapytał Riddle, po czterogodzinnym szukaniu chłopaka. - Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć.
- Spokojnie, Tom. Nadal jest we dworze.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Sam mówiłeś, że osłony go nie przepuszczą.
- No fakt... - odparł zrezygnowany.
- Tom, czy ty się o niego martwisz? - zapytał Aaron.
- Nie, ja po prostu...
- Znalazłam go - powiedziała Estrella, wchodząc do pokoju.
- Gdzie...
- W bibliotece... Tam na samej górze.
- Jak on tam wszedł?
- Miał na sobie naszyjnik Lily - powiedziała ostrożnie.
- Uh... A skąd?
- Nie wiem...?
- Dobra, idę do niego...
- Nie zdziw się tym co tam zobaczysz~ - zaśpiewała Estrella i wyszła z pomieszczenia.

***

Tom wszedł do biblioteki. Harry spał w fotelu z książką na kolanach. Wziął ją do ręki. „Podstawy Animagii”. Nawet się nie zdziwił. Puścił podręcznik. Wiedział, że sam odleci na swoje miejsce.
- Co by tu z tobą zrobić, hm...? - wymruczał. Po chwili wyczarował niewidzialne nosze i przelewitował na nie chłopaka. Ruszył do wyjścia, a one 'poleciały' za nim.

***

Obudził się i spojrzał na okno

Chwila. Na okno? Przecież w bibliotece nie ma okien naprzeciwko foteli.

Rozejrzał się uważnie po pokoju. Nie pamiętał, żeby tu przychodził. Gwiazdy migotały na niebie. Usiadł na parapecie. Wiedział, że nie zaśnie po całym dniu. Odnalazł na niebie Syriusza. Zawsze świecił najmocniej.
- Kiedyś cię stamtąd wyciągnę... - obiecał, patrząc na gwiazdę.

~~~~~~~~~~
Uh... Nie wiem, co mam powiedzieć. Rozdział pojawił się po trzech tygodniach. I to dosyć krótki. Przepraszam. Kompletnie nie miałam na niego pomysłu. Jeszcze egzaminy próbne i ten stres. Huuuu *+*
Jedna dobra rzecz przynajmniej wydarzyła się w tamtym tygodniu, bo Chichi nie wyjechała. Na szczęście. Jeżeli kiedyś to przeczyta, to ten rozdział jest dla niej. Trzymaj, mała XD
~Yuu

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 12 (SŻ)

Jestem z kolejnym rozdziałem! Nie za bardzo wiem, co napisać, więc tylko zapraszam do czytania.

~Yuu

~~~~~~~~~~~
Rozdział 12

- A temu, co? - Severus uniósł brew.
- Nie wiem. To ja powinnam o to spytać. Poznałam go jakieś czterdzieści minut temu...
- Co tu się dzieje? I dlaczego Cris wygląda, jakby zaraz miał zemdleć? Co mu zrobiliście?
- No, właśnie... Nic mu nie zrobiliśmy - Tom uniósł brew.
- Tak, bo każdy normalny człowiek piszczy i blednie, kiedy NIC mu się nie dzieje, prawda?
Harry spojrzał na niego i zdecydował się na taktyczny odwrót.

***

I po co tak piszczałeś?

Ale... To Korea, no! Po prostu...

Dobra, teraz to nieważne. Idź do tego wyjścia. Powoli... Krok za krokiem, żeby cię nie zauważyli.

Znając moje szczęście i tak mnie zatrzymają.

Dlaczego tak nie wierzysz w siebie?

Hm... Pomyślmy. Bo... Nie, nie mogę. Nie pomyślę tego teraz, bo się rozpłaczę.

Dobra. Teraz powoli... Otwórz drzwi. I brawo! Wyszedłeś! Teraz zamknij drzwi.

O kurwa! Kto tu postawił tę, jebaną, doniczkę?!

Biegnij, gamoniu!

***

W czasie, kiedy Harry powoli wycofywał się do drzwi dorośli, dalej się kłócili. O ile można nazwać do kłótnią. Tylko taka szybka, nic nie znacząca wymiana zdań. Na czym to ja... A! Więc dorośli dalej rozmawiali, kiedy usłyszeli huk, a potem słowa:
- Kurwa, kto tu postawił tę, jebaną, doniczkę?! - a potem stukot butów o posadzkę, jakby ten ktoś biegł. Estrella zrobiła głupią minę.
- Czy to nie jest przypadkiem ta sama doniczka, o którą cały czas potykała się Lily?
Severus pokiwał w zdziwieniu głową.
- Ta sama. I te same słowa... Myślałem, że nikt już na nią nie wejdzie, bo tylko Lily jej nie zauważała. A ona jest wielka!
- Skoro już się tak nadziwiliście, może lepiej odnajdziecie teraz Cris'a, co? Nie wiadomo, co może mu strzelić do głowy, a miał bardzo dużo czasu, żeby wcześniej pochodzić po domu i znaleźć jakąś kryjówkę.

***

Biegł przed siebie, kiedy nagle na coś wpadł. Tym czymś okazał się Draco Malfoy.

Tylko, dlaczego patrzy na mnie z góry? Twarda ta podłoga, trochę... Chwila. Podłoga?

Blondyn od razu wyciągnął w jego stronę dłoń. Harry złapał ją i usłyszał kroki.
- Muszę się gdzieś schować - wyszeptał rozgorączkowany.
- Co...?
- Nie mam teraz czasu - Draco pokiwał głową i dalej trzymając rękę Harry'ego, pobiegł przez labirynt korytarzy, by w końcu zatrzymać się przed ogromnymi drzwiami. Niebieskooki popchnął je i wszedł do pomieszczenia. Harry szybko podążył za nim. Nie zrobił dwóch kroków, kiedy się zatrzymał.

Pięknie...

To miejsce świeciło własnym blaskiem. Pod nim była trawa... Złota trawa. Nigdy czegoś takiego nie widział. Staw był jedynym ciemnym kolorem. Wyglądał jak wielka plama atramentu, na tle tego wszystkiego. Nad stawem stało wielkie rozłożyste drzewo. Z jednej z gałęzi zwisały dwie huśtawki.

- C-co to za miejsce...? - blondyn już zajmował miejsce na jednej z nich.
- Hm... Nie dokońca wiem... Myślę, że to jakiś magiczny ogród. Kiedyś go znalazłem i nie zmienił się od tamtego czasu.
- Tu jest pięknie...
- Prawda?

***

- Gdzież on jest? - szukali go już od ponad dwóch godzin.
- Skąd mam wiedzieć? To nie ja jestem jasnowidzem.
- Argh. To tak nie działa. Przecież wiesz. O, Merlinie... - złapała się za głowę. - Już... Już nie musimy go szukać. Myślę, że może tam zostać.
- Gdzie?
- Ogród...
Severus rozszerzył oczy w zdziwieniu i pokiwał głową.

***

Siedzieli tam nie zwracając uwagi na upływ czasu. Harry leżał na trawie, a Draco dalej siedział na huśtawce.

Tu jest tak miło. Mógłbym zostać tu na zawsze. Mmm...

~~~~~~~~~~~
Rozdział krótki. Przepraszam, nie mam ostatnio weny, żeby pisać. To znaczy... Mam zarys całej historii, ale ubrać ją w słowa jest już trochę ciężej. Mam nadzieję, że wam się tu podoba. O ile, ktoś w ogóle tutaj zagląda. Zostawiajcie komentarze! Prooooszę c:

Nara!
~Yuu

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 11 (SŻ)

Hej!
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam notki.
Ree, muszę Ci podziękować, za skopanie mojego ego. Dlatego chcę dedykować ten rozdział, zgadnij komu!

~~~~~~~~~~~
Rozdział 11

Estrella... Verde... Hm... O kur...

- Oh, nie patrz tak na mnie. Wiedziałeś, że żyję. Albo i nie. Ale chciałeś mnie szukać... Tom by ci powiedział... Prawda, Tom?
- Taak. Jassne. Bo ja nie mam nic lepszego do roboty.
- Aish! Nie mów tak! Jakby cię poprosił, to byś mu pomógł - widząc minę Riddle'a, dodała - Nie pomógłbyś, bo jesteś...
- Ekhem... Ja dalej tu jestem... I mam karę. I muszę iść posprzątać. Tam. No.

I chcę wziąć tę skrzynię, bo Malfoy cały  tydzień nie odstępował mnie na krok...

- Od kiedy, ty się tak palisz do pracy, co? - zapytał Riddle, unosząc jedną brew.
- Od zawsze - mruknął.
- Co ty tam mówisz?
- Nic. Mówiłem ci już, że słyszysz głosy.
- Argh... Ja. Stąd. Wychodzę. Spotkania różne i te sprawy. Nie będę wam przeszkadzał... Czy coś.

Jak powiedział tak zrobił i chwilę potem go nie było. Zapanowała niezręczna cisza, którą o dziwo przerwał Harry.
- Słyszałem... Um... To znaczy przeczytałem... Że masz coś dla mnie... To znaczy jakąś informację... czy coś w tym rodzaju...
- Mam.
- A powiesz mi?
- Nie - kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Nie...? - spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie.
- Powiesz mi chociaż dlaczego?
- Tak - widząc minę chłopaka, dodała. - Musimy odnaleźć resztę. O ile z odnalezieniem Severus'a nie będzie problemu, to z bliźniakami już tak. Kto wie, co im mogło przyjść do głowy...
Nagle ktoś zapukał drzwi. Weszła przez nie postać w czarnej szacie.
- Mówiłam, że nie będzie problemu?
Harry spojrzał na Estrellę. Jego mama miała rację. Może nie brzmiało to jak przepowiednia, ale nie wiedziała, że Snape jest w budynku. Bo niby skąd.
- Ta... - wymruczał tylko. Spojrzał teraz na swojego profesora. Pierwszy raz widział go bez maski obojętności. W sumie pierwszy raz widział, żeby komuś aż tak rozszerzyły się oczy. Severus stał w bezruchu. Chłopak myślał, że w ogóle przestał oddychać.

***

Szedłem do gabinetu Czarnego Pana. Ciekawe czego chciał. Prawie nigdy nie wzywał nas do swojego gabinetu, chyba że chciał czegoś bardzo ważnego. Zapukałem do drzwi. Powiedział, żebym wszedł, gdy nie będzie się odzywał, bo ma jakieś spotkanie i może się spóźnić. Tylko, że Lord Voldemort, nigdy się nie sp... Dobry Merlinie, chyba mam problemy ze wzrokiem, bo widzę Estrellę. Tych oczu nie da się pomylić z żadnymi innymi, a oczu przyjaciółki, to już w ogóle. Wpatrywałem się w nią szeroko otwartymi oczami. Przecież ona... Poczułem jak coś się we mnie wtula. A raczej ktoś. Pewnie się zagapiłem i nie zauważyłem, kiedy podeszła. Moje ramię zaczęło powoli robić się mokre. No tak... Zawsze płakała, gdy widziała nas po dłuższej przerwie. Dłuższej... Tak. Najdłuższa przerwa trwała ledwie tydzień. Ta jednak.... Nie widziałem jej prawie szesnaście lat. Od śmierci Lily.
- S-severusie... - wyłkała. - Severusie... Tak bardzo tęskniłam. P-przep-raszam... Tak bardzo przepraszam, że zostawiłam was z tym wszystkim. Tylko, że ja... Ja widziałam jej śmie-śmierć... W wizji.
- Ci~ wyszeptałem jej we włosy. Ok, byłem trochę zły. Kto zostawia przyjaciół po śmierci jednego z nich. Chociaż bliźniaki zrobiły to samo. Też uciekli. Przynajmniej się pożegnali. Niemniej jednak stałem się, chyba jeszcze bardziej zgorzkniały i sarkastyczny niż byłem w szkole. Tylko, dlaczego ona ciągle płacze? Tak, jestem niemiły. To życie mnie tego nauczyło. Te szesnaście lat bardzo mnie zmieniło.

***

Czułam, że coś się w nim zmieniło. Zawsze, kiedy się do niego przytulałam, odwzajemniał się tym samym. Teraz jak gdyby stał i... W sumie tylko stał. Co się z tobą stało Severusie? Gdybym wiedziała wcześniej, może bym nie wyjechała. Moje wizje jednak nigdy nie pokazują wszystkiego. Tak jak tego, gdzie są teraz bliźniaki. Jedno wiem napewno. Żyją. Tyle narazie mi wystarczy. Wracając do chwili obecnej. Wiem, że moje tłumaczenia są bezsensu, ale ja nie mogłam... Tak po prostu... Mniejsza z tym... Łzy płynęły mi nieprzerwanie. Łzy szczęścia i smutku jednocześnie. Jak ja za nim tęskniłam. Kochałam te rozmowy z nim. Najlepiej z nich wszystkich mnie rozumiał, dawał dobre rady. Nie obchodziło go to, że byłam Puchonką. Chociaż nie. Nie obchodziło go, z którego domu jest każdy z nas. Po prostu przyjaźń.

***

Patrzył na nich.

Ciekawe ile się nie widzieli? Chociaż, sądząc po tym jak Estrella przepraszała... „Widziałam jej śmierć...” Czyli mogła odejść szesnaście lat temu...?

- Ekhem... Estrella. Estrella, proszę uspokój się... Cris... Cris nie powinien cię takiej widzieć, prawda...? Chodź trzeba mu powie...
- Nie - jej głos nawet nie zadrgał. Nic nie wskazywało na to, że przed chwilą płakała. - Musimy znaleźć...
- Kri i Michael'a? - skinęła głową.
- Wiesz, gdzie oni są?
- Nie do końca...
- Jak to... 'Nie do końca'? Sev, to w...
- Wiem, że to ważne. Po prostu nie podali mi dokładnego adresu, ok? Oni też woleli zostawić to wszystko w cholerę i wyjechać.
- Wyjechali...?
- No tak. Myślałaś, że każdy zostanie na miejscu, po tamtym wydarzeniu? Oni po prostu nie mogli patrzeć, na to miasto normalnie, wszędzie ją widzieli...
- A ty?
- Co, ja?
- Dlaczego? Dlaczego nie wyjechałeś?
- Nie mogłem tak po prostu wszystkiego porzucić. W przeciwieństwie do niektórych.
- Wiesz dobrze, że...
- Nie chcę tego słuchać. Ja jako jedyny tu zostałem, podczas, kiedy wy... Wy, zostawiliście... Bo nie dalibyście rady... Może gdybyście tu byli, Cristopher miałby inne dzieciństwo.
- Skoro o mnie mowa... - wtrącił Harry, wiedząc, że kłótnia zbliża się wielkimi krokami. - Co masz na myśli, mówiąc inne dzieciństwo?
Snape wkońcu oderwał wzrok od Verde. Pomyślał, że mógłby ugryźć się w język, zanim zaczął wyrzucać z siebie swoje żale.
- Nic.
- Ale...
- Może kiedyś się dowiesz.

Stary Snape powrócił!

- Dlaczego nie teraz?
- Bo nie ma teraz na to czasu.
- A na bezsensowne kłótnie jest?
- Nie.
- To dlaczego...
- Przestańcie już - Estrella wtrąciła zniecierpliwiona. - Mamy inne problemy, niż to... To co działo się kiedyś? Severusie, co dokładnie miałeś na myśli, mówiąc o bliźniakach?
- Są gdzieś w Korei... Nie wiem, co ich tam pociągnęło.
- Może to, że jest tam daleko. Korea jest wielka. Zanim ją przeszukamy...
- Estrella. Pamiętasz te medaliony...
- Te, które Lily dla nas zrobiła, żebyśmy wiedzieli, gdzie jesteśmy? Tak. A co?
- Może dalej je noszą...
Harry w tym momencie wydał bardzo niemęski okrzyk. Dorośli spojrzeli na niego.
- Co znowu? Czy to za daleko dla...
- Severusie, cicho. Co się stało, Cris?
- KOREI?! O MERLINIE! ZAWSZE. KOREA. O MÓJ BOŻE. JAK TO MOŻLIWE.
- A temu, co? - Severus uniósł brew.
- Nie wiem. To ja powinnam o to spytać. Poznałam go jakieś czterdzieści minut temu...

~~~~~~~~~~~
Rozdział spóźniony okropnie. *Klęka* Przepraszam i błagam o wybaczenie! *robi smutną minę* Po prostu... Przyjaciółka się wyprowadza i zostało nam naprawdę mało czasu.
Przepraszam jeszcze raz *przygotowuje twarz na zgniłe owoce i warzywa* Możecie mnie nimi obrzucić. Naprawdę zasługuję taką karę.

~Yuu