To jest ten dzień, kiedy wstawiam rozdział 6. Dziękuję za wszystkie komentarze.
A teraz zapraszam do czytania i komentowania
~Yuu
~~~~~~~~~~
Rozdział 6
- Mam na myśli, to jak się tu dostajesz - powiedział Harry, po półgodzinnej rozmowie z Draco. - Bo nie uwierzę, że jesteś duchem... Bo nie jesteś, prawda?
- W mojej rodzinie były dzieci-duchy. Możliwe, że jestem jednym z nich... - powiedział mrocznie blondyn, a zielonooki zrobił wielkie oczy, w których malowały się zdziwienie i strach. - Oh, Cris, tylko żartowałem, ok...?
- Bardzo śmieszne - powiedział, zrobił obrażoną minę i usiadł bokiem.
- No nie obrażaj się ...
- Cicho - syknął tylko czarnowłosy.
- Ej ja do ciebie...
- Ktoś, chyba jest na korytarzu, możesz być cicho?
-...
- Dobrze...
- To ja się zmywam! - wszedł w ścianę i już go nie było.
Prawie pięć sekund później do pokoju wszedł Riddle... Znowu.
Czy on musi cały czas tu przychodzić? Chciałem porozmawiać z...
- Słyszałem głosy...
- To bardzo poważna choroba. Myślisz, że potrzebujesz specjalisty...? Bądź co bądź żadnego nie znam, ale wszystko da się załatwić, nie?
- Oh, nie o takie głosy mi chodziło... - kiedy Harry znowu chciał coś powiedzieć, Tom podniósł dłoń w uciszającym geście. - Nie przerywaj mi. Kto tu jest lub był?
- Nikogo tu nie b...
- Kto. Tu. Był? - powiedział oddzielając każde słowo.
- dracomalfoy... - odparł na jednym wydechu.
- Możesz przestać tak mówić? Ja cię jeszcze rozumiem, ale inni nie muszą...
- No...
- A tak w ogóle to co stało się z 'Królewicz Malfoy bla bla... Co ja tu robię bla bla bla...'
- To...
- Teraz muszę go zabić.
- Ale ja... Czekaj, co?
- Muszę go zabić - powiedział, po czym uśmiechnął się wrednie. - Miał tu nie wchodzić.
- Ale on tu nie wchodził... On tu... Przeniknął!
- Przeniknął...?
- Tak, bo... Jest dzieckiem-duchem!
- Dzieckiem-duchem, powiadasz?
- Mhm... I jeszcze... Dużo ich było w jego rodzinie...
- Skończyłeś?
- Tak - odpowiedział Harry, po czym zaczerwienił się i uśmiechnął zawstydzony.
- Po pierwsze: dzieci-duchy? A po drugie: nie będę zabijał swoich popleczników.
- Nie? Uff, to dobrze. Bo wiesz... On nie jest taki zły, kiedy się go pozna...
- A znasz go ile?
- Pół godziny...
-...
- No, co?
- Znasz go pół godziny i mówisz, że nie jest 'taki zły'?
- Tak, bo ja... Łatwo przywiązuję się do ludzi...
- Dla...
- Przez moje wujostwo nigdy nie czułem się kochany i chyba zostało mi, że ci którzy wyciągają do mnie rękę, ale mają dobre zamiary, to... Ja... Mnie do nich ciągnie... I się przywiązuję.
- Czy...
- Teraz jesteś na mnie skazany! - wykrzyknął nagle z uśmiechem i przytulił się do oniemialego Riddle'a.
- Co...? - wykrztusił po chwili.
- Jesteś na mnie skazany, bo pierwsze primo: jesteś moim tatusiem, a drugie primo: wyciągnąłeś mnie z rąk złego i wrednego Gargamela... To znaczy Dumbledor'a! - powiedziawszy, odsunął się od Tom'a.
- Co? I kto to jest Gargamel?
- No, mówiłeś, że jesteś moim tatą... Nie jesteś? - zrobił oczy zbitego szczeniaka?
Jak się droczyć, to na całego, nie?
- Tak, ale... Nie mów do mnie tato... Narazie... Bo sam jeszcze tego nie chcesz. Widzę to po tobie - zaczął kierować się do wyjścia. Gdy był już przy drzwiach dodał jeszcze:
- Jak będziesz gotowy to zaczniesz. I... Wiem, że się ze mną droczysz. Twoje myśli są bardzo głośne - szybko zamknął drzwi, chroniąc się przy tym przed nadlatującą poduszką. - I kto to jest Gargamel, do cholery jasnej?
***
/Tymczasem w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa/
- Jak to: „Harry Potter nie żyje”? Kto...?
- Voldemort, Molly, to był Voldemort. - Ale... Skąd ty to wiesz...?
- Z tajnych źródeł.
Przysłuchująca się rozmowie młodzież miała różne wyrazy twarzy. Ron, Hermiona i Ginny uśmiechali się jak gdyby z ich pleców zdjęto ogromny ciężar. Bliźniaki i ich beznamiętne miny nie pasowały do siebie jak ogień i woda.
***
- Super... Teraz znowu będę siedział sam - powiedział do siebie i spojrzał na regał z książkami. Podszedł tam i jego wzrok padł na eliksiry.
Może warto byłoby się pouczyć albo chociaż spróbować. Przez Snape'a nie moge zrezygnować, a eliksiry się przydają...
Do pokoju wszedł Draco i zakończył jego kontemplacje.
Ale się pouczyłem...
- Hej, Cris, chcesz grać w prawdę lub wyzwanie?
- Ale tak we dwóch...?
- Nie, we dwóch jest do dupy... Ale skoro nikt cię nie zna... To może z moimi znajomymi...? Powiedziałem, że stary przyjaciel wpadł na wakacje i...
- Czekaj, co? A kto to niby będzie?
- No moja ekipa... - widząc minę Harry'ego typu „jakichkurwaznajomych”, dodał:
- Blaise, Theodor, Pansy i Millicenta.
- Ja, chyba nie mogę... Wiesz, Tom nie pozwolił wychodzić mi z pokoju, bo mogę natknąć się na kogoś nieproszonego. Co innego droczenie się z nim, a co innego wychodzenie z pokoju...
- To go zapytaj.
-...
-...
- Nie będę go o nic pytał. Po prostu pójdę - powiedział po dość długim namyśle.
- Jesteś tego pewien? Przed chwilą bałeś się, chociażby wystawić nogę po za granic pokoju, a teraz, co?
- Jak to co...? Chcę poznać nowych ludzi, nie?
- Tak... Ok... Nie wnikam... A może się przebierzesz, królewno?
- Tak, przydałoby mi się... Czekaj tu chwile - podszedł do szafy, wyjął jakieś ubrania i wszedł do łazienki. Jakieś piętnaście minut później Malfoy zaczął się niecierpliwić.
- Aish, ile można się przebierać człowieku...?
- Jak będziesz narzekał, będę siedział tu znacznie dłużej!
W końcu po jakichś czterdziestu minutach wyszedł. Draco chwycił go za rękę i zapytał:
- Gotowy?
Harry kiwnął głową zbyt oniemiały jak bardzo gładkie są dłonie blondyna.
Co?!
Tylko się nie zakochaj...
W nim? Nigdy w życiu...
Nagle został pociągnięty i chwilę potem kierowali się ścianę. Chwila, chwile.. Ściana...? O nie...
Przeszli przez nieszczęsną ścianę i znaleźli się w pokoju blondyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz