wtorek, 22 września 2015

Rozdział 4 (SŻ)

Jak każdy... No dobra prawie każdy, czekam na autobus. Spóźniłam się na wcześniejszy i moja Faza akurat teraz się przebudziła. Zostało mi jakieś 22 min a potem jeszcze 20 min jazdy. Dzisiaj jest 22.09. Może coś z tego wyjdzie.

Naree, no witam xD *cieszy się, piszczy i idzie pisać*
Natalia T. Dziena za komcie *.*

A teraz zapraszam do czytania i komentowania xD
Żeby nie było piszę datę skończenia rozdziału: 25.09.15

~Yuu

~~~~~~~
Rozdział 4

-Co zrobił?! - zdenerwował się Aaron. -To... To nienormalne!
Mężczyzna wyglądał inaczej niż we wspomnieniu Tom'a. Zielone, niczym igły sosny, oczy wyrażały złość. Czarne teraz włosy z granatowymi końcówkami, nie były już długie lecz pocieniowane wokół jego twarzy. Grzywka wpadała mu prawie do oczu, także była w połowie granatowa. Wyglądał jakby młodziej, chociaż jego wzrok mówił sam za siebie, że wiele przeżył. Skrzyżował ręce na piersi i nerwowo przechadzał się po pokoju.
- Wiem. Inaczej, bym cię nawet nie wzywał - Odparł Riddle w miarę spokojnie.
Dobrze, że ostatnie wspomnienie, które pokazał Harry'emu nie było jego wspomnieniem. Bardzo dobrze.
- Jeszcze raz... On myśli, że opętałeś jakiegoś tam faceta... Tak?
-Tak.
- I że zawsze pragnąłeś tylko jego śmierci? A co z cmentarzem? Nawet cię tam nie było... Co ten szczur mu zrobił? Miał wziąć tylko kroplę, KROPLĘ, krwi Crisa... A on, co? Zabawił się w złego śmierciożercę, no co za idiota... I dlaczego on wogóle zabił tego chłopaka... Kompletny idiota...
- Przecież wiem, ale co ja mam teraz zrobić, przecież on mnie nienawidzi.
- Z czasem się przekona, że jest po złej stronie barykady, jeżeli już tego nie zrobił... - przerwał widząc minę Riddle'a zdziwił się tym co było na niej wymalowane. Usta wykrzywiły się w łobuzerskim uśmiechu, a oczy zaświeciły psotnie. - Co znowu?
- Ciekawi mnie jak zareaguje dyrektorek na wieść, że kolejny Riddle pojawi się w jego szkole - powiedziawszy to zaśmiał się krótko, a Aaron nie wiedząc co zrobić uśmiechnął się szeroko.

***

Ciekawe... Bardzo ciekawe...

Co znowu jest takie 'ciekawe'?

To okno ma bardzo wzorzyste wzory...

Jakie znowu wz... Przestań już. Wiem, że tu jest nudno, ale nie musisz mówić, że wszystko jest ciekawe kiedy takie wogóle nie jest... Patrz jaki ładny ogród, on jest dość interesujący, albo...

Czy to Malfoy? Ej ja też chcę do ogrodu... Czemu on tu patrzy... Chyba mnie widzi... Aish! Widzi, bo zrobił głupią minę...

A może byś się tak schował?

Cicho tam!

Nie no naprawdę?

Uśmiechnę się do niego.

Grrr...

Pomyślawszy to uśmiechnął się do Malfoya z wyższością, jak sam zainteresowany w szkole. Draco jeszcze bardziej zbaraniał, a on jeszcze bardziej się uśmiechnął. Do blondyna zaczęła zbliżać się Narcyza, dlatego Harry szybko schylił się, siadając na podłogę pod parapetem. Drzwi otworzyły się ukazując mu Tom'a...
- Dlaczego siedzisz na podłodz...- przerwał mu głośny śmiech zielonookiego. - Jeszcze tego mi brakuje, żebyś zwariował...
- Ja, haha, wcale nie, hahaha, zwariowałem! - wykrztusił pomiędzy atakami śmiechu. - Po prostu, haha, Draco Malfoy był w ogrodzie, hahah, i mnie, chyba zobaczył, hahaha, no to ja, hahahaha, uśmiechnąłem, hahahaha, się do niego, ale nie, hahahahah, tak normalnie, tylko hahahaha, jak on do mnie w szkole, hahaha, a on zrobił taką głupią minę hahahaha....
- A gdzie w tej „historii" - zrobił cudzysłów palcami. - siedzisz na podłodze?
- Bo Narcyza przyszła i musiałem się schować - powiedział. Na podniesioną brew Riddle'a dodał:
- No co, miałem mało czasu, nie?
- Tak, a parapet pod oknem to najlepsze schronienie, tak?
- No... Taak!
- Aha... No dobra mniejsza z twoją psychiką... Musimy poga...- Nie dokończył, bo Harry zemdlał.

***

Jakby wejść do lewego skrzydła...

Przeniósł wzrok na owe skrzydło i w jednym z okien dostrzegł Potter'a...

Czekaj Potter'a, a co on tu niby robi?

Wpatrzył się w niego, a zielonooki uśmiechnął się z wyższością...

Notabene robię to lepiej... Co nie zmienia faktu... DLACZEGO ON TU JEST?! Merlinie... Uśmiechnął się do mnie... Łał, ale szok...

On uśmiechnął się jeszcze szerzej, po czym spojrzał w bok i już go nie było.
- Kochanie, nie możesz stać tak z otwartą buzią... Wogóle, dlaczego tak tutaj stoisz, miałeś, chyba, coś zrobić, prawda?
- Tak, mamo...
- No to już! - po czym klasnęła w dłonie, wzięła rękę syna i zaprowadziła go do domu.

Tylko co Potter tu robił?

***

- Musimy poga...- chciałem się podnieść, ale walnąłem w coś głową.

Aish! Parapet no tak...

Miałem mroczki przed oczami. Myśląc, że nic mi nie będzie, chciałem powtórzyć czynność lecz po chwili, w oczach mi poczerniało i chyba zemdlałem.

***

Nie wiedział ile tak leżał, ale chyba niedługo sądząc po słońcu, które teraz świeciło pełną parą.

Czyli musi być koło południa.

Riddle'a już tu nie było. Wstał poszedł do łazienki, przemył twarz wodą. Mało zawału nie dostał wychodząc...
- Malfoy, a co ty tu robisz?
- Siedzę...?
- Przecież widzę... Ale po co TUTAJ siedzisz?
- Och, no nie mów nikomu... Nudzi mi się okropnie, a ty jako jedyny jesteś w moim wieku...
- Malfoy my się nienawi...
- Zrobimy zawieszenie broni...
- Riddle cię przysłał? - widząc jego zdziwioną minę dodał:
- Voldemort.
- Co? Nie... Tylko zobaczyłem cię jak byłem w ogrodzie i... - tu Harry uśmiechnął się lekko. - No co?
- Żebyś ty widział swoje miny... - zachichotał cicho. - Były strasznie głupie.
- Malfoy'owie nie robią głupich min.
Harry nagle coś sobie przypomniał.
- Jak ty tu wogóle wlazłeś, Riddle mówił, że nie możesz...
- Oczywiście, że mogę, znam każde tajne przejście w tym domu, nawet by nie zau...- pukanie do drzwi.
Harry nie myśląc wiele schował Malfoy'a do szafy.
- I ma być cisza - szepnął, a głośno powiedział - Proszę! Och czego ty tu znowu chcesz?!
- Z kim rozmawiałeś?
- Ze sobą.
- Twoje zdrowie psychiczne, chyba wymaga leczenia.
- Nie, wszystko jest ok, ja nie gadałem, ja... śpiewałem.
- Aha... Nie wnikam... Musimy pogadać.
-...
- Jak wiesz dzisiaj w nocy rozpocznie się przemiana. Nie do końca wiadomo, jak wszystko będzie wyglądało...
- Przecież mówiłeś, że będę spał...
- Tak, ale... W sumie to nie wiem... Bo nie ma konkretnych informacji na temat tego ekiksiru...
- Świetnie.
- I, hmm... Dlaczego ta szafa się trzęsie?
- Co? A szafa... Nie, chyba, coś ci się przywidziało... - poczuł ogarniającą go senność. - Czy możesz już iść?
- Nie, ale co się dzieje?
- Nic się nie dzieje... Idź pogadaj sobie z Aaronem, czy jak mu tam było...
- No dobra, wpadnę później...
Po wyjściu Riddle'a, Harry czuł, że niedługo zaśnie na stojąco. - Malfoy wyjdź stąd tak jak tu przyszedłeś...
- Ale...
- Już!
Draco z obrażoną miną podszedł do jednej ze ścian i za nią zniknął. Potter nie zastanawiając się długo, położył się na łóżko i zasnął.

***

Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że się podobało.
Zostawiamy komentarze *u*

~Yuu

piątek, 18 września 2015

Rozdział 3 (SŻ)

Hej <\3 A oto rozdział numero tres ;) Piszę to w damskiej toalecie, w której siedzę teraz z całą moją grupą(jest 14.09) Jest 6 dziewczyn i 1 chłopak pzdr4all jak nas złapią. 

Jest 18.09. Od poniedziałku żyję na k-popie. Dobrze do tego wrócić. Dzięki Naree za opamiętanie mnie.

~Yuu

~~~~~~
Rozdział 3

Kolejny koszmar obudził go o 6.30 i stwierdził, że już nie chce iść spać. Wstał i ubra... W sumie ubrałby się gdyby nie to, że nie wiedział gdzie owe ubrania są.

Eww... Głupi Riddle.

Czekaj, a czy ty przypadkiem nie jesteś jego syne...

Zamknij się! Gdzie te ubrania...

Ej tam stoi szafa, czy...

Och, no nie zauważyłem jej, okej...?

Acha, szafa stojąca naprzeciw ciebie nie jest widoczna wcale, a wcale...

Dobra idę...

Otworzył szafę, wyjął z niej białą bluzkę z jakimś napisem i czarne dresy. Wziął bieliznę i...

Te drzwi to pewnie od łazienki...

Nie pomylił się. Duże kafelki były naprzemiennie białe i oliwkowe. Duża biała wanna...

4 osoby by się tu zmieściły...

Zlew i toaleta. Prysznic.

Łazienka jak łazienka...

Oj weź nawet w Hogwarcie takiej nie...

Zamknąłbyś się wiesz...

Umył się pod prysznicem, wysuszył ręcznikiem. Zęby, twarz wszystko ok. Wyszedł z łazienki spokojniejszy, jakby woda zmyła wszystkie zmartwienia. No prawie, bo gdy zobaczył kto stoi przy parapecie...

-Czego chcesz - warknął w stronę zamyślonego Riddle'a.
-Mieliśmy poroz...
-Nie będę z tobą rozmawiał! Sprawa jest prosta okej?! Jesteś moim ojcem, moja matka... Matka cię kochała, okej! Ale ja nie... Ja cię nienawidzę, chciałeś mnie zabić, zabiłeś Cedrika bo 'był niepotrzebny', a teraz co?! Myślisz, że ja tego nie zapomnę?! A niech cię...- usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Po jego twarzy potoczyły się łzy wściekłości.- To niemożliwe... Po prostu niemożliwe... - mruczał sam do siebie.
-To... To nie tak, że ja chciałem cię zabić...
-Nie?! A Quirrel sam z siebie miał głowę z tyłu swojej, prawda?!
-Quirrel...? - zdziwił się Riddle. - Może i nienawidzę szlam i mugoli, ale nie jestem psychopatą... O co ci chodzi, co?
-No w pierwszej klasie... Opętałeś Quirrel'a i chciałeś zdobyć kamień filozoficzny, i on miał ciebie z... Chwila, chwila... Po co ja ci to mówię?! Przecież tam byłeś...
-O czym ty mówisz? Jakbym miał mało problemów na głowie... Opętywanie?! Nawet głupi wie, że jeżeli się kogoś opętuje to nie widać śladów zewnętrznych... I to jeszcze na głowie... To nienormalne...
-Bo ty jesteś normalny, prawda? - sarknął Harry cicho.
-...pewnie to znowu ten stary Trzmiel... Mniejsza muszę pogadać o tym z Aaronem...
-Z kim?
-O co ci znowu chodzi?
-Kto to Aaron?
-Nieważne... Może kiedyś się dowiesz - po czym odwrócił się w stronę parapetu i wziął z niego teczkę. - Nie przyszedłem tu po to, żeby się z tobą kłócić.
Na brązowej teczce była pięczęć Ministerstwa.
-Co to?
-Teczka.
-Grr co jest w teczce?
-Tak jakby, po mugolsku, to twoja 'biografia'.
-To znaczy?
-Opisane twoje życie aż do teraz...
-Czekaj! Dlaczego tu jest napisane...
-To twoje prawdziwe dane. Starożytnej magii nie oszukasz.
Harry zaczął czytać.

***

Imię/Imiona: Cristopher Tom
Nazwisko: Riddle

Imię/Imiona matki: Lily Mary
Nazwisko: Potter
Nazwisko rodowe matki: Evans

Imię/Imiona ojca: Tom Marvolo
Nazwisko: Riddle

Uwagi: Eliksir Temporaria Adoptionem. Podobieństwo do James'a Charles'a Potter'a. Opiekun prawny (świat mugoli) Petunia Dursley, (świat magii) Albus Percival Wulfryk Brian Dumbledore. Dnia 26 czerwca 1996r opiekunem Cristophera uznany zostaje biologiczny ojciec dziecka według prośby matki.

***

Dalej było napisane całe jego życie aż do chwili obecnej. Tylko jedno go dręczyło, a mianowicie:
-Temporaria Adoptionem?
-Tak.
-Co tak?
-Tak to ten eliksir.
-Eliksir...?
-Nie znasz go, prawda?
-Nie, przecież nie powiedziałem nic ta...- uniesienie brwi przez Riddle'a -No dobra, dobra, okej! Nie znam go...
-Było tak od razu - mruknął Tom, a głośno powiedział. - Jego właściwością jest to, że działa dokładnie szesnaście lat od jego podania. Dlatego jesteś podobny do James'a.
-Co się stanie, kiedy przestanie działać?
-Zamienisz się w  Cristopher'a Tom'a Riddle'a. Będziesz wyglądał tak jak miałeś wyglądać od urodzenia.
-Czy... Czy to będzie bolało?
-Jak sto Cruciatus'ów rzuconych naraz - powiedział sarkastycznie Tom. Widząc minę Harry'ego dodał. - Nic nie poczujesz, bo będziesz spał.
-Aha...
-Jeszcze jedna sprawa.
-...
-Nie możesz narazie wychodzić z tego pokoju.
-Dlaczego? Jesteśmy w twoim dworze, prawda?
-Nie.
-Przepraszam, co?
-Nie. Jesteśmy. W. Moim. Dworze.
-Jak to, nie? To gdzie, do cholery, jesteśmy?! - znów zaczęło w nim buzować. - Super, nie dość, że pojutrze będę kompletnie inną osobą, to jeszcze jestem n...
-Jesteśmy w Malfoy Manor.
-Co?! Nie, tylko nie to. To, co niedługo 'książę' Malfoy tu zawita, bo to przecież jego jebany dom i może chodzić gdzie...
-Nie może wchodzić do tego skrzydła. Chyba, że chce umrzeć. Albo gdy go zawołam. Dlatego nie możesz wychodzić.
-Tak, bo ja jestem taki głupi i chodzę wszędzie gdzie nie mogę, co nie? - ujrzawszy minę Riddle'a, powiedział - Dobra, dobra, nie będę wychodził.
- Jeżeli będziesz czegoś potrzebował to zawołaj Szlamka. To znaczy skrzata.
Kiwnął głową, a Voldemort wyszedł.
Po chwili na stole...

Stole?!

Nie mów, że się nie rozejrzałeś.

Nooo... Nie miałem czasu. I Riddle przyszedł.

...pojawiło się śniadanie. Wracając do wystroju. Pokój był duży, ale przytulny. Ściany pomalowane były na ciemnozielono. Ogromne łóżko z narzutą i poduszkami w kolorze ścian miało srebrne wstawki. Baldachim był taki sam jak reszta. Przez ogromne okna z czarnymi zasłonkami wpadało wiele światła. Oczywiście zasłonki zostały odsłonięte. Ogromna szafa stała przy drzwiach łazienki. Po prawej stronie łóżka stała szafka nocna.
W rogu pokoju stała biblioteczka.
Trochę w lewo kominek, a naprzeciwko niego stolik. Przy stoliku stała kanapa i po obu jej stronach fotele. Harry usiadł na sofie. Na tacy znajdował się imbryczek z parującą herbatą, szklanka z sokiem pomarańczowym, jajecznica, bułeczki, masło, dżem i jeszcze owoce.

On myśli, że ja to wszystko zjem?

No, a nie?

W tym momencie zaburczało mu w brzuchu. Dopiero teraz zauważył jaki był głodny. Zdziwiony samym sobą zjadł wszystko. Naczynia zniknęły, a on najedzony podszedł do biblioteczki.

Mugolskie książki? No, no, a myślałem, że Riddle ich nienawidzi.

Wziął z półki „Miasteczko Salem” S. Kinga, usiadł na kanapie i zaczął czytać.

***
Co by tu zrobić?

Draco Malfoy siedział na parapecie okna ze znużoną miną.

Dlaczego wakacje muszą być takie nudne? Hm...

Rozciągający się za oknem ogród był piękny, ale jemu już dawno się znudził.

Nie byłem jeszcze w lewym skrzydle. Tam mieszka Czarny Pan. Długo go tutaj nie było, może dalej tak jest. Zginę jak mnie zobaczy, ale czym jest życie bez niespodzianek.

Zeskoczył z parapetu i już miał wychodzić, kiedy drzwi od jego pokoju się otworzyły.

-Wychodziłeś gdzieś?
-Nie, ojcze.
-Nie? A wydawało mi się, że...
-No... Chciałem iść do ogrodu...?
-Draco widzę, że kłamiesz. Gdzie szedłeś.
-chciałemiśćdolewegoskrzydła - powiedział cicho i zarumienił się lekko.
-Chyba nie dosłyszałem.
Dracon wziął głęboki oddech. Kochał ojca, ale czasami naprawdę się go bał.
-Chciałem iść do lewego skrzydła, ojcze.
-Po co, czy nie mówiłem ci, że...
-Przepraszam, ojcze.
-Dobrze. Nie możesz tam sobie ot tak chodzić, a w szczególności, gdy Czarny Pan jest w dworze. Co ci strzeliło do głowy?!
-Chciałem...
-Co?
-Nudziło mi się...
-Ach! I chciałeś się zabić. Masz stąd nie wychodzić, chyba że na posiłki. Zrozumiano?
Skinięcie.
-Nie słyszałem.
-Tak, ojcze.
-To dobrze, do widzenia Draco.
I wyszedł.

I tak tam kiedyś pójdę, jak nie dzisiaj to kiedy indziej.











*Lulu taki śliczny :* Dzięki Naree za k-pop*

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 2 (SŻ)

Cześć! Ochoczo oddaję w wasze łapki rozdział nambe 2.

Umm ostatnio zapomniałam wam coś powiedzieć:
Rozdziały będą pojawiać się co tydzień, w sobotę. Czasami w sobotę i w niedziele. A jak wogóle nie będzie to napiszę Info ;) Mam egzaminy i nauka, wiecie powtórki. Nie wiem ile będzie rozdziałów. Duuuużo napewno ! Dokończę to opo napewno ;)

Chciałabym podziękować za komcia Natalii Traliszewskiej
Naprawdę cieszę się, że ci się podoba ;*

A teraz łapcie rozdział.
~Yuu

~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 2

Siedział w wysokim fotelu przed wielkim dębowym biurkiem kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę- powiedział od niechcenia Lord. Wyglądał jak Riddle z Komnaty Tajemnic, tylko że starszy.
Do gabinetu weszła postać ubrana w długi ciemnozielony płaszcz. Jej twarz przysłaniał głęboki kaptur tak, że widać było tylko połowę twarzy.
-Witaj Lily- powiedział.
Kobieta zdjęła kaptur. Teraz patrzyły na niego bystre zielone oczy. Rude włosy uczesane w wysoki kucyk świeciły własnym blaskiem [nie, nie były przetłuszczone dop.aut. xD]
Zmarszczyła brwi w wyrazie zamyślenia.
-Czy Dumbledore...
-Nie, nie domyśla się. Ale James...
Zapadło krótkie milczenie.
-Co James?- zapytał lekko podirytowany Lord.
-On chyba zaczął zauważać, że wychodzę na całe dnie i wracam dopiero wtedy kiedy on...
Voldemort machnął ręką lekceważąco.
-Ja... Tom myślę, że nie będę mogła... To znaczy... E... Muszę narazie poudawać, że nic się nie dzieje... I chyba nie przyjdę... Przez jakiś czas... Bo... Sam rozumi...
-Chcesz powiedzieć przez to, że...
-Tom zróbmy sobie przerwę, dobrze?
-Nie... Nie możesz, mówiłaś przecież, że... Że nigdy tego nie zrobisz... Obiecałaś...
-Nic nie ob...
-Nie prawda!- schował twarz w dłoniach.
-Och, Tom zachowuj się jak facet i nie panikuj!- odpowiedziała zdenerwowanym tonem- Przecież to nie na zawsze...- dodała łagodniej.- Tylko na troszkę.
Podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu. Spojrzał na nią uważnie.
-Obiecujesz?
-Tak, tym razem tak.
Po chwili uśmiechnęła się przepraszająco.
-Muszę już iść, Tom... Do zobaczenia.
-Pa Lily...
Kiedy przechodziła przez drzwi, usłyszał jak powiedziała, cicho niby trzepocące skrzydła motyla: Kocham cię.

Wspomnienie skończyło się, a w jego miejscu pojawiły się te same osoby lecz w innej scenerii. Byli na polanie, a dookoła nich rosły drzewa. Dało się słyszeć głos kobiety:
-Musisz się na to zgodzić, Tom! To będzie twój syn, do cholery!
-Nie! Bo to przez niego zginiesz! Wiesz to tak samo dobrze jak ja!- mężczyzna krzyczał podłamany.
-Nie... On nie jest niczemu winien... Tylko...
-Tylko, co?
-Obiecaj, że zajmiesz się nim po skończeniu piątej klasy! To właśnie wtedy się zacznie, rozumiesz?
-Nie Lily, ja nie mogę, on będzie myślał, że to ja cię zabiłem, będzie mnie nie...
-To mu wytłumaczysz... Wierzę, że coś wymyślisz!
-Lily, ja... Obiecuję- powiedział cicho.
Kobieta podeszła, przytuliła się do niego i powiedziała dwa ostatnie słowa.
-Żegnaj, Tom- po czym zniknęła.
-Lily...- powiedział jeszcze cicho i sam również zniknął.

W domu Potterów rozbłysło zielone światło. Tom wszedł do niego najciszej jak potrafił. W przejściu leżało ciało James'a, ale jego nie obchodził los mężczyzny. Na górze słychać było głosy.
Rzucił ulepszone zaklęcie kameleona, wszedł po schodach i stanął w drzwiach.
-Zostaw Harry'ego! Weź mnie błagam!
-Lily wiesz, że nie mogę. To dziecko pokrzyżuje mi plany, jeżeli teraz nie zginie...
-Błagam cię!- wykrzyczała przez łzy.
-Przykro mi Lily.

Avada Kedavra

Zaklęcie uśmiercające poleciało w stronę dziecka lecz rudowłosa osłoniła je własnym ciałem. Usłyszeli krzyk kobiety.

Tom nie panował nad swoimi odruchami i wypowiedział imię ukochanej. Dumbledore słysząc to rzucił zaklęcie Finite w jego stronę. Wszystko potoczyło się zaskakująco szybko.
Lord chciał rzucić zaklęcie, Dumbledore je odbił. Po chwili dyrektor wypowiedział następujące słowa zaklęcia:

In tenebris animae corpus terrae*

I wtedy zapanowała ciemność, a jego umysł pozostał w mroku...

Kolejna fala wspomnień zalała jego umysł. Zobaczył Quirella, młodego Riddle'a, fałszywego Moddy'ego... Cmentarz...
Każde ich spotkanie.
-Nigdy nie chciałem go zabić. Dumbledore mu to wmówił... Co ja mam zrobić Aaronie?
Meżczyzna nazwany Aaronem zmarszył brwi. Był wysoki, szczupły z wyrazistymi rysami twarzy. Brązowe włosy łagodnie spływały na kark. Jego niebieskie, prawie białe oczy skupiły się na Riddle'u.
-A jak myślisz Tom?
-Ja... Obiecałem. Może... To znaczy, ja muszę mu to wytłumaczyć...
-Tak, ale czy jesteś pewien? Czy Lily...
-Lily chciałaby, żeby poznał prawdę.
-Rób jak uważasz.
-To zacznie się niedługo muszę to zrobić.

***

Kiedy Harry 'wyszedł' z myśloodsiewni, Tom nadal był w pokoju.

Czego on tu jeszcze chcę? Nie wystarczy mu, że pokazał mi to wszystko?

Może chce wszystko wyjaśnić...

Zamknij się... Ja... On... Och, on nie może być moim ojcem! Nawet nie jestem do niego podobny... Zawsze wszyscy mówili, że wyglądam jak kopia James'a...

A może to zaklęcie... Wiesz zaklęcia są na wszystko albo eliksir... Eliksiry też są na wszystko... Ej! Dlaczego już idzie?

Kto? A on... Nie wiem... Cieszę się, że sobie pójdzie muszę pomyśleć...

-Harry, porozmawiamy o tym jutro... Tego nie można odłożyć- powiedział Lord po czym wyszedł.

Dobranoc, synu.

Aleś ty się sentymentalny na starość zrobił Tom.

***

Głupi Potter. Czy ten bachor nie potrafi trzymać się od kłopotów z daleka? Mógł poczekać z tym do końca roku szkolnego... Eliksir, który kiedyś dostał przestanie niedługo działać...

Temporaria Adoptionem*

Lily poprosiła mnie o niego, kiedy tylko się dowiedziała...
Pamiętam jakby to było wczoraj...

***

-Sev, możesz coś dla mnie zrobić?- rudowłosa kobieta wpadła do jego labolatorium niczym tornado. Jej oczy zawsze uśmiechnięte dzisiaj były poważne.
-O co znowu chodzi, Lil?
-Bo... Pamiętasz jak mówiłam ci, że kogoś poznałam, i że James nie może się dowiedzieć?- skinięcie głową- Tym kimś był Tom Riddle.
-Czekaj, co?- mężczyzna o mało nie wywalił kociołka. Mikstura zaczęła niebezpiecznie się pienić, dlatego jednym zaklęciem usunął zawartość naczynia.
-No... Tak. Ale on wcale nie jest taki z...
-Zły? Lily czyś ty oszalała, morderca nie jest taki 'zły'?!- przedrzeźnił ją ironicznie.
-Sev zrozum... Potrzebuję pomocy, bo ja jestem z nim w ciąży...
-Brawo Lily, urodzisz nam kolejnego Czarnego Pana- dodał sarkastycznie.
-I potrzebuję eliksiru Temporaria Adoptionem. Wiem, że go znasz, jesteś mistrzem eliksirów i moim przyjacielem - powiedziała niezwracając uwagi na jego docinek.
-Potrzebuje tygodnia na zrobienie go. Musisz przynieść mi włos James'a, resztę składników mam.
-Dziękuję Sev- wspięła się na palce i pocałowała go w policzek.
-Lily pamiętaj, że elikskir działa dokładnie 16 lat od jego podania.

Tydzień później

-Masz go?
-Tak.
-Dobrze to już ostatni składnik... Gotowe.
-Em... Jest jeszcze coś.
-Tak?
-Czy możesz wstrzyknąć ten eliksir dziecku, kiedy jest jeszcze w moim brzuchu?
-Znasz czar.
-Wiem, ale chcę mieć stu procentową pewność...
-Dobrze pomogę ci... Kiedy chcesz to zrobić
-Dokładnie dwudziestego szóstego czerwca o 7 rano.
-Będę.

***

Jeszcze trzy dni i eliksir przestanie działać. Muszę poinformować o tym Czarnego Pana...

***

W gabinecie była tylko jedna osoba. Lord Voldemort rozmyślał nad wydarzeniami z dzisiejszego dnia. Pokazał chłopakowi wspomnienia. Ciekawe jak zareaguje na to, że nie nazywa się Harry Potter lecz

puk, puk

Ciekawe kogo znowu niesie.

-Proszę- do pokoju wszedł nie kto inny jak Severus Snape. Ciekawe po co przyszedł. Pewnie w sprawie chłopaka... No tak Lily była jego przyjaciółką.
-Mój panie- przywitał się Snape- Myślę, że powinieneś coś wiedzieć, mój panie.
-A cóż to takiego Severusie?- Naprawdę byłem ciekaw co chce mi powiedzieć, ale się nie zdradzałem.

Nie mów tyle. Słuchaj, będzie mówił.

-Mój panie wiem, że Potter to twój syn, ale wiem też o eliksirze Temporaria Adoptionem. Lily poprosiła, abym go przygotował prawie szesnaście lat temu. Za trzy dni, eliksir przestanie działać i chłopak będzie podobny do ciebie, mój panie.
-Dlaczego nie wiedziałem tego wcześniej?- warknął podirytowany Czarny Pan.
-Byłem związany przysięgą, aż do dzisiaj, mój panie.
-Ah... Dobrze... Dziękuję Severusie. Możesz odejść.

***

Kiedy Harry w końcu otrząsnął się z szoku dotarła do niego wiadomość, że Tom Riddle to naprawdę jego ojciec, jego matka kochała mężczyznę, który owym ojcem był, a nie James'a Potter'a, który notabene nim nie był.

Czemu moje życie zawsze musi być takie zaplątane? Z tego co Hermiona kiedyś powiedziała czarodzieje mają dwóch ojców chrzestnych, czyli matek nie było. Ciekawe kim był ten drugi...

Nie masz się nad czym zastanawiać, tylko nad tym kto jest twoim ojcem chrzestnym, no naprawdę.

Och, zamnij się, mam mętlik w głowie. Jeszcze ta jutrzejsza rozmowa...

Właśnie może jutro się czegoś dowiesz, nie panikuj(?)

Łatwo ci mówić. Jestem zmęczony...

To idź spać?

Skończysz z tym sarkazmem? A może i pójdę. Dobranoc.

Mów 'Dobranoc' głosowi z głowy masz rację.

Zamknij się, chcę spać.

~~~~~~~~~~
* In tenebris animae corpus terrae - (łac.) W mroku dusza, ciało na ziemi (tłumaczyłam na google tłumacz, więc to tylko wolne tłumaczenie)
* Temporaria Adoptionem - (łac.) znaczy to ni mniej ni więcej 'Czasowa adopcja' nie miałam pomysłu, ale chyba wyszło dobrze, no nic

~~~~~~~~~~
Podobało się?
Mam nadzięję ;)
Następny rozdział postaram się wrzucić 19 września. Do zobaczenia

~Yuu

sobota, 12 września 2015

Rozdział 1 (SŻ)

No... To łapcie rozdział pierwszy? Nie jestem dobra w przemowach... Także... Zapraszam?

~Yuu
~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 1

Szarpnięcie w okolicach pępka. Czuł się jakby był przeciskany przez bardzo ciasną słomkę. Uczucie to nie trwało długo niemniej jednak dyskomfort pozostał. Kiedy tylko dotknął stopami ziemi, padł na kolana i zwymiotował to co miał w żołądku. Nigdy więcej pomyślał i w tej samej chwili poczuł jak ktoś chwyta jego ramię i podciąga do góry.
-Pomyśleć, że Zbawiciel Czarodziejskiego Świata tak zareaguje na aportacje- usłyszał sarkastyczny głos i... Po prostu zemdlał.

***

Głupi dzieciak...
Gdybym wiedział, że tak to się skończy to bym go nie brał.

I tak byś to zrobił

Może...
Ale kto musi się nim teraz zajmować?
Ja. Wielki Lord Voldemort. Zajmuję się Harry'm Potter'em. Wrogiem numer jeden. Chyba już całkiem oszalałem...

I tak nie wylądowaliście daleko od Malfoy Manor, więc dlaczego się skarżysz?

W sumie masz... Czekaj co? Malfoy Manor? Grrr. Teraz będę się musiał tłumaczyć dlaczego niosę tego bachora na rękach... Chociaż nie, nie muszę. W końcu... Jestem Lordem Voldemortem. Nikomu nie muszę się tłumaczyć.

Dlaczego ty go właściwie niesiesz, co? Chyba po to są czary, nie?

Idiota... Przez 'kochanego' dyrektorka straciłem dużo energii i jeżeli użyłbym jeszcze magi to leżałbym teraz tak jak on, tylko że mnie nie miałby kto nieść.

Lucjusz idzie.

To niech idzie co mnie to obchodzi?

Ykhyym... Zapomniełeś co, przepraszam, kogo niesiesz?

A no tak. Zaraz go załatwię.

-Mój panie- powiedział Lucjusz zdziwionym tonem.
-Witaj Lucjuszu- Lord już chciał odejść, kiedy zauważył na co patrzy jego sługa.

Mówiłem, że zapomnisz...

Zamknij się, co? Rozpraszasz mnie...

Ta masz rację zgoń wszytsko na 'głos' w swojej głowie. Voldemort gadasz sam ze sobą! Obudź się, Lucek czeka.

Dobra, dobra...

-Panie?
-Tak Lucjuszu.
-Wybacz mi moją arogancję, ale... Co Potter tutaj robi?

Noo teraz się wywiń, co mu powiesz mądralo?

Cichaj ty tam! Grrr...

-Leży Lucjuszu, leży.

Bardzo ambitna odpowiedź.

Och, nie mam czasu na takie bzdety...

Tsaa.

Widząc, że podwładny chce powiedzieć coś jeszcze Voldemort dodał sarkastycznie:
-Och Lucjuszu nawet mi nie mów, że nie wiesz co on tutaj robi. Przecież rozmawialiśmy o tym ostatnio, prawda? A teraz wynocha, bo inaczej nie skończy się na jednym Cruciatusie.- zagroził  na koniec.
-Dobrze panie. Do widzenia panie- powiedział śmierciożerca i odszedł jak najszybciej.

Taa pięknie to rozgrałeś. Mistrz odpowiedzi z ciebie. A teraz, skoro już przeprowadziłeś miłą pogawędkę z Luckiem, może byś tak skrzata wezwał?

Tak jasne... Tylko jak on się nazywał... Brudek, Szmatek, Gromek? Nie pamiętam, kto pamięta teraz imiona skrzatów, co?

Nie możesz krzyknąć po prostu 'skrzacie'?

Och, zamknij się.

-Skrzacie!
-Tak panie? W czym Szlamek może pomóc?

A więc tak się nazywał.

Tak geniuszu, a teraz może tak rozkaz?

-Weź Potter'a do lewego skrzydła.
-Tak panie czy Szlamek, może zrobić coś jeszcze dla pana?
-Jak się obudzi to mnie poinformuj.
-Tak panie, Szlamek już się tym zajmuje- po czym ukłonił się, aż wielkie uszy dotknęły wypastowanej podłogi, wziął od Czarnego Pana Harry'ego i zniknął z cichym pyknięciem.

Jak ja nie lubię tych stworzeń.

W tym jednym się zgadzamy.

***

Ciemność.
Ktoś go podnosi.
Wchodzą do jakiegoś pomieszczenie.
Słyszy strzępki rozmowy.
...Panie...
...Wiesz co tutaj robi...
...Cruciatusem...
...Skrzacie...
...Szlamek...
...Mnie jak się obudzi...

Znowu to uczucie przeciskania przez słomkę.
Ktoś kładzie go na łóżku. Chyba łóżku, ale jest miekkie, więc to może być łóżko.
Zdjął mu okulary.
Usnął.

*Sen Harry'ego*

-To przez ciebie! - Syriusz wpada za zasłonę.
Nagle sen zmienił się i już nie był w Ministerstwie Magii lecz w pokoju utrzymanym w ciepłych brązowych barwach. Na beżowej sofie siedziała kobieta w długiej, białej sukience. Miała rude włosy, zielone oczy. Była ładna. Chwila te oczy. Już je gdzieś widział...
-Mama?
-Tak Harry usiądź mamy mało czasu- odpowiedziała nerwowo Lily.
-Czy...
-Czy wiem co tu się dzieje? Tak. Ale Harry musisz coś zrozumieć, nie wszystko jest takie jakie się wydaje. Przyjaciele staną się wrogami, a wrogowie przyjaciółmi... I zapamiętaj ... Porozmawiaj z nim, dobrze? Był strasznie samotny i sam nie wie do końca jak się za to zabrać... Nie osądzaj mnie. Zgodziłam się na to. A i jeszcze jedno Harry, nie ufaj do końca dyrektorowi. Niedługo coś się wydarzy, ale on nad tym nie zapanuje.
-Ale mamo o co...
-Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie kochanie.
-Mamo...- po jego policzkach popłynęły łzy.
-Nie płacz skarbie. Wiesz... Bardzo wyprzystojniałeś, jesteś już mężczyzną, tyle straciłam. Kocham cię kochanie. Czas się skończył... Pamiętaj zawsze będę cię kochać. Pa kochanie...
-Mamo... Nie... Nie zostawiaj mnie...- ale ona już zniknęła.

*Koniec snu Harry'ego*

-Panicz Harry się obudził.
-Dobrze możesz już odejść.
Skrzat wytarł uszami podłogę i zniknął.

***

Obudził się. Miał mokre policzki. Co do... Nagle obrazy ze snu powróciły, a on zaczął zastanawiać się o co mogło chodzić jego mamie.

Czekaj co ona mówiła?

Nic nie jest takie jak się wydaje...
Wysłuchaj go... Ale kogo?
Nie jest mu łatwo? Komu nie jest łatwo?

Tobie napewno.

Ta jassne. Myślisz, że o kogo moż...

Ten właśnie moment wybrał sobie Voldemort na odwiedziny.

Świetnie.

A może to o niego chodziło...?

Nie no coś ty... On ją zabił.

To na co mogła się zgodzić?

Nie wiem, ale napewno nie na to... Przestań mam mętlik w głowie...

Ale spójrz na to z tej strony, twoim ojcem nie jest.

Eh, spójrz na jego minę. Chyba coś do mnie powiedział, bo się gapi...

Jakiś ty spostrzegawczy...

Och, zamknij się.

-Chcę wiedzieć co tu się dzieje- orzekł Harry.

Aleś ty elokwentny...

Oj cicho bądź, nie zauważy, chyba,  gadzia twa...aaarz. Gdzie on ma gadzią twarz? W Ministerstwie ją miał.

Nie rób takich oczu... O i zobaczył. On. Się. Uśmiecha.

Nie to pewnie grymas...

-To wcale nie jest grymas.
-Ej! Nie wchodź mi do głowy!
-Nie wszedłem. Powiedziałeś, że to grymas na głos.

Źle ze mną.

-Chcę wiedzieć co tu się dzieje?
-Jesteś może głodny?
-Chcę. Wiedzieć. Co. Tu. Się. Dzieje.
-Może coś do picia?

Nie denerwuj się Harry spokojnie, to tylko Lord Voldemort proponujący ci coś do...

-A skąd mam wiedzieć, że czegoś tam nie dosypał?-mruknął, a na głos powiedział- Co tu się dzieje?
-A co ma się dziać? I nic ci nie dosypałem, słyszałem to.
-Arrgh, bo śniła mi się moja matka i powiedziała, że wrogowie staną się przyjaciółmi, i że mam z kimś pogadać, że dyrektorowi mam nie ufać! I co tu się, kurwa, dzieje?!

Coś ty zrobił idioto! To Lord Voldemort! Największy CZARNOKSIĘŻNIK WSZECHCZASÓW! A ty co, mówisz mu coś, co chyba powinno zostać tajemnicą?! Idiota do kwadratu...

I tak nie mam nic do stracenia, to czego się drzesz?

-Język Potter. A co do twojej matki to ma rację. Myślisz dlaczego dwójka najmłodszych Weasley'ów się z tobą przyjaźni co? Albo ta szlama...
-Nie nazywaj jej szlamą- wycedził.
-Granger? Co?- kontynuuował nie zwracając uwagi na to co chłopak powiedział.- Robią to dla sławy, głupi bachorze! A dlaczego Dumbledor nie szuka cię od trzech dni?! Dlaczego nie wyciągnie Blacka zza zasłony, bo jest...
-Czekaj coś ty powiedział? Da się go wyciągnąć?
-Oczywiście, że się da a coś ty myślał?
-Przecież, dyrektor kiedyś opowia...
-Nie można mu ufać...
-Ale to Bellat...
-To nie ona rzuciła zaklęcie.
-Jak to nie ona, widziałem to!
-Nie, nie widziałeś... To któryś z piesków Dumbledore'a. Ten twój wilkołak, też się nie domyślił. Bella deportowała się do Ministerstwa kiedy byłeś w sali obok. Chciała go wyciągnąć...
-Niby po co miałaby go wyciągać, ona go nie...
-Ona go kocha. Nadal nie może pogodzić się z tym, że uwierzył Trzmielowi. Regulus też nie. To wszystko przez Jamesa. Przez niego Syriusz wyrzekł się rodziny.
-Nie, nie wierzę ci! Ty... Ty kłamiesz! Zawsze kłamałeś!- zatkał uszy dłońmi, zacisnął powieki, a kolana podciągnął mocno do klatki piersiowej.
Poczuł jak ktoś, zapewne Voldemort, siada obok niego. Z oczu Harry'ego płynęły łzy. Kiedy otworzył oczy Lord patrzył na niego oceniająco.

Dalej Tom, powiedz mu, bardziej załamany już nie będzie.

Nie wogóle. Tylko popełni samobójstwo... Kto chciałby mieć

Przestań nie jesteś taki zły, to nie ty ją zabiłeś.

Ale on tego nie wie.

Powiedz mu.

-James Potter nie był, ani nie jest twoim ojcem- powiedział cicho spoglądając na niego poważnie.
-Kolejne kłamstwo tak?! To kto nim niby jest?! Ty?!- widząc jego poważne spojrzenie, załamał się jeszcze bardziej- Nie... Nie to nie prawda... Ty nie możesz być moim ojcem... Co jej dałeś?! Eliksir miłosny?! Bo jak mogła pokochać kogoś takiego jak ty, co?! Morderca! Zabiłeś ją, a teraz mówisz, że jesteś moim ojcem?! Bydlak!!

Mówiłem ci...

-Przestań!- kiedy chłopak nie zareagował, uderzył go otwartą ręką w twarz. Chłopak zrobił wielkie oczy, ale się uspokoił. Wyczarował szklankę z wodą i mu ją podał.- Pij- powiedział spokojnie.- To tylko woda- kiedy bliznowaty zajął się szklanką, Riddle wyczarował myśloodsiewnię i skupił się na wyciąganych wspomnieniach. W sumie było ich cztery.
-Uspokoiłeś się?
Chłopak ledwo zauważalnie skinął głową.

Tom Marvolo Riddle vel Lord Voldemort vel Najpoteżniejszy Czarnokiężnik na świecie jest moim ojcem. Co jeszcze Snape to mój ojciec chrzestny? Hahaha zabawne... Może nie powinienem o tym myśleć, bo stanie się to samo co z Riddle'm...

-Halo! Słuchasz mnie? Chciałbym żebyś zobaczył te wspomnienia. Możesz?
Skinięcie.
Nachylił się nad misą policzył do trzech i zanurzył głowę w myśloodsiwni.
~~~~~~~~~~~~
To by było na tyle. Podobało się?
~Yuu

Prolog (Siedem Życzeń)

U Mam dla was prolog. Nie wiem czy wam się spodoba, ale wiedzcie, że ja nigdy w życiu nie pisałam bloga. Za wszelkie błędy przepraszam i postaram się je naprawić jak najszybciej. Jeszcze jedno. Piszę z telefonu, bo laptop zepsuty, a chciałam zacząć dlatego przepraszam >znoowu coś ze mną nie tak< za błędy...

Dlatego...
Zapraszam i czekam na komcie? (Te z krytyką też, przyjmę na klatę wszystko...)
~Yuu [jestem zestrachana]

Dobra czytajcie ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~
Ministerstwo Magii

-Nie!!- z jego gardła wydobył się przerażający krzyk. Poczuł jak ktoś trzyma go za ramiona, chciał się wyrwać. Widoczność zasłaniały mu łzy.-Syriusz!

   Zabiłam Syriusza Blacka! Zabiłam Syriusza Blacka! Hahaha!

Piosenka Bellatrix dźwięczała mu w uszach. Pobiegł za kobietą, która zabiła jego ojca chrzestnego. Nie mógł w to uwierzyć... Syriusz... Jego jedyna rodzina... Umarł... Wpadł za zasłonę...
-Crucio!- krzyknął z nienawiścią. Upojony nie słyszał krzyku śmierciożerczyni. Przestał kiedy zauważył, że nie jest sam. Odwrócił się.
-Kogo my tu mamy?- usłyszał spokojny głos.
-Co...
-Co ja tu robię? Czekam na ciebie mój drogi...
-Przestań!
-Ach... Dyrektor nic ci jeszcze nie powiedział, mam rację? Święty Albus i jego tajemnice... Nie masz ich dość? Tylu rzeczy nie wiesz i...
-Zamknij się! On wie co robi!
-Tak oczywiście... Nawet wtedy, kiedy dowiedział się, że ja to tak naprawdę tw...-Nie zdążył dokończyć, bo ten moment wybrał Dumbledor na pojawienie się.
Czy ten starzec musi zawsze pojawiać się w tak ważnych momentach?!- pomyślał ze złością Voldemort.
-Nie uważasz, że powinieneś już się pożegnać? Zaraz będą tu aurorzy i nie sądzę, żeby byli ucieszeni na twój widok.-powiedział Albus i uchylił się przed pierwszym zaklęciem jakie poleciało w jego stronę. Walka rozpoczęła się na dobre.

W tym samym czasie w głowie Harry'ego

Co Voldemort chciał mi powiedzieć?
Czy Dumbledor naprawdę ukrywa coś ważnego?
Przecież wcześniej już to robił... Ale...
Jeżeli to jest coś związanego z moim życiem, to może powinienem wiedzieć...
Och!
Mam bardzo złe przeczucie.
Walka trwa nadal. To może...
Nie nie zrobię tego!

Jesteś Gryfonem, Potter co z twoją przeklętą odwagą, co?- ten głos za bardzo przypominał mu Snape'a.

Jestem też w połowie Ślizgonem, więc chyba mogę trochę stchórzyć prawda?
Nie chcę tego robić.
Eh...
Chwila...
Dlaczego zrobiło się tak cicho, co?
Dlaczego Voldemort patrzy na mnie jak na...
Dlaczego ja stoje prawie 3 KROKI OD VOLDEMORTA!?
Potter jaki z ciebie idiota!
Po co do niego podszedłeś?
Właśnie tego miałeś nie robić...
Za późno...

Pojedynek Albus vs Voldemort

Walczyli już od dobrych piętnastu minut, kiedy nagle zdarzyło się coś niespodziewanego. Harry wstał zamyślony. Co chwila kręcił głową jakby czemuś zaprzeczał. Wzrok miał zamglony. Zrobił pierwszy krok, drugi, trzeci... Po 10 krokach zatrzymał się. Nagle potrząsnął głową jakby obudził się ze snu. Oczy miał wielkie jak spodki, gdy zobaczył przed kim stał. Jednak wtedy było już za późno. Voldemort jak widać nigdy nie próżnował. Pokonał dzielącą ich odległość, złapał Harry'ego w pół i się aportował. Zobaczyli jeszcze wbiegającego ministra z conajmniej niedowierzającą miną.

Kilka chwil później

-Albusie to był on!
-Tak był Korneliuszu.
-I porwał Pottera! Co my teraz zrobimy... Napewno wszystko się wyda... Musimy go znaleźć, bo inaczej...
-Wiem dobrze co stanie się, gdy go nie będzie, Korneliuszu. Muszę już iść przecież nasz Złoty Rycerzyk potrzebuje pomocy prawda? Muszę skontaktować się z Severusem, ten idiota nawet nie wie, że śmier...
-Albusie ściany mają uszy- minister zrobił znak dłonią na ludzi wokół.
-Żegnaj Korneliuszu.
-Do widzenia Albusie!

Umm... To ten.. Lumos?

Cześć! Chyba tak powinnam się przywitać... Chciałabym powitać wszystkich na mojej 6 części HP. Jeszcze nie wiem do końca czy wystąpi slash. Jeżeli ktoś nie lubi opowiadań yaoi proszę o opuszczenie mojego bloga, choć krytyka napewno mnie nie zniechęci... Prolog pojawi się niedługo, bo mam duuuużo do poprawienia, wiecie napisałam to w szóstej klasie, a moja orto nie była najlepsza czekajcie na rozdział i zapraszam!
~Yuu

Shinigami Yukio

Moje zdjęcie
Witam Cię serdecznie na moim blogu yaoi. Jeżeli już tu jesteś to może zostań na dłużej...? A może Ci się tu spodoba... ;) Chciałabym zobaczyć jak się tu udzielasz, komentujesz, bo... to uszczęśliwia *u* Dasz mi jeden komentarz, a ja będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Hm... Chcecie coś o mnie wiedzieć...? Moje prawdziwe imię to Kaśka, kocham yaoi... w sumie to wiadome, skoro je piszę :* Nie lubię tłumów, dostaję ataków paniki, kiedy za dużo ludzi jest wokół mnie. Co jeszcze... Potterhead i k-poperka XD Chyba tyle *u* Zachęcam do komentowania, pa!