poniedziałek, 28 grudnia 2015

Dwanaście potęg - ROZDZIAŁ I

Oddaję w wasze łapki rozdział 1. Mam nadzieję, że wam się spodoba nowe opowiadanie. Czekam na komentarze i zapraszam do czytania!
~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 1

- Suuuuhoooo~ Nie śpij...
- Ale mi się chce...
- Czy to nie dziwne, że Chen, Tao i Sehun także poszli spać...?
- Lay... Daj mi spać... Zaraz tu padnę...
- Ale... Uh. Nie myślisz, że to dziwne?
- Nie. Po prostu byli zmęczeni... Tak jak ja...
- Jak tam chcesz - powiedział i wyszedł z pokoju. Co się z nimi dzieje? Wszyscy są jacyś słabi. Musieli nawet odwołać kilka prób, bo na jednej z nich Luhan prawie zasnął na swojej partii, a Chanyeol za wolno rapował. Wszyscy martwią się, że będą musieli zawiesić koncerty.
Zauważył Baekhyuna, pochylonego nad miską płatków. Od kilku tygodni tak 'jadł'. Podniósł na niego wzrok.
- Cześć, Jednorożcu... - uśmiechnął się słabo. Skinął mu głową na powitanie.
- Nie powinieneś się przespać? Albo odpocząć?
- Nie... Dam radę. Poza tym muszę dokończyć śniadanie - spojrzał na coś, co było wcześniej płatkami z mlekiem. Teraz zamieniło się to w papkę.
- Proszę, powiedz, że nie będziesz już tego jadł - skrzywił się lekko.
- Chyba masz rację - wstał i po chwili znowu usiadł.
- Coś jest nie tak?
- Po prostu... Zakręciło mi się w głowie... - ponownie podniósł się z krzesła. Zrobił krok i upadł.
- Uh... - Lay podbiegł do leżącego chłopaka - Baekkie... Nic ci nie jest? - brak jakiejkolwiek reakcji. - Baekkie?
- Co się dzieje? - usłyszał głęboki głos Chanyeola. - O Boże... - podbiegł do nich szybko. - Co mu się stało?
- Wstał i... Upadł.
- Upadł?
- No mówię, przecież.
Chan pochylił się nad nieprzytomnym.
- Baekhyun... Baekhyun, skarbie, obudź się... - potrząsnął lekko jego ramionami. - Baekkie, proszę... Otwórz oczy - słyszał jak Lay wychodzi. - Baekkie...? - zaniósł go do pokoju i położył na łóżku.
- Chanyeol...?
- Zadzwoń... Zadzwoń po lekarza... Baekhyun, obudź się... Tylko nie po karetkę... Baekhyun, słyszysz mnie? - zero reakcji. Chłopak wyglądał jakby spał. Sprawdzał puls i oddech jeszcze w kuchni, ale wszystko było na miejscu.

***

Lekarz przyjechał po prawie godzinie. Sam nie wiedział, co dzieje się ze 'śpiącym'.

Trzeba czekać, powiedział, jakby się obudził, to zadzwońcie do mnie.

Czekali... Czekali dwa dni. Była warta Xiumina, chociaż Chanyeol i tak cały czas siedział przy chłopaku. Nagle stało się coś... Magicznego. Ciało Baekhyuna podniosło się w górę i dosłownie świeciło. Trwało to może kilka sekund, choć dla nich wydawały się być godzinami. Kiedy ponownie opadł na łóżko, otworzył oczy.
- K-kim jesteście...? - spojrzał na nich niezrozumiale.
- Baekkie, kochanie... Nie żartuj tak sobie - Chan podszedł szybko do chłopaka na łóżku. Baek jednak usiadł i przysunął się bliżej ściany.
- Nie znam cię.
- Baekhyunnie... Jak to mnie nie znasz - wyglądał na bliskiego załamania.
- A powinienem? Nie znam żadnego z was.
- Nie... Nie pamiętasz mnie?
- Jak mogę cię nie pamiętać, skoro cię nie znam?
- N-nie znasz?
- Mówię przecież. Muszę wrócić...
- Gdzie?
- Do domu.
- Jesteś w domu...
- Mówisz o swoim domu? Ja mam swój dom. Nie tutaj. Mój dom jest piękny... Tutaj jest tak ponuro...
- Ponuro?
- W moim domu jest pełno światła. Jest przyjemny, słoneczny... Tu jest po prostu... Ponuro.
- Zawołaj resztę, dobrze Xiu? - powiedział cicho Chan. Wspomniany pokiwał głową i wyszedł szybko. Po chwili do pokoju wszedł Kai. Baekhyun wpatrzył się w niego.
- J-ja... Ja cię znam...
- Jego znasz, a mnie nie znasz?
- Cicho, Chanyeol.
- To ty... Miałeś... Miałeś pomóc... Oni... Tak powiedzieli.
- Kto powiedział...?
- Chanyeol. Zamknij się. Co jeszcze powiedzieli?
- Że... Że to już niedługo - Jongin pokiwał głową.
- Jesteś pewien?
- Tak...
- Co niedługo?
- Chanyeol, nie teraz.
- M-możesz... Możesz mi powiedzieć... Kim on jest? - zapytał niepewnie.
- Kim? Baekhyun, skarbie, to ja...
- Kim jest Baekhyun?
- No... To ty.
- Nie.
- Nie?
- Nie...
- To kim w takim razie jesteś?
- Jestem... Światłem - po tych słowach chłopak zaczął świecić blaskiem, jakiego nigdy nie widzieli.

***

Kiedy 'atak' się skończył wyszli przed pokój. Chanyeol przycisnął Jongina do ściany.
- Ty coś wiesz... - chłopak skinął głową. - Co... Co się z nim dzieje? Dlaczego mnie nie pamięta...? Dlaczego tak świeci? - na chwilę zapadła pomiędzy nimi cisza. W końcu Kai postanowił ją przerwać.
- Widzisz... To nie przypadek, że jest nas dwunastu, i że wszyscy mieszkamy razem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Wszystko w swoim czasie. A teraz... Muszę iść na ważne spotkanie. Dowiecie się wszystkiego... Już niedługo - i odszedł. Usłyszał z pokoju dźwięczny śmiech Baekhyuna. Spojrzał przez lekko uchylone drzwi. No tak. Chen zawsze potrafi rozbawić każdego, nieważne w jakiej jest się sytuacji.

Co się do cholery dzieje, pomyślał i poszedł po trochę wody z lodem. Musi odsapnąć. Ukochana osoba go nie pamięta. Co z tym światem jest nie tak?

~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało...
Zostawcie po sobie znak życia c:
~ Yu

sobota, 12 grudnia 2015

Dwanaście potęg - PROLOG

Kolejny nudny dzień. Baekhyun siedział na łóżku i po raz kolejny czytał ten sam akapit, w ogóle go nie rozumiejąc. W końcu dał sobie spokój z lekturą i wziął słuchawki. Podłączył je do telefonu, założył i puścił muzykę. Przymknął oczy i odchylił głowę do tyłu, opierając ją o ścianę. Siedział spokojnie, kiedy nagle zrobiło mu się zimno. „To dziwne” - pomyślał, bo był przecież środek lata i mogło być jakoś ponad trzydziestu stopni. Wstał i założył jakąś bluzę. Nie mógł już słuchać muzyki. Odpiął słuchawki i je zdjął. Usiadł po turecku. Dalej było mu zimno. Wziął koc. Dla kogoś postronnego wyglądałoby to dziwnie, ponieważ kto normalny, kiedy jest trzydzieści stopni przykrywa się kocem?
Poczuł się strasznie zmęczony, jakby nie spał od kilku dni. Nie chciał się położyć. Taka pozycja mu odpowiadała. Głowa opadła mu w dół i usnął.

***

Chanyeol wracał z boiska, kiedy nagle zrobiło mu się słabo. Oparł się o jakiś słupek i przeczekał aż przestanie kręcić mu się w głowie.
- Hej, wszystko ok? - usłyszał pytanie.
- Tak, tak... Zakręciło mi się w głowie. Pewnie od tego słońca - odparł i spojrzał w twarz Minho. - Idziemy...?
- Uh... Umówiłem się z Taeminem... Wrócisz sam? - spojrzał na niego zmartwiony.
- Jasne! To pa! - powiedział z uśmiechem. Nadal czuł się trochę dziwnie, ale dorm EXO w końcu nie był aż tak daleko.

***

- Kai... Tobie też jest tak gorąco?
- Kyungie... Co ty gadasz? Każdemu jest gorąco o tej porze roku.
- Ale... Nie tak... - Jongin spojrzał na niego. Chłopak miał czerwone policzki i świeczki w oczach.
- Kyungie... Masz gorączkę...? - przyłożył dłoń do jego czoła. - Uh... Chodź, wrócimy już... - Soo pokiwał głową. Szli chwilę, kiedy...
- Kkamjong... Już mi lepiej.
- Co?
- No tak. Zobacz - wziął jego rękę i przyłożył sobie do czoła. Jego policzki były już normalne.
- Rzeczywiście... Ale może jednak wrócimy do dormu.

***

- Xiu... Xiu, wszystko okej?
- Nie wiem... Jest mi tak... Wesoło! - zaczął się śmiać. - Chen, pamiętasz jak nazywaliśmy cię Chenderella?
- Baozi, to było dawno temu - Jongdae uśmiechnął się szeroko.
- Sad Baozi~ - zaśpiewał sobie Xiumin i zrobił buźkę. - Kupimy jakieś cukierki?
- Jasne. A jakie?
- Arbuzowe.
- Mniam.
Nagle chłopak przestał się śmiać.
- Jongdae, gdzie my idziemy?
- No po te cukierki...
- Cukierki?
- Mhm... Chciałeś to idziemy.
- Ah... Okej.

***

- Sehunnie... Źle się czuję... - powiedział chłopak o spojrzeniu jelonka. Oglądali właśnie film, leżąc na kanapie. Blondyn czule go obejmował.
- Uh... Lulu... A co ci się dokładnie dzieje...?
- Nie wiem... Mam ochotę zwymiotować...
- Przynieść ci miskę... Albo wody...?
- Nie... Już chyba w porządku.

***

- Suho... Te dragi były jakieś nie ten...
- Mówiłem ci, żebyś ich nie brał.
- Ale mi się po nich chce płakać...
- Podobno po prochach zawsze jest wesoło. Przynajmniej tobie - Lay rozpłakał się. - Hej... Co się dzieje? Wszystko jest okej...
- No właśnie nie wiem - przytulił się do niego. - Jest mi tak źle.
- Biedactwo ty moje... Nie płacz już...
- Już... Już mi lepiej.
- Poważnie?
- Mhm...

***

- Nie chce mi się grać.
- To po co mnie tutaj ciągnąłeś?
- Bo w dormie jeszcze chciałem grać.
- A teraz nie chcesz, bo co?
- Uh... Nie wiem. Nic mi się nie chce.
- Kris... To bez sensu.
- Wiem, Pandziu, ale co poradzę? Dobra, biegnę trochę pograć z chłopakami.
- Co...? Przecież przed chwilą...
- Poczekaj tu na mnie!

~~~~~~~~~~~
Oto prolog do nowego opowiadania c: Wstawię je dzisiaj, bo Ree wyjeżdża, no i no.

Z dedykacją dla wszystkich czytelników.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wam wszystkim:
pomyślności
zdrowia - bo zdrowie ma się tylko jedno
szczęścia - bo każdy chciałby być szczęśliwy
spełnienia marzeń - bo marzenia to piękna rzecz i jeżeli się w nie bardzo wierzy, to można osiągnąć wszystko
prawdziwych przyjaciół - bo nie warto tracić czasu na fałszywych i niewłaściwych ludzi, wiem z doświadczenia
żebyście zawsze byli sobą - bo bycie kimś innym się nie opłaca
żebyście byli wysocy - bo być niskim, to niefajna sprawa (wiem, bo mam 1m 66cm wzrostu i wszyscy są ode mnie wyżsi)
No i oczywiście
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

~Shini

piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 13 (SŻ)

Rozdział 13

- Znaleźliśmy ich dokładny adres. Niestety nie możemy się tam aportować.
- Czemu nie?
- Potężne osłony... I to trochę za daleko. Taka podróż kosztowałaby nas za dużo mocy.
- A... Aha. Kiedy możemy wyruszyć?
- Najdalej za miesiąc.
- Nie da rady wcześniej?
- Chcesz się zabić?

***
Minęły dwa tygodnie od przybycia do dworu Estrelli. Harry dalej miał karę, ale od teraz podchodził do niej bardziej 'na luzie', ponieważ znajdował w pokojach różne ciekawe rzeczy. Na przykład ta skrzynia. Była w niej zapasowa różdżka jego matki, naszyjnik z rubinem i masa listów. Listów jego matki i Tom'a. Nadal nie potrafił nazywać go „ojcem”, chociaż kilka razy spróbował. Właśnie wracał z ogrodu, do którego niedawno zaprowadził go Draco. Pomimo swoich wcześniejszych słów, nie byli przyjaciółmi. To znaczy nie dokońca. Nadal się sprzeczali, choć nie tak, żeby się urazić. No, a przynajmniej nie za bardzo, bo czym byłby wtedy sarkazm?
Blaise wkońcu pogodził się Theodor'em. Nawet kupił mu czerwone róże. Dużo czerwonych róż.
Wszedł do biblioteki. Znalazł ją podczas odbywania kary. Najbardziej zaciekawiły go książki, mówiące o animagii i - co zszokowało go najbardziej - o eliksirach. Odkąd Aaron pomaga mu w nauce bardzo je polubił, pomimo tego, że czasem wysadza kociołek w powietrze albo mikstura zaczyna niebezpieczne bulgotać, bądź przybiera inny kolor niż powinien.

Chciał nauczyć się animagii. Nie wiedział dokońca dlaczego... Tak po prostu. Bezwiednie zaczął bawić się wisiorkiem, należącym do jego matki. Zawsze chował go pod koszulką, ponieważ czuł, że tak trzeba. Kolejna rzecz, której nie potrafił wytłumaczyć. Wyciągnął jedną z pozycji i usiadł w miękkim fotelu. Zagłębił się w lekturze, nawet nie czując, że zasypia.

***

- Gdzie on się znowu schował...? - zapytał Riddle, po czterogodzinnym szukaniu chłopaka. - Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć.
- Spokojnie, Tom. Nadal jest we dworze.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Sam mówiłeś, że osłony go nie przepuszczą.
- No fakt... - odparł zrezygnowany.
- Tom, czy ty się o niego martwisz? - zapytał Aaron.
- Nie, ja po prostu...
- Znalazłam go - powiedziała Estrella, wchodząc do pokoju.
- Gdzie...
- W bibliotece... Tam na samej górze.
- Jak on tam wszedł?
- Miał na sobie naszyjnik Lily - powiedziała ostrożnie.
- Uh... A skąd?
- Nie wiem...?
- Dobra, idę do niego...
- Nie zdziw się tym co tam zobaczysz~ - zaśpiewała Estrella i wyszła z pomieszczenia.

***

Tom wszedł do biblioteki. Harry spał w fotelu z książką na kolanach. Wziął ją do ręki. „Podstawy Animagii”. Nawet się nie zdziwił. Puścił podręcznik. Wiedział, że sam odleci na swoje miejsce.
- Co by tu z tobą zrobić, hm...? - wymruczał. Po chwili wyczarował niewidzialne nosze i przelewitował na nie chłopaka. Ruszył do wyjścia, a one 'poleciały' za nim.

***

Obudził się i spojrzał na okno

Chwila. Na okno? Przecież w bibliotece nie ma okien naprzeciwko foteli.

Rozejrzał się uważnie po pokoju. Nie pamiętał, żeby tu przychodził. Gwiazdy migotały na niebie. Usiadł na parapecie. Wiedział, że nie zaśnie po całym dniu. Odnalazł na niebie Syriusza. Zawsze świecił najmocniej.
- Kiedyś cię stamtąd wyciągnę... - obiecał, patrząc na gwiazdę.

~~~~~~~~~~
Uh... Nie wiem, co mam powiedzieć. Rozdział pojawił się po trzech tygodniach. I to dosyć krótki. Przepraszam. Kompletnie nie miałam na niego pomysłu. Jeszcze egzaminy próbne i ten stres. Huuuu *+*
Jedna dobra rzecz przynajmniej wydarzyła się w tamtym tygodniu, bo Chichi nie wyjechała. Na szczęście. Jeżeli kiedyś to przeczyta, to ten rozdział jest dla niej. Trzymaj, mała XD
~Yuu

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 12 (SŻ)

Jestem z kolejnym rozdziałem! Nie za bardzo wiem, co napisać, więc tylko zapraszam do czytania.

~Yuu

~~~~~~~~~~~
Rozdział 12

- A temu, co? - Severus uniósł brew.
- Nie wiem. To ja powinnam o to spytać. Poznałam go jakieś czterdzieści minut temu...
- Co tu się dzieje? I dlaczego Cris wygląda, jakby zaraz miał zemdleć? Co mu zrobiliście?
- No, właśnie... Nic mu nie zrobiliśmy - Tom uniósł brew.
- Tak, bo każdy normalny człowiek piszczy i blednie, kiedy NIC mu się nie dzieje, prawda?
Harry spojrzał na niego i zdecydował się na taktyczny odwrót.

***

I po co tak piszczałeś?

Ale... To Korea, no! Po prostu...

Dobra, teraz to nieważne. Idź do tego wyjścia. Powoli... Krok za krokiem, żeby cię nie zauważyli.

Znając moje szczęście i tak mnie zatrzymają.

Dlaczego tak nie wierzysz w siebie?

Hm... Pomyślmy. Bo... Nie, nie mogę. Nie pomyślę tego teraz, bo się rozpłaczę.

Dobra. Teraz powoli... Otwórz drzwi. I brawo! Wyszedłeś! Teraz zamknij drzwi.

O kurwa! Kto tu postawił tę, jebaną, doniczkę?!

Biegnij, gamoniu!

***

W czasie, kiedy Harry powoli wycofywał się do drzwi dorośli, dalej się kłócili. O ile można nazwać do kłótnią. Tylko taka szybka, nic nie znacząca wymiana zdań. Na czym to ja... A! Więc dorośli dalej rozmawiali, kiedy usłyszeli huk, a potem słowa:
- Kurwa, kto tu postawił tę, jebaną, doniczkę?! - a potem stukot butów o posadzkę, jakby ten ktoś biegł. Estrella zrobiła głupią minę.
- Czy to nie jest przypadkiem ta sama doniczka, o którą cały czas potykała się Lily?
Severus pokiwał w zdziwieniu głową.
- Ta sama. I te same słowa... Myślałem, że nikt już na nią nie wejdzie, bo tylko Lily jej nie zauważała. A ona jest wielka!
- Skoro już się tak nadziwiliście, może lepiej odnajdziecie teraz Cris'a, co? Nie wiadomo, co może mu strzelić do głowy, a miał bardzo dużo czasu, żeby wcześniej pochodzić po domu i znaleźć jakąś kryjówkę.

***

Biegł przed siebie, kiedy nagle na coś wpadł. Tym czymś okazał się Draco Malfoy.

Tylko, dlaczego patrzy na mnie z góry? Twarda ta podłoga, trochę... Chwila. Podłoga?

Blondyn od razu wyciągnął w jego stronę dłoń. Harry złapał ją i usłyszał kroki.
- Muszę się gdzieś schować - wyszeptał rozgorączkowany.
- Co...?
- Nie mam teraz czasu - Draco pokiwał głową i dalej trzymając rękę Harry'ego, pobiegł przez labirynt korytarzy, by w końcu zatrzymać się przed ogromnymi drzwiami. Niebieskooki popchnął je i wszedł do pomieszczenia. Harry szybko podążył za nim. Nie zrobił dwóch kroków, kiedy się zatrzymał.

Pięknie...

To miejsce świeciło własnym blaskiem. Pod nim była trawa... Złota trawa. Nigdy czegoś takiego nie widział. Staw był jedynym ciemnym kolorem. Wyglądał jak wielka plama atramentu, na tle tego wszystkiego. Nad stawem stało wielkie rozłożyste drzewo. Z jednej z gałęzi zwisały dwie huśtawki.

- C-co to za miejsce...? - blondyn już zajmował miejsce na jednej z nich.
- Hm... Nie dokońca wiem... Myślę, że to jakiś magiczny ogród. Kiedyś go znalazłem i nie zmienił się od tamtego czasu.
- Tu jest pięknie...
- Prawda?

***

- Gdzież on jest? - szukali go już od ponad dwóch godzin.
- Skąd mam wiedzieć? To nie ja jestem jasnowidzem.
- Argh. To tak nie działa. Przecież wiesz. O, Merlinie... - złapała się za głowę. - Już... Już nie musimy go szukać. Myślę, że może tam zostać.
- Gdzie?
- Ogród...
Severus rozszerzył oczy w zdziwieniu i pokiwał głową.

***

Siedzieli tam nie zwracając uwagi na upływ czasu. Harry leżał na trawie, a Draco dalej siedział na huśtawce.

Tu jest tak miło. Mógłbym zostać tu na zawsze. Mmm...

~~~~~~~~~~~
Rozdział krótki. Przepraszam, nie mam ostatnio weny, żeby pisać. To znaczy... Mam zarys całej historii, ale ubrać ją w słowa jest już trochę ciężej. Mam nadzieję, że wam się tu podoba. O ile, ktoś w ogóle tutaj zagląda. Zostawiajcie komentarze! Prooooszę c:

Nara!
~Yuu

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 11 (SŻ)

Hej!
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam notki.
Ree, muszę Ci podziękować, za skopanie mojego ego. Dlatego chcę dedykować ten rozdział, zgadnij komu!

~~~~~~~~~~~
Rozdział 11

Estrella... Verde... Hm... O kur...

- Oh, nie patrz tak na mnie. Wiedziałeś, że żyję. Albo i nie. Ale chciałeś mnie szukać... Tom by ci powiedział... Prawda, Tom?
- Taak. Jassne. Bo ja nie mam nic lepszego do roboty.
- Aish! Nie mów tak! Jakby cię poprosił, to byś mu pomógł - widząc minę Riddle'a, dodała - Nie pomógłbyś, bo jesteś...
- Ekhem... Ja dalej tu jestem... I mam karę. I muszę iść posprzątać. Tam. No.

I chcę wziąć tę skrzynię, bo Malfoy cały  tydzień nie odstępował mnie na krok...

- Od kiedy, ty się tak palisz do pracy, co? - zapytał Riddle, unosząc jedną brew.
- Od zawsze - mruknął.
- Co ty tam mówisz?
- Nic. Mówiłem ci już, że słyszysz głosy.
- Argh... Ja. Stąd. Wychodzę. Spotkania różne i te sprawy. Nie będę wam przeszkadzał... Czy coś.

Jak powiedział tak zrobił i chwilę potem go nie było. Zapanowała niezręczna cisza, którą o dziwo przerwał Harry.
- Słyszałem... Um... To znaczy przeczytałem... Że masz coś dla mnie... To znaczy jakąś informację... czy coś w tym rodzaju...
- Mam.
- A powiesz mi?
- Nie - kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Nie...? - spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie.
- Powiesz mi chociaż dlaczego?
- Tak - widząc minę chłopaka, dodała. - Musimy odnaleźć resztę. O ile z odnalezieniem Severus'a nie będzie problemu, to z bliźniakami już tak. Kto wie, co im mogło przyjść do głowy...
Nagle ktoś zapukał drzwi. Weszła przez nie postać w czarnej szacie.
- Mówiłam, że nie będzie problemu?
Harry spojrzał na Estrellę. Jego mama miała rację. Może nie brzmiało to jak przepowiednia, ale nie wiedziała, że Snape jest w budynku. Bo niby skąd.
- Ta... - wymruczał tylko. Spojrzał teraz na swojego profesora. Pierwszy raz widział go bez maski obojętności. W sumie pierwszy raz widział, żeby komuś aż tak rozszerzyły się oczy. Severus stał w bezruchu. Chłopak myślał, że w ogóle przestał oddychać.

***

Szedłem do gabinetu Czarnego Pana. Ciekawe czego chciał. Prawie nigdy nie wzywał nas do swojego gabinetu, chyba że chciał czegoś bardzo ważnego. Zapukałem do drzwi. Powiedział, żebym wszedł, gdy nie będzie się odzywał, bo ma jakieś spotkanie i może się spóźnić. Tylko, że Lord Voldemort, nigdy się nie sp... Dobry Merlinie, chyba mam problemy ze wzrokiem, bo widzę Estrellę. Tych oczu nie da się pomylić z żadnymi innymi, a oczu przyjaciółki, to już w ogóle. Wpatrywałem się w nią szeroko otwartymi oczami. Przecież ona... Poczułem jak coś się we mnie wtula. A raczej ktoś. Pewnie się zagapiłem i nie zauważyłem, kiedy podeszła. Moje ramię zaczęło powoli robić się mokre. No tak... Zawsze płakała, gdy widziała nas po dłuższej przerwie. Dłuższej... Tak. Najdłuższa przerwa trwała ledwie tydzień. Ta jednak.... Nie widziałem jej prawie szesnaście lat. Od śmierci Lily.
- S-severusie... - wyłkała. - Severusie... Tak bardzo tęskniłam. P-przep-raszam... Tak bardzo przepraszam, że zostawiłam was z tym wszystkim. Tylko, że ja... Ja widziałam jej śmie-śmierć... W wizji.
- Ci~ wyszeptałem jej we włosy. Ok, byłem trochę zły. Kto zostawia przyjaciół po śmierci jednego z nich. Chociaż bliźniaki zrobiły to samo. Też uciekli. Przynajmniej się pożegnali. Niemniej jednak stałem się, chyba jeszcze bardziej zgorzkniały i sarkastyczny niż byłem w szkole. Tylko, dlaczego ona ciągle płacze? Tak, jestem niemiły. To życie mnie tego nauczyło. Te szesnaście lat bardzo mnie zmieniło.

***

Czułam, że coś się w nim zmieniło. Zawsze, kiedy się do niego przytulałam, odwzajemniał się tym samym. Teraz jak gdyby stał i... W sumie tylko stał. Co się z tobą stało Severusie? Gdybym wiedziała wcześniej, może bym nie wyjechała. Moje wizje jednak nigdy nie pokazują wszystkiego. Tak jak tego, gdzie są teraz bliźniaki. Jedno wiem napewno. Żyją. Tyle narazie mi wystarczy. Wracając do chwili obecnej. Wiem, że moje tłumaczenia są bezsensu, ale ja nie mogłam... Tak po prostu... Mniejsza z tym... Łzy płynęły mi nieprzerwanie. Łzy szczęścia i smutku jednocześnie. Jak ja za nim tęskniłam. Kochałam te rozmowy z nim. Najlepiej z nich wszystkich mnie rozumiał, dawał dobre rady. Nie obchodziło go to, że byłam Puchonką. Chociaż nie. Nie obchodziło go, z którego domu jest każdy z nas. Po prostu przyjaźń.

***

Patrzył na nich.

Ciekawe ile się nie widzieli? Chociaż, sądząc po tym jak Estrella przepraszała... „Widziałam jej śmierć...” Czyli mogła odejść szesnaście lat temu...?

- Ekhem... Estrella. Estrella, proszę uspokój się... Cris... Cris nie powinien cię takiej widzieć, prawda...? Chodź trzeba mu powie...
- Nie - jej głos nawet nie zadrgał. Nic nie wskazywało na to, że przed chwilą płakała. - Musimy znaleźć...
- Kri i Michael'a? - skinęła głową.
- Wiesz, gdzie oni są?
- Nie do końca...
- Jak to... 'Nie do końca'? Sev, to w...
- Wiem, że to ważne. Po prostu nie podali mi dokładnego adresu, ok? Oni też woleli zostawić to wszystko w cholerę i wyjechać.
- Wyjechali...?
- No tak. Myślałaś, że każdy zostanie na miejscu, po tamtym wydarzeniu? Oni po prostu nie mogli patrzeć, na to miasto normalnie, wszędzie ją widzieli...
- A ty?
- Co, ja?
- Dlaczego? Dlaczego nie wyjechałeś?
- Nie mogłem tak po prostu wszystkiego porzucić. W przeciwieństwie do niektórych.
- Wiesz dobrze, że...
- Nie chcę tego słuchać. Ja jako jedyny tu zostałem, podczas, kiedy wy... Wy, zostawiliście... Bo nie dalibyście rady... Może gdybyście tu byli, Cristopher miałby inne dzieciństwo.
- Skoro o mnie mowa... - wtrącił Harry, wiedząc, że kłótnia zbliża się wielkimi krokami. - Co masz na myśli, mówiąc inne dzieciństwo?
Snape wkońcu oderwał wzrok od Verde. Pomyślał, że mógłby ugryźć się w język, zanim zaczął wyrzucać z siebie swoje żale.
- Nic.
- Ale...
- Może kiedyś się dowiesz.

Stary Snape powrócił!

- Dlaczego nie teraz?
- Bo nie ma teraz na to czasu.
- A na bezsensowne kłótnie jest?
- Nie.
- To dlaczego...
- Przestańcie już - Estrella wtrąciła zniecierpliwiona. - Mamy inne problemy, niż to... To co działo się kiedyś? Severusie, co dokładnie miałeś na myśli, mówiąc o bliźniakach?
- Są gdzieś w Korei... Nie wiem, co ich tam pociągnęło.
- Może to, że jest tam daleko. Korea jest wielka. Zanim ją przeszukamy...
- Estrella. Pamiętasz te medaliony...
- Te, które Lily dla nas zrobiła, żebyśmy wiedzieli, gdzie jesteśmy? Tak. A co?
- Może dalej je noszą...
Harry w tym momencie wydał bardzo niemęski okrzyk. Dorośli spojrzeli na niego.
- Co znowu? Czy to za daleko dla...
- Severusie, cicho. Co się stało, Cris?
- KOREI?! O MERLINIE! ZAWSZE. KOREA. O MÓJ BOŻE. JAK TO MOŻLIWE.
- A temu, co? - Severus uniósł brew.
- Nie wiem. To ja powinnam o to spytać. Poznałam go jakieś czterdzieści minut temu...

~~~~~~~~~~~
Rozdział spóźniony okropnie. *Klęka* Przepraszam i błagam o wybaczenie! *robi smutną minę* Po prostu... Przyjaciółka się wyprowadza i zostało nam naprawdę mało czasu.
Przepraszam jeszcze raz *przygotowuje twarz na zgniłe owoce i warzywa* Możecie mnie nimi obrzucić. Naprawdę zasługuję taką karę.

~Yuu

sobota, 31 października 2015

Rozdział 10 (SŻ)

Zapraszam na nowy rozdział. Komentujcie, komentarze karmią Fazę!

~~~~~~~~~~
Rozdział 10

O... Och... Mama. Coś dla mnie tu zostawiła? W dworze Malfoy'ów. Malfoy Manor. Łał. Czy coś jeszcze? I o co chodzi z informacjami? Dzięki mamo... Po prostu... Jest zaje...

Uważa...

BUM!

- H-hej, Cris...? Nic ci się nie stało?

Co tu robi Theo? Miał jechać do domu po imprezie. Minął już od niej jakiś tydzień. Nie rozumiem.

- Nie, nic mi nie jest - podniósł się z podłogi.

Łał. Ten to ma zamach, normalnie zwalił mnie z nóg. Dosłownie.

Spojrzał mu w oczy. Były lekko zapuchnięte, jakby chłopak płakał... Długo. Zresztą jego skóra była jeszcze bledsza. Ciemne worki dopełniały obrazu czystej rozpaczy. Albo depresji. Jak kto woli.
- Hej, Theo... - powiedział delikatnie. - Co się stało?
- B-bo... Bo Bla... Blaise - tutaj chłopakowi pociekły łzy. - Blaise chce odpoczynku... I-i on... - czkawka i szloch to nie najlepsze połączenie.

Jeżeli zaraz się nie uspokoi, to się udusi.

- Theo - powiedział stanowczo. Położył mu dłonie na ramionach. - Theo to twój pokój? - czymś musi odciągnąć jego uwagę.
- T-tak
- Chodź... Tam mi wszystko opowiesz, ok?
Theodor pokiwał powoli głową i wszedł do pomieszczenia, z którego przed chwilą wyszedł. Harry na własnej skórze przekonał się, że drzwi są twarde. Pokój był przytulny. Ściany pomalowano na pomarańczowo, a sufit zaczarowano jak w hogwarckiej Wielkiej Sali. To znaczy prawie. Ten przedstawiał tylko szare niebo i padający deszcz. Zielonooki wiedział, że na dworze jest piękna pogoda, bo właśnie wracał z ogrodu. Na środku pokoju stało łóżko, a w odstępach mniej więcej metrowych po obu jego stronach były okna. Po prawej umieszczono szafkę nocną. Brunet przeszedł przez dziurę w ścianie. Wyglądała jakby ktoś specjalnie nie wstawił tu drzwi. Potter szybko nadrobił stracony czas i ruszył za chłopakiem. Okazało się, że do salonu. Przed kominkiem stała sofa i dwa fotele. W rogu umieszczono biblioteczkę. Miała więcej książek od tej jego. I w ogóle była jakaś większa. No dobra była dużo większą, zajmowała całą ścianę. Zajął miejsce obok chłopaka. Siedzieli chwilę w ciszy.
- Theo... Powiesz mi o co chodzi?
Brunet kiwnął niepewnie.
- B-bo to wszystko moja wina! - Harry wyczarował dwie szklanki z wodą. Jedną dla siebie, żeby zająć czymś ręce, drugą dla chłopaka obok, miała pełnić rolę odwrócenia uwagi, gdyby znowu zachciało mu się płakać... Czy coś w tym stylu. - Gdybym wtedy nie zachował się jak dzieciak wszystko byłoby ok!
- Czekaj, czekaj. Od początku... Spokojnie... Mamy czas.

Dlaczego czuję się jak pieprzony terapeuta?

- Mhm... - zastanowił się chwilę. - Zaczęło się wtedy, kiedy jak mu tam... Aaron zakrył oczy B-blaise'a. Był strasznie blisko niego. Myślę, że za blisko, ale Blaise uważa, że wcale nie. Ja... Ja chyba źle to zinterpretowałem... To znaczy... Po prostu nie mogłem tego wytrzymać. Tak strasznie byłem zły. Wiesz... Bo Blaise zmienia partnerów jak rękawiczki. A... Ale to... To między nami... Trwa już jakieś pół roku - rozpłakał się. Czarnowłosy wcisnął mu w rękę wodę i nakazał pić. - I... I on mi wtedy powiedział, żebym przestał się tak zachowywać... Żebym przestał być zazdrosny. Tylko... Tylko, że ja go kocham. Nie wiem, czy on mnie, ale ja go bardzo. Nie chcę go stracić. Ja nie wiem co... C-co zrobię... Gdy zer... Kiedy to się zakończy. Wiem, że to się kiedyś stanie... Ale nie teraz. To... To zbyt straszne... Nie powiedział tego dosłownie, ale zrozumiałem, że potrzebuje przerwy... A jeśli to będzie koniec...? - rozryczał się zupełnie. Harry nie za bardzo wiedział co robić. Był dobrym słuchaczem, ale jeszcze nigdy nikogo nie pocieszał. Przysunął się do niego i przytulił niezręcznie i zaczął mówić jakieś słowa pocieszenia.
- Cześć, Theo... O Cris... Cześć - ktoś wszedł do pokoju, a Potter odsunął się, by spojrzeć kto to.
- Hej, Draco.
- Ja... Już nic... Pa! - wybiegł z pokoju.

Dziwny człowiek ten Draco Malfoy.

***

Jak... Jak to... Cris i Theo... Jak to... Przecież Theo kochał Blaise'a... Nie. To nie możliwe. Po prostu nie. Theodor nigdy nie zdradziłby swojego chłopaka. Cris. Cris nie mógłby popsuć ich związku. Mówił mi ostatnio, że ładna z nich para, że miło by było, gdyby się nie rozstawali. Ja, głupi w to wierzyłem. Zakochałem się. Pierwszy raz się zakochałem. W kimś kogo nienawidziłem przez pięć lat. Najchętniej teraz bym się gdzieś schował. Najlepiej w ogrodzie, tam nikt mnie nie znajdzie.

***

- Cris... - Theodor uśmiechnął się lekko. Wyglądał trochę jak szaleniec, bo na policzkach wciąż miał ślady zaschniętych łez.
- Hm...? - odwrócił się w jego stronę.
- Draco, chyba się w tobie zakochał - spojrzał na niego wielkimi brązowymi oczami.
- C-co? Nie... No coś ty. On we mnie?
- Znam go od dzieciństwa.
- Ale...
- Cris. Nie wybiegłby tak szybko, gdyby coś się nie stało, prawda?
- Może sobie o czymś przypomniał i... - Theo pokręcił głową. - To niemożliwe... Ja... On... My nie możemy... To po prostu... Niebezpieczne. Nie teraz. Ja... Muszę pobyć chwilę sam. Przepraszam, Theo...
- Nie, jest ok. I tak chciałem zafiuukać do Blaise'a.

***

Jak to się mogło stać? Nie dawałem mu przecież żadnych sygnałów. Ani nic. Ja go nie kocham. Chociaż nie wiem. Nie wiem co czuję... To takie... frustrujące.

Wszedł do swojego pokoju i usiadł na parapecie. To to samo okno, z którego pierwszy raz zobaczył Draco. Ogród był piękny, jak zawsze zresztą. Blond czupryna. Draco Malfoy siedział na drzewie. Dosyć wysoko. Otworzył okno i...
- Tylko nie spadnij! - wykrzyknął do chłopaka. Blondyn odwrócił głowę w jego stronę i uśmiechnął się lekko.
- Oj tam!
- Jak spadniesz to dopiero będzie „oj tam”!
- Oh, bo pomyślę, że się o mnie martwisz, Riddle!
- Tak sobie mów, Malfoy!
Nagle Draco zrobił dziwną minę i czym prędzej zszedł z drzewa. Chwilę patrzył jeszcze w stronę Harry'ego, a następnie szybkim krokiem ruszył do domu.
- Nie lepiej było po prostu tam zejść? - usłyszał cichy głos za sobą. Podskoczył prawie wypadając za okno, po czym odwrócił się i spojrzał prosto w oczy Riddle'a.
- To... Nie. Nie było lepiej. Nie chciało mi się. Naprawdę - uśmiechnął się.
- Tak. Mniejsza z tym. Nie po to tu jestem. Ktoś chciałby się z tobą widzieć - Harry zrobił dziwną minę. Ciekawe kto chce go widzieć. A szczególnie, kto chce widzieć jego jako nowego jego, skoro nikt o przemianie nie wiedział, oprócz kilku osób.
- Kto...
- Nie teraz. Chodź. Musisz się z nią zobaczyć.
Z nią. Hm...

***

Weszli do gabinetu Riddle'a. Harry podszedł do jednego z foteli i usiadł na nim. W drugim siedziała czarnowłosa kobieta z niebieskimi oczami. Ubrana była w białą letnią sukienkę.
- Witaj, Cristopher. Długo czekałam na to spotkanie. Kim jestem? - zapytała, kiedy Harry chciał zadać pytanie. - Estrella Verde. Mam ci coś do przekazania. Wiesz o tym, mam rację? - uśmiechnęła się. Zapowiada się bardzo długa rozmowa.

~~~~~~~~~~~
Rozdział krótszy niż zwykle...Przepraszam. Nie miałam głowy do pisania, bo tata miał w środę wypadek... Na szczęście nic się nie stało z jego zdrowiem, tylko samochód już chyba do niczego się nie nada. Cały przód rozwalony, mówię wam: masakra.
Myślałam, że notka w ogóle w tym tygodniu się nie pojawi, ale zebrałam się w sobie i ją napisałam.
Proszę o zostawianie znaku życia, że tu byliście, bo to naprawdę bardzo pomaga.
Do następnego
~Yuu

czwartek, 29 października 2015

To jest właśnie, będzie coś mądrego (collab. z Kim Naree)

Jest to efekt głupawki, mojej i Naree, podczas imprezy urodzinowej. Najlepsza impreza 4ever... I ta Creepy Lalka...
Dobra mamy shota.

~Yuu
Shota można znaleźć też na blogu Naree <klik>

~~~~~~~~~~~~~
Autor: Yukio „Yuu” Shinigami, Kim Naree
Gatunek: komedia
Pairing: OnChicken, 2Min, Jongkey i wszystko co możliwe

Tytuł:   To jest właśnie, będzie coś mądrego     

- Kim! Him! Chan!
- Nie rozumiem. Możesz powtórzyć?
- Kim! Him! Chan!
Nie rozumiem. Możesz powtórzyć?
- DUPA!
- Przestań znęcać się nad tym „google”... - powiedział Minho.
- Ale... Minho... KURCZAKI!
- Jakie... Onew znowu zaczynasz? Co na to Dara noona?
- Zostawiłem ją.
- Co?! - Minho upuścił szklankę.
- Kurczaki były ze mną 24 lata, Sandara tylko pół roku.
- Ale...
- Żadne 'ale', po prostu... KOCHAM KURCZAKI... Wy mnie wogóle nie rozumiecie!
- Onew uspokój się...
- Minho gdzie jest mleko bananowe?
- Dlaczego KURCZAKI? DLACZEGO... KURCZAKI?
- Ale... mleko bananowe?
- Żadne mleko... Tylko KURCZAKI!
- Hej, ma ktoś pożyczyć kasę? Dużo kasy? - do kuchni wszedł Kris. Nie żeby ktoś go wpuszczał. EXO lubili przychodzić bez ostrzeżenia.
- Na chuj ci kasa? - zdziwił się Jonghyun.
- Wyjątkowo nie dla mnie. Nowa kolekcja Gucci'ego, a Tao nie stać, więc ryczy w pokoju.
- KURCZAKI, CZEMUŻ WY JESTEŚCIE KURCZAKAMI?
- Ktoś powiedział 'Gucci'? - zapytał Key, wbiegając do kuchni.
- I co ty głupi Chinolu zrobiłeś? - jęknął Dino.
- Jongie, kochanie, słyszałeś?
- WY NIETOLERANCYJNI, KURCZĘ LUDZIE!!!
- Co? - powiedzieli chórem wszyscy.
- Już nic! - po czym Onew wybiegł z płaczem, pocieszyć się kurczami.
- A jemu co znowu?
- Kurczaki...
Do kuchni wbiegli Kaisoo i HunHan kłócąc się o wyższość kajdanek nad sznurami.
- Yehet! Ohorat!
- Sehunnie, ciszej kochanie... Wiemy, że nie umiesz mówić po angielsku, darling...
- Bita śmietana z bitą śmietaną!
- Dobrze kochanie... - Luhan się poddał.
- Kyungie, bolało jak spadłeś z nieba?
- Kai, błagam...
- Ale misiek...
- Nie. 
Nagle wchodzą Baekyeole.
- Baek jestem głodny...
- A co byś zjadł?
- Bekon... - to powiedziawszy zmierzył biednego Baekhyun'a wygłodniałym spojrzeniem. - Misiu, wyglądasz smakowicie...
- Jezu - burknął zniesmaczony Taemin, wbijając słomkę w kartonik. Minho w tym czasie rozbierał go wzrokiem.
- Wsadziłbym ci - mruknął.
- CO?!
- Słomkę w mleko bananowe.
- Mam pomysł! - Onew wpadł do kuchni z kurczakiem w ręce. - Obejrzyjmy „Ring”.
- Cooo...! - pisnął Kyungsoo.
- Tak! - krzyknął Kai w tym samym czasie.

D***

Po filmie zadzwonił telefon D.O.
- Nie...! To na pewno ta dziewczynka!
- Spokojnie Dyo - Kai wziął telefon swojego chłopaka. - Halo?
- Dzień dobry. Czy mam przyjemność rozmawiać z przyjacielem pana Do Kyungsoo?
- Tak, czy coś się stało?
- Pan Do jest podejrzany o kradzież 6 kilogramów ziemniaków...
- Przepraszam, co...? Misiu, ukradłeś dzisiaj jakieś ziemniaki?
- ... jest poszukiwany na terenie całej Korei...
- Ale...
- Jeżeli się z panen skontaktuje, proszę o informacje.
- Tak, proszę bardzo...
- Kai...
- Czekaj Kyungie...
- Do widzenia i miłej nocy życzą... Werbelek proszę... Dududududum... Chen i Xiumin!
- CO?!
- Narazie, Kai!
Słychać było jeszcze tupot stóp na korytarzu, na górze. Po chwili Kai, zrywając się z miejsca, krzyknął:
- No ja ich zabiję, za straszenie mojego Dyo-misia! - i już go nie było.

D***

- Chanyeol! Chanyeol obudź się! - szeptał gorączkowo Baek. - Chanyeol! Chanyeol telewizor się sam włączył... Chanyeol... Chanyeol!
- Baek... błagam... nie buuuuuudź mnie! Baek... - przerwał mu głośny pisk.
- Chanyeol... AAA! Telewizor, telefon! Tefelon, tewelizor!
Na ekranie pojawiło się coś, czego się nie spodziewali.
Coś straszniejszego niż najstraszniejszy horror.
Coś, co wywołało ich głośny wrzask.
Key bez makijażu.
- AAAAA!!!
- Gratuluję! Przeszliście drugi etap „Wkręceni przez XiuChen”! Rywalizujecie z Kaisoo! - wydarł się Minseok wbiegając do pokoju z dzikim wrzaskiem.
Chanyeol zachichotał, za to Baek złapał swoją śmiertelną broń... Eyeliner. Xiumin wybiegł z jeszcze głośniejszym krzykiem.

D***

Minho siedział w rogu pokoju i czytał ksiązkę. Nagle Minnie obudził się z głośnym krzykiem. Minho podniósł głowe, a grzywka zasłoniła mu oczy. Taemin krzyknął jeszcze głośniej:
- AAA! Zostaw mnie, zostaw mnie! Zostaw mnie! - robiąc karate jastrzębia.
Do pokoju wszedł Chen.
- Taemin... Zamknij się. Ludzie spać nie mogą.
- Ale ONA tam siedzi, Chen!
- Tak, twoja „dziewczyna”, Minho, siedzi tam i czyta książkę.
- To jest SAMARA!
- Nie to Minho. Zamknij się i idź spać. Dobra idę, chyba Xiumin mnie woła... Branoc.
-...
- Minho...
- Co? - powiedział Żabol mrocznym jak Samara głosem.
- Co ty tam robisz?
- Dzwonię do ludzi, bo muszę ich zabić... - powiedział ironicznie.
- Minho, nie strasz mnie...
- Teraz ciebie też muszę zabić...
-...
-...
- Minho?
- Tak?
- Czemu Jongdae u nas śpi?
- Nie wiem, kocha... CZEKAJ, ON U NAS ŚPI?!

D***

- Kurczaki, kurczaki, kurczaki... Powstańcie!
Jeden z nich nagle przemówił:
- Onew pobierzmy się błagam... Nie czujesz mięty, khym khym, kurczaka?
- Oczywiście, że tak. Czy ja mogę cię pocałować?
- Tak, bierz mnie Onew!
Kiedy chłopak przybliżał swoją twarz do bliżej nieokreślonej części kurczaka coś zaświeciło, pyknęło, a kurczak znowu leżał na blacie. 
- Co...?
- Mamy cię, Onew! - wykrzyknął Minseok z aparatem w dłoni.

D***

- Boże, mam ich tak bardzo po uszy - jęknął Kibum, patrząc na snujących się po backstage'u Xiumina i Chena.
- Oj tam, kocie. To nawet zabawne jest.
- ZABAWNE?! To my jesteśmy następni na liście ofiar. Tuż przed koncertem SM?
- Wyluzuj Bummie... Co?!
- O co chodzi?
- Dostałem wiadomość! Od prezesa. Chce się ze mną widzieć.
- Jongie, to może być podstęp...
- Nie no coś ty! Od prezesa...

Później

- Panie prezesie, już jestem!
- Witaj, Jonghyun - w zasięgu jego wzroku pojawił się staruszek trzymający w ręce nożyczki.
- AAA! „NAJŚCIE”! - wrzasnął Key, cofając się. Jonghyun parsknął śmiechem.
- High-five, chłopaki. To było mocne.
- Starałem się - zachichotał Chen. Staruszek, czyli Xiumin, zachichotał.
- No jakimś cudem dałem radę.
- AAAA! UCIEKAJCIE! AAAAAAA! ON MA NOŻYCZKI!!!
- Dzięki chłopaki - jego przyjaciel przybił mu piątkę ze słodkim uśmiechem.
- NIENAWIDZĘ WAS!!!

D***

JongKey, Onchicken, 2Min, Baekyeol, Kaisoo i HunHan siedzieli przy wielkim okrągłym stole.
- Wkręćmy ich, że mają nożyczkofobię.
- Ale nazwijmy to jakoś tak... Po łacinie! Włączę 'google tłumacz'... „Brancchiofobia”.
- Tak, ale co zrobimy?
- Mam inny pomysł!
Spojrzenia wszystkich spoczęły na rozradowanym Luhanie.
- Wrzucimy ich do beczki z kwasem? - zainteresował się Chanyeol.
- Nie. Sprawimy, że będą zajęci czymś innym niż nami.
- ????!!!
- Sobą - szepnął złowieszczo jelonek. Zapadła cisza.
- To genialne, kocham cię! - ucieszył się Sehun.
- Napiszemy listy! - podskoczył Key. - Niby od prezesa. Sesja do magazynu. Xiu będzie musiał ubrać się w coś super sexy.
- Ale skąd weźmiemy taki strój? -  Lu przygryzł wargę.
- Coś się znajdzie...

D***

/Na dachu jakiegoś budynku w Korei/

- Czy wszyscy są gotowi? - zapytał cicho Lu. 
- Tak. 
Zobaczyli wchodzących na dach Xiu  i Chena - obydwoje z innych stron. Cała „Ekipa Zemsty” w mgnieniu oka schowała się za balustradą. Wszyscy byli na górze, więc parka nie miała szans ich zobaczyć. Xiumin był ubrany w czarne skórzane spodnie i białą bokserkę, a Chen na odwrót. Spojrzeli po sobie i zdrętwieli. 
- Nie! - krzyknęli we dwoje. Już wiedzieli, że ich mini-psikusy nie spodobały się reszcie. 
Taorisom nic nie zrobili, ale że nie mieli nic do roboty pykali zdjęcia i nagrywali filmy. 
Lulu uśmiechnął się słodko-strasznie. Oj... Żartownisie nie wiedzieli co się święci.
Zauważyli jak Chen i Xiu w akcie desperacji próbowali uciec lecz Chanyeol i Minho skutecznie im to uniemożliwili. Reszta w tym czasie podniosła się z klęczek. Powoli schodzili po schodach. Minseok wydarł się przeraźliwie. Chen stał i patrzył z obojętną miną na „Ekipę Zemsty”, przestał się już nawet wyrywać. Jedyne co go zdziwiło to to, że ofiary ich wcześniejszych żartów mają na sobie płaszcze przeciwdeszczowe. 
- Yehet! Ohorat! - wykrzyknął Sehun, a Luhan zrobił facepalma. - START! 
W stronę chłopaków wyleciało coś niezidentyfikowanej masy. Nie wiedzieli co, bo zamknęli oczy. Po chwili Xiu oblizał usta, ale zamiast ich zwykłego smaku poczuł słodycz bitej śmietany i czekolady, i truskawki... To były... 
- TORTY! - wykrzyknął, a Chen otworzył oczy. Hm... W takim razie to już nie jest „Ekipa Zemsty” lecz „Kraina Słodkości”. Na czym to ja... „Kraina Słodkości” leżała na podłodze, zwijając się ze śmiechu. Po chwili wszyscy byli w słodkiej mazi. 
- Moje...! Moje spodnie są całe ubabrane! Kto je teraz zaniesie do pralni?! - „Kraina Słodkości” roześmiała się jeszcze bardziej. - Wy niewychowańce jedne, chamy głupie! - krzyczał histerycznie Xiumin. 
- Spokojnie... - powiedział Chen, przytulając rozhisteryzowanego chłopaka do siebie. - To tylko tort przecież... No już... 
Na ten akt czułości wszyscy zrobili zgodne 'Awww' i zaczęli się rozchodzić. 
- Yah! Jongdae, puść mnie... - mruknął zakłopotany Xiu.
- Nie - zachichotał trolling dancing machine, liżąc go po policzku. 
- Co robisz?! - pisknął, usiłując się odsunąć jak najdalej.
- Masz tort na policzku... Jesteś słodziutki, Seokkie~ ❤
- A ty dziwny °-°
- Aw, nawet na ustach ci zostało. 
- Nie prób... 
Chen uśmiechnął się słodko i uciszył go słodko-słodkim (dosłownie) pocałunkiem.

- O fuj, geje! - jęknął Tao, obserwując ich zza aparatu. Zmarszczył brwi i pozwolił Krisowi cmoknąć się w nos. - Kochanie...? Gucci? - zamruczał z nadzieją.

KONIEC. 
~~~~~~~~

środa, 28 października 2015

Deszczowe ciasteczko (collab. z Kim Naree)

Hmm... Oneshot z Kim Naree, znowu napisany na Skype... Bo możemy XD
Teraz będzie to 2Min (Kim, zgadnij co mi się przypomniało przy 2Min, ale ciiii *-*)

'Deszczowe ciasteczko' możecie znaleźć na blogu Kim Naree, o tutaj ;)

~Yuu

~~~~~~~~~~
Autorzy: Yukio „Yuu” Shinigami, Kim Naree
Gatunek: Smut, komedia, drama
Pairing: 2Min poboczne: JongKey, OnChicken, Onew+Kris
Tytuł: Deszczowe ciasteczko

Ostrzeżenia: Sceny seksu, jeżeli ktoś nie lubi może ominąć, będą oznaczone: „❤❤❤”.

Zaczynajmy!
~~~~~~~~~~~

Był piękny, deszczowy dzień. Minnie właśnie wracał do domu. Lubił taką pogodę, mógł wtedy cieszyć się samotnością, bo w końcu kto normalny wychodzi w płaczące niebo? Szedł i szedł, aż wpadł na coś. A raczej na kogoś. Mężczyzna przed nim był wysoki i miał charyzmatyczny uśmiech.
Dopiero teraz poczuł, że nieznajomy patrzy na niego z góry, a on czuje coś mokrego pod tyłkiem.
- Aigoo, przepraszam! - zawołał nieznajomy i podał mu rękę, aby mógł wstać. - Nic ci nie jest?
- Jestem tylko trochę przemoczony.
- Tak bardzo cię przepraszam!
- Nie, nie, to moja wina...
- Wierzysz w przeznaczenie?
- Co...?
- Chińskie ciasteczko powiedzało mi, że będę miał piękną niespodziankę.
- Aha...
Nieznajomy zaśmiał się głośno.
- Żartowałem, młody.
Taemin zbuntował się na określenie młody. On! Młody?! Dobre sobie. Mimo to nie mógł się nie uśmiechnąć, słysząc zaraźliwy śmiech. Nagle kichnął, potem znowu.
- Chyba będziesz chory. Daleko stąd mieszkasz?
Pokiwał głową. Nieznajomy uśmiechnął się ciepło.
- W takim razie mogę zaprosić do siebie. Mam witaminę C i koc. I jakieś ubrania na przebranie
- Umm, ja cię nawet nie znam, hyung...
- Choi Minho - przedstawił się mężczyzna.
- Ugh, a skąd mam wiedzieć, że nie chcesz zrobić mi nic złego?
- Czy te oczy mogą kłamać? - zaśmiał się. Kiedy Minnie chciał odpowiedzieć, Minho powiedział:
- Nie odpowiadaj. To przeze mnie jesteś przemoczony i niedługo pewnie też przeziębiony. Mieszkam w tamtym bloku razem z przyjacielem.
Młodszy pokiwał głową i pozwolił się prowadzić krętymi uliczkami Incheon.
- Lee Taemin - wypalił w pewnym momencie Minnie.
- Bardzo miło mi cię poznać - starszy uśmiechnął się tajemniczo. Znaleźli się w klatce schodowej, przed drzwiami mieszkania.
Chory chłopak zawahał się przez chwilę. Zaraz jednak został subtelnie wepchnięty do mieszkania.
- Minho, to ty? - usłyszeli głos, chyba z kuchni.
- Mhm...
Właściciel głosu wszedł do przedpokoju.
- Wiesz, że... O, a kto to?
- To jest Lee Taemin. Przed chwilą się poznaliśmy - kuchenny chłopak zrobił dziwną minę. - Bo on przeze mnie się przeziębił...!
- Taebaby! - zawołał 'kuchenny chłopak'.
- Key umma?
- Co do... - mruknął Minho, ściągając buty.
- Co ten pacan ci zrobił, że przychodzisz do mnie chory?
- Tylko wrzucił mnie w kałużę.
- Aigoo, Minho, ten idiota...
- Ja tu jestem - westchnął Choi, po czym oparł się o ścianę.
- A teraz... Skąd wy się właściwie znacie?
- Przecież to brat Onew!
- Onew ma brata? - zapytał, a pozostała dwójka zrobiła facepalma. - Ale jak?
- Wiesz była piękna, gwiaździsta noc, a moi rodzice bardzo się kochali i...
- Tak to jest brat Onew - stwierdził Minho.
- O wiele bardziej wygadany - dodał Kibum z łagodnym uśmiechem. Taemin tylko zachichotał i pozwolił poczochrać sobie włosy.
- APSIK!
- Minnie chodź - zarządził od razu Key, a dodał cicho:
- No żeby tak małego Minniego przeziębić. Kim trzeba być, aby to zrobić? No oczywiście, że Żabolem...
Minho zmierzył współlokatora wściekłym spojrzeniem, ale w końcu poddał się i usiadł na stole.
Kibum w tym czasie wstawił wodę na herbatę, dał suche ubrania Taeminowi, kazał mu się umyć, po czym jeszcze skończył robić obiad.
- Wielofunkcyjny Key w akcji! - stwierdził Choi, ale uciszył się pod spojrzeniem przyjaciela.
Taemin, który akurat wchodził do kuchni, nie mógł powstrzymać cichego chichotu. Cóż, nabijanie się z ummy zawsze było świetną zabawą.
- UMMA! A może jeszcze mnie nakarmisz, bo przecież sam jeść nie potrafię, prawda? - zaczął tego żałować, kiedy zobaczył złośliwe błyski w oczach Kim'a. - Nie, Key, błagam nie, nie, nie....!
- Taeś, chodź tutaj... Już, chodź do ummy.
- Key, zostaw go - ziewnął Choi.
Ale wtedy było już za późno. Key posadził Minniego przy stole i zaczął go karmić.
- A teraz za ummę Key. Leeci samoolociik...
- A za mnie? - pufnął Minho z lekkim uśmiechem.
- Za ciebie nie - powiedział Key złośliwie. - Teraz za Onew hyung'a... A teraz za Jong'a... - kiedy zostało już mniej niż pół łyżki, Kim zebrał to i powiedział. - Teraz dopiero za Minho.
- Yah! - oburzył się Choi, po czym rzucił Taeminowi batonika. - To też możesz zjeść za mnie!
- Nie może, to zje za... - Minho podniósł brew. - Za Taemina!
- ... - podirytowany Żabol usiadł na blacie i położył stopy na cennej desce do krojenia Kibuma. (Deska należała do Kibuma, nikt go na niej nie kroił XD dop. K.N.)
- NIE! - dziki krzyk. - NIE ZROBIŁEŚ TEGO! - wziął nóż z szafki.
- Key spokojnie...
- SPOKOJNIE?! TO MOJA DESKA! MOJA DESKA, ROZUMIESZ?!
W czasie, kiedy Minnie próbował uspokoić Kibum'a, Choi ulotnił się do łazienki.
- DOBRA, DZWONIE DO JONG'A! - słychać było krzyk Taemina.
- Nie, nie nie - Key momentalnie odłożył nóż. - Będę już grzeczny, tylko do niego nie dzwoń...
- Halo... Cześć, Jong... Tak, znowu... Za pięć minut, ok...
Minho wszedł znów do kuchni, śmiejąc się jak pojeb.
- No, młody, lubię cię - powiedział z uznaniem w głosie. Kibum tymczasem stał jak stał, będąc w kompletnym szoku.
- Nie, nie, nie, nie... Kłamiesz... On tu nie przyjdzie... Nie zadzwoniłeś do niego...
W tym samym momencie drzwi otworzyły się i stanął w nich niski, ale dobrze zbudowany blondyn. Zmierzył wzrokiem sytuację w kuchni i zaśmiał się.
- Cześć, Minho. Wpadłbyś czasem na trening, co?
- W twoich snach. Dlaczego ty, karle, trenujesz koszykówkę?
Mina Jonghyuna zrzedła.
- No to... po co dzwoniliście?
- Key miał napad... Znowu. Chciał zabić Choi nożem.
- Ale on położył nogi na mojej desce! - wykrzyknął. Jong tylko spojrzał na dwójkę z politowaniem, podszedł do chłopaka i go przytulił.
- Już jest, ok...
- Fuj, odsuń się, jesteś wieśniakiem - powiedział Key nieznoszącym sprzeciwu głosem. Taemin wytrzeszczył oczy na swoją "ummę". Nie znał go od tej strony. Huh...
- Jest aż tak źle, że mu odwala? - zapytał lekko rozbawiony Jjong.
- Chodź młody. Lepiej, żebyś tego nie widział - mruknął Minho, prowadząc Tae do swojego pokoju.
- Jejkuu, musiałeś mu położyć nogi na tę deskę?
- Nie mogłem się powstrzymać - Choi otworzył przed chłopakiem drzwi. Zaśmiał się cicho, słysząc poirytowane gadanie Key z kuchni. Skończy się jak zwykle, czyli JongKey będą robili bardzo nieprzyzwoite rzeczy. Prawdopodobnie na tej cholernej desce. Zauważył jeszcze jak Taemin otwiera batona od niego. Wszedł do pokoju i usiadł na wielkim fotelu.
Młodszy podążył za nim nieśmiało. Pokój był wyjątkowo czysty i zadbany. W kącie stała gitara. Wskazał na nią.
- Hyung, grasz?
- Tylko trochę... Mogę coś dla ciebie zagrać... Oczywiście jeśli chcesz...
Młodszy pokiwał z entuzjazmem głową i niepewnie przysiadł na łóżku. Usłyszał pierwsze dźwięki i od razu się w nich rozpłynął. Zamknął oczy. Nie zauważył nawet, kiedy piosenka się skończyła.
- Minho, czy mówiłeś prawdę o tym ciasteczku z wrożbą?
Starszy skinął głową, dostrajając gitarę.
- Dlaczego... Dlaczego pomyślałeś, że to mogę być ja?
- Nie zdarzyło mi się jeszcze wrzucić w kałużę kogoś równie ślicznego.
Taemin zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok na ręce. Zapomniał, że trzymał batona w jednej z nich, dlatego, żeby się czymś zająć, włożył go sobie do buzi. Choi w tym czasie uśmiechnął się łagodnie.
- Jakim cudem wytrzymałeś z Key od dziecka? - zapytał, śmiejąc się cicho.
- Właściwie, to nie od dziecka. Poznaliśmy się kiedy miałem jakieś dwanaście może trzynaście lat. On już wtedy był bardzo nadopiekuńczy. Pamiętam jak Onew skręcił kostkę. Codziennie do niego przychodził...
- Oj, biedny Kurczak, zgaduję, że ten kretyn skręcił mu drugą... - mruknął Minho, śmiejąc się cicho.
- Nie mów tak o nim... Po prostu, myślał że go nie przypilnował.
Minho nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Boże, ty naprawdę jesteś zupełnie inny od brata.
- Dlaczego wszyscy nas porównują? To takie frustrujące!
- Jesteście rodzeństwem. Poza tym, kiedy zna się Onew, trudno uwierzyć, że ma młodszego brata, który nie potyka się o wszystko łącznie z własnymi nogami.
Na to stwierdzenie Minnie uśmiechnął się lekko. Pamiętał jak Onew, kiedyś rozwalił wystawę świąteczną, bo potknął się o jedną z kurtyn.
-No, hyung, jestem w stanie przyznać ci rację.
Usłyszeli z dołu hałas. Choi uśmiechnął się wrednie.
- Co myślisz o zrobieniu im kawału?
- Tak! - krzyknął entuzjastycznie. Zerwał się z łóżka i popatrzył na starszego, czekając na instrukcje.
- Wyjdziemy z pokoju. Poczekaj muszę wziąć aparat...
Tae poprawił rudą grzywkę, obserwując każdy ruch znajomego. Kochał psikusy.
Zaczęli powoli wychodzić z pokoju. Stanęli przy framudze do drzwi kuchennych. Tae musiał zakryć usta dłonią, kiedy do jego uszu dobiegły stłumione jęki. Minho przewrócił tylko oczami, przyzwyczajony do tego, że ta para nie umiała zachować się cicho. Tae jednak złapał go za nadgarstek.
- Dajmy im trochę czasu dla siebie- zasugerował. Pierwszy raz w życiu rezygnował z psikusa, ale czego się nie robi dla kochanej ummy?
Choi jednak nie chciał się poddać.
Już chciał wyskoczyć z aparatem, gdy poczuł nieco mocniejszy uścisk na nadgarstku. Uparta istota. Spojrzał kątem oka na młodszego i aż się zapowietrzył. Różowe policzki, oczy błyszczące determinacją... Nie mógł się powstrzymać. Przycisnął młodszego do ściany i go pocałował. Zdziwił się, kiedy Minnie oddał pocałunek. Taemin tymczasem przyciągnął go jeszcze bliżej. To było nienormalne. Całował się z facetem, którego prawie zupełnie nie znał, ale chciał tego odkąd tylko go zobaczył.
Minho odsunął się od niego na chwilę, by podziwiać piękną twarz.
- Mieliśmy im zrobić psikusa - wyszeptał. Nagle stało się coś dziwnego. To znaczy... Oni znów się pocałowali, tylko... Tylko przebiegła przez nich jakaś iskra. Taemin wplótł palce we włosy starszego, chcąc znaleźć się jeszcze bliżej.
Magiczną chwilę, zepsuł Onew, który nie dość, że ma super wyczucie czasu to jeszcze potknął się o czyjeś buty.
- O cho... Moment - zatrzymał się w kuchni, z której na szczęście zwiali JongKey. Zmrużył oczy, patrząc na Minho. Minho całującego Taemi... CO? Co tu robił Taemin? I dlaczego oni się całowali?
- Minnie, co ty tutaj robisz? - zapytał zdezorientowany.
Cóż, wcale nie zdziwił się, gdy młodszy nie odpowiedział. W końcu byli zbyt zajęci z Minho pożeraniem swoich twarzy. Ale... Dlaczego? Czyżby jego mały braciszek był gejem? I skąd on znał Minho? I... Fuj.
- Wolę kurczaki - mruknął tylko i wszedł do salonu. - Ojezu, co za spedalony dom!
Już miał opieprzyć JongKey za to, że zostawili otwarte drzwi do swojego pokoju i widać, co tam robią, ale nagle cofnął się. Jakaś nieskurczakowana część jego duszy zdała sobie sprawę...
- CHOI MINHO! - wrzasnął na całe gardło. Choi akurat dobierał się do szyi jego brata. Od razu oderwał usta od Minniego. Szykują się kłopoty.
- Hyung... - zauważył Taemin, patrząc na brata lekko zamglonym wzrokiem.- Hej, hyung. Jak się masz?
- JAK JA SIĘ MAM?
Minho spojrzał błagalnie na najmłodszego i ostrożnie stanął przed nim, osłaniając go przed ewentualnym atakiem.
- No właśnie, jak się masz, hyung? Dawno cię nie widziałem - powiedział, pozwalając Taeminowi rysować po swoich plecach.
- Widzieliśmy się wczoraj - odparł buntowniczym tonem.
- No właśnie... W ciągu jednego dnia tyle może się zmienić...
- Nie mydl mi oczu, ok? Może i jestem fajtłapą, ale nie jestem głupi.
- Naprawdę?  - mruknął Taemin zza pleców Minho. Ten spojrzał na niego, prosząc wzrokiem, by nie pogarszał sytuacji. Za późno. Onew odepchnął Minho i stanął twarzą w twarz z bratem. W tej chwili widać było, że naprawdę są rodzeństwem.
Taemin przesunął się jeszcze bardziej w stronę Minho.
- Co powiedziałeś? - zapytał starszy Lee. Taemin przełknął ślinę. Zapomniał, że jego brat miał jednak te umiejętności przywódcze i potrafił być naprawdę straszny.
- N-nie denerwuj się Onew... To nic takiego...
- NIC TAKIEGO? NIC TAKIEGO?!
Rudowłosy zbladł nieco i zrobił krok w stronę Minho. Onew chyba się opamiętał, bo momentalnie stanął jak wryty.
- Przepraszam Minnie... Nie powinienem był krzyczeć... Tylko... Pamiętasz co ostatnio się stało...?
- Jeśli masz na myśli incydent, przez który umówiłeś się z facetem nielubiącym kurczaków, to nie mam zamiaru powtarzać twojego błędu. Nigdy nie wejdę w toksyczny związek z kurczakami.
- Wiesz, że nie o tym mówię... - spojrzał na niego sugestywnie.
- Nie... Onew... Mieliśmy o tym zapomnieć, pamiętasz...? Obiecałeś mi to... Obiecałeś...
Minho stanął za najmłodszym i delikatnie go objął.
Po twarzy Tae płynęły łzy.
- Minnie, za to też przepraszam...
- Minnie...? Minnie co się stało? - głos Key rozbrzmiał dookoła. - Nie, powiedzcie, że to nie jest to, o czym myślę...? Taeminnie, spokojnie to już było i się nie powtórzy - porwał Choi płaczącego chłopaka, przyciskając go do siebie.
- Czy ktoś powie mi, do cholery, o co chodzi?
Taemin niepewnie spojrzał na osobę pytającą, czyli Minho. Lekko pokręcił głową, ocierając łzy.
- Było, minęło. Nie ma co rozpamiętywać - powiedział, odchrząknąwszy uprzednio. Choi skinął lekko głową i odebrał Kibumowi najmłodszego, z powrotem więżąc go w swoich ramionach.
- Powiesz mi... Kiedyś... Prawda? - zapytał wprost do jego ucha, żeby tylko on miał możliwość go usłyszeć.
Minnie pokiwał głową.
- Może kiedyś... - odpowiedział równie cicho.
- Ej, ludzie! - wrzasnął nagle bardzo entuzjastycznie Onew. - Idziemy na kurczaki? - widząc spojrzenia reszty, dodał:
- I jakieś Bubble Tea? Znam knajpę niedaleko, gdzie sprzedają to i to!
- Nie idę na żadne kurczaki - powiedział buntowniczym tonem Taemin, po czym ostentacyjnie odwrócił się od starszego brata. Jego wzrok powędrował do ciemnych oczu Minho. Tak krótko go znał, ale to się nie liczyło. Może Onew nie wspominał przyjaciołom, że ma brata, ale swojemu bratu chętnie opowiadał o przyjaciołach. Tae sporo więc o nich wiedział. Ale co innego było wiedzieć o istnieniu Choi Minho, a stać tuż obok i czuć jego upajający zapach.
- My się z chęcią wybierzemy! - krzyknął Key, a Jonghyun, nie do końca wiedząc co wybrać po prostu bezsensownie kiwnął głową.
Minho nachylił się i lekko musnął ustami ucho młodszego z braci Lee.
- Czyżbyśmy zostawali sami?
- Mhm...
- My tu jeszcze je...
- Nie, wcale nie, Onew! My już się zebraliśmy! Chodź, bo ci kurczaki wystygnął! - ponaglał starszego Kibum. - A ja chcę moje Bubble Tea... I lepiej, żeby ta twoja knajpka była dobra albo inaczej... Ty się módl, żeby taka była, bo inaczej moje Bubble Tea wyląduje na twoim kurczakowym łbie...
Jinki potulnie pokiwał głową.
- A lubrykant jest w szafce - Key wskazał wspomniany mebel.
- Umma! - Taemin aż schował twarz w koszulce Minho, nie chcąc pokazywać rumieńców.
- Tak tylko mówię - Kibum puścił im oczko.
- Geez, co za ludzie? - spytał Taemin po wyjściu trójki chłopaków.
- Z jednym z nich mieszkam...
„A drugi ciągle przychodzi się z nim pieprzyć”, dodał Minho w myślach, śmiejąc się cicho i delikatnie głaszcząc rude włosy młodszego.
- To... Na czym stanęliśmy? - powiedział Minnie, mrucząc. Żabol znowu zaczął dobierać się do jego szyi. Młodszy oplótł jego kark ramionami.
- Chyba lepiej będzie, jeśli przeniesiemy się do pokoju - wyszeptał Minho i wziął chłopaka na ręce. Zaniósł go do pokoju. Znał cały dom na pamięć, więc w drodze mógł dalej zajmować się jasną szyją młodszego. Położył go na łóżko.

❤❤❤

Pocałowali się, ale była w tym jakaś potrzeba bliskości. Oderwali się od siebie dopiero wtedy, gdy zabrakło im tchu. Minho delikatnie odchylił głowę młodszego, poświęcając trochę uwagi jego obojczykom. Znalazł w ten sposób najwrażliwsze miejsce na ciele chłopaka, sądząc po jego szybkim oddechu. Uśmiechnął się lekko i przygryzł skórę w tym wrażliwym miejscu. Chłopak jęknął cicho i podciągnął starszego na wysokość swojej twarzy. Minho z łobuzerskim uśmiechem spojrzał rudzielcowi w oczy. Błyszczały jeszcze bardziej, policzki były zarumienione, a usta lekko uchylone.
- Jesteś piękny - mruknął z zachwytem, gładząc zaróżowioną twarz. Taemin zarumienił się jeszcze bardziej. Postanowił odwrócić uwagę starszego i przyciągnął go do kolejnego pocałunku. Minho powoli zaczął rozpinać koszulę młodszego. Gdy był w połowie, oderwał się od kuszących ust chłopaka, by znowu zająć się jego obojczykami.
-...Minho...z-zaraz...
- Ciii... - starszy pogłaskał Minniego po włosach.
Młodszy usiłował się powstrzymać, ale jęknął cicho, natychmiast rumieniąc się jeszcze mocniej. Minho w tym czasie pocałował go w nosek.
- Jesteś śliczny, Lee Taeminie, gdybym wiedział wcześniej, że Onew ma brata... I to takiego brata to...
- Przyszedłbyś w nocy mnie zgwałcić? - zapytał rozbawiony Tae, ale zaraz jęknął, bo usta starszego znów znalazły się przy jego obojczykach.
- Zgwałcić... ciebie? Nigdy w życiu!
Młodszy zaśmiał się cicho.
- Myślisz, że ktoś ci w to uwierzy?
- A czy te oczy mogą kłamać?
- Kto cię tam wie - mruknął, pozwalając na dalsze molestowanie obojczyków.
Oczywiście żabol wiedział, że chłopak pod nim będzie miał malinki... Dużo malinek. No, ale co go to obchodziło? Taemin był śliczny i... Jego... To znaczy chyba...
- Jesteś mój - powiedział cicho, przysysając się do jego obojczyka na dłuższą chwilę. Taemin przymknął nieco oczy, pozwalając starszemu na wszystko. Na wszystko znaczy dosłownie wszystko. Wszystkie wszystko, jakie tylko istniało. Czekolada... Bita śmietana z bitą śmietaną... Truuskawki...
Albo po prostu zdarcie z siebie bluzki. Cóż, i to właśnie nastąpiło.
Minho przejechał dłońmi po gładkim brzuchu Tae. Uśmiechnął się i zawędrował nieco wyżej, na jasną klatkę piersiową. Ścisnął palcami brodawkę, słysząc przy tym kompozycję cudownych jęków Taemina. Zamknął mu usta namiętnym pocałunkiem, bojąc się, że jeszcze chwila, a rzuci się na niego. Młodszy objął jego szyję i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.
Dłonie starszego powędrowały znowu do jego sutków. Oderwał się od jego ust i zaczął znaczyć ścieżkę pocałunkami coraz niżej. Gdy musnął spierzchniętymi wargi jedną ze stwardniałych brodawek, z ust Taemina wyrwał się zaskoczony pisk.
- Taemin-ah, wydajesz takie piękne dźwięki - uśmiechnął się i powtórzył czynność. Młodszy zacisnął usta, czując dreszcze wędrujące po całym jego ciele. Minho zjechał jeszcze niżej, pozostawiając na Minnie'm mokre ślady ustami. Przejechał językiem po jego pępku, po czym złożył wilgotny pocałunek na biodrze. Tae wypchnał biodra do przodu, oddychając ciężko. Dziwne uczucie formowało się w jego podbrzuszu i zupełnie nie wiedział, co zrobić. Gdy poczuł wilgotne usta starszego po wewnętrznej stronie swojego uda, jęknął głośno. Rozszerzył nogi jeszcze bardziej, chcąc by starszy wreszcie coś zrobił. Minho uniósł jego nogi, delikatnie krążąc językiem wokół jego wejścia. Włożył w Tae jednego palca i zaczął delikatnie nim poruszać. Młodszy spiął się pod wpływem obcego uczucia.
- Rozluźnij się... Proszę... - kiedy Taemin spojrzał w czekoladowe oczy, doznał dziwnego, przyjemnego, ale dalej dziwnego uczucia. Zagryzł wargę i postąpił zgodnie z poleceniem starszego chłopaka. Minho zaczął powoli go przygotowywać. Starał się nie zrobić młodszemu krzywdy, by odwrócić jego uwagę, całował go delikatnie po szyi, obojczykach i szczęce. Kiedy stwierdził, że chłopak jest gotowy wsunął w niego delikatnie swojego penisa. Taemin zacisnął powieki, by ukryć łzy zbierające się pod nimi. Minho spojrzał na niego z czułością i wytarł mu z policzków słone kropelki, którym udało się wydostać.
Czekał, aż młodszy przyzwyczai się do nieznanego uczucia. Minnie poczuł nagle na ustach pocałunki, dotykiem przypominające skrzydła motyla. Zaczął je odwzajemniać, powoli przyzwyczajając się do obcego uczucia. Minho poruszył się lekko. Zacisnął zęby, by nie stracić nad sobą panowania. Taemin jęknął cicho, szarpiąc biodrami w przód i w tył. Teraz, kiedy przyzwyczaił się już do wielkości penisa Minho, zaczynał się niecierpliwić.
- Minho... Z-zaczynaj... - wyszeptał, bo chłopak zamknął powieki. Starszy spojrzał na niego i po raz kolejny zachwycił się. Cóż, nie mógł pozwolić swojej księżniczce czekać. Poruszył się powoli, wzdychając jednocześnie. Tae jęknął prześlicznie i zarumienił się jeszcze mocniej. Jego oczy zamglone były czystym pożądaniem. Minho zamknął mu usta pocałunkiem, zaczynając się poruszać powolnym, jednostajnym tempem. Bezdźwięczne jęki tonęły w ich ustach. Żabol przyspieszył rytm i złapał między ich ciałami za męskość Taemina. Rudzielec oderwał się od jego ust i jęknął głośno, zupełnie zaskoczony. Mamrotał jakieś niezrozumiałe słowa do ucha Minho, kiedy ten pochylił się i zaczął składać delikatne pocałunki na jego obojczykach.
- Mocniej... - wymruczał, łapiąc za brązowe kosmyki. Żabol wbił się w niego z jeszcze większą siłą. Sądząc po donośnym jęku chłopaka pod nim, trafił w prostatę. Taemin przejechał paznokciami po jego plecach, jęcząc głośno jego imię.
- Mmmm-Minnie, ja zaraz...
- Zrób... To we... Mnie... - wydusił.
Minho przyspieszył jeszcze bardziej swoje ruchy, co chwilę uderzając w czuły punkt młodszego. W końcu jęknął głośno, opierając się czołem o czoło kochanka i rozlał się w jego wnętrzu. Po chwili po ich brzuchach pociekło więcej białej mazi. Żabol wysunął się z niego, położył się na boku i przytulił do siebie chłopaka.

❤❤❤

Tae uspokajał oddech, wtulając się w ciepłą klatkę piersiową.
- Minho, ja... Chyba cię kocham...
Starszy uśmiechnął się czule. Znał tego chłopaka... jeden dzień? Tak, ale co z tego? To dziwne uczucie, które oznajmiało swoje istnienie przyspieszonym biciem serca nie patrzyło na czas znajomości.
- Ja ciebie też, Minnie - powiedział cicho.

Ciasteczko miało rację.
Jak zawsze.

W tym samym czasie Lee Jinki siedział i czekał na swoje kurczaki, podjadając darmowe ciastka z wróżbą. Wyciągnął kolejny papierek. "Podnieś głowę, miłość jest bliżej, niż myślisz".
- Pańskie kurczaki.
Popatrzył na kelnera. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna uśmiechał się do niego czarująco.
- Dziękuję - wydukał Onew.
-Tak w ogóle to jestem Kris... wyskoczymy gdzieś?
- Onew... T-tak, super, dlaczegoby nie... W sumie, to...
- Kończę za pięć minut.
- O... Ok... Mi pasuje... - Onew zaczerwienił się lekko.

A gdzieś tam przed knajpką pewna para znana jako JongKey obściskiwała się, nie wiedząc o istnieniu reszty świata. Jonghyun oderwał się na chwilę od Kibum'a i wskazał głową, aby popatrzył w tamtą stronę.
- My to potrafimy dzieci na porządnych homosiów wychować... - powiedział Key, po czym powrócił do przerwanej czynności.

I ta historia zostanie zakończona właśnie w tym momencie - kiedy dwie szczęśliwe pary czują wzajemną miłość, a dwoje młodych mężczyzn odnajduje nową drogę życia...

~Kooonieec
~~~~~~~~~
To trzecie wydanie współpracy mojej i Kim Naree. Tak btw: Lu, to chyba nasz najdłuższy shot, mam rację?

~Yuu

wtorek, 27 października 2015

Rozdział 9 (SŻ)

Hej! A oto rozdział 9.
Kim Naree
oczywiście, że nie damy za kogo ty nas masz XD damy z siebie wszystko, tak!
Jestem chora. Umrzyjcie mnie :|
~Yuu
~~~~~~~~~
Rozdział 9

Głupi Riddle i jego głupie kary. Wiem, że już to mówiłem, ale on jest nienormalny... 
Serio.

To po co się nawaliłeś?

Ale nie tylko ja tam byłem, nie...? Gdyby Draco, powiedział mi, która to ściana wszystko byłoby ok...

Tak sobie mów...

W ogóle, kto wymyśla takie kary jak sprzątanie w starych pokojach... W dodatku tych na samej górze... W dodatku tych, których nikt nie używa... W dodatku z...

Draco...

Tak, właśnie z nim...

Nie, nie zrozumiałeś. Draco idzie przed tobą.

No tak, ma sprzątać ze mną...

Harry potrząsnął głową, odpędzając niepotrzebne myśli.
- Hej, Cris!
- Cześć... - burknął pod nosem, trochę obrażonym tonem.
- O co chodzi? - Czarnowłosy spojrzał na niego z niedowierzaniem. - Tylko nie mów, że obraziłeś się za tę ścianę...
- Nie. Nie miałem przecież powodu, no nie? Aha, ty masz sprzątać ze mną, wiesz o tym, prawda?
Blondyn prawie zakrztusił się własną śliną.
- J-jak to? Za co...?
- Tom powiedział, że skoro to ty urządziłeś imprezę, to ty również powinieneś odbyć karę.
- A-ale jak to 'sprzątać'? Może się przesłyszałeś...? Albo...
- Dobrze słyszałeś, Malfoy - przerwał z mściwym uśmieszkiem, Harry. - Mamy posprzątać wszystkie pokoje na górze - podniósł dłoń, widząc, że blondyn chce coś powiedzieć. - I nie wymigasz się od tego. Nawet nie próbuj.
- A co ze skrzatami?
- Mają rozkaz nam nie pomagać i nie przychodzić na nasze zawołanie do odwołania.
- Przecież to nam zajmie pół wakacji! A mój wyjazd do Francji?!
- Będzie później niż planowałeś, o wiele później... Zaczynamy karę o piętnastej, przygotuj się do tego czasu.

***

Weszli do pierwszego pokoju na piętrze i od razu zaczęli krztusić się kurzem.
- Łaał! Co tu się dzieje...?!
- Mnie się pytasz? Skrzaty pewnie specjalnie tu nabrudziły... Chciały się zemścić, głupie stworzenia. Ja im pokaże... Malfoy sprzątający jakieś pomieszczenie, ta jasne...
Nagle coś czarnego pojawiło się w zasięgu ich wzroku. Blondyn wydał z siebie bardzo niemęski pisk. Harry parsknął śmiechem.
- To... Tylko... Pająk... - powiedział, śmiejąc się.
- Bardzo śmieszne.
Wzięli się za sprzątanie. To znaczy Harry się wziął, bo blondyn albo narzekał albo przeszukiwał stare skrzynie, szuflady i szafki.
- Hej! Cris, to chyba do ciebie!
- Co ty znowu gadasz...? - spojrzał na Malfoy'a, trzymającego poszarzałą kopertę. - Pokaż mi to.
Kiedy miał ją w ręce, zobaczył swoje „nowe” imię i nazwisko. Szybko rozerwał pieczęć. Draco zajrzał mu przez ramię.
- Po co ktoś miałby pisać do ciebie listę zakupów.
- Przecież to nie jest lista zakupów, idioto. Nie widzisz? To zwykły list... Hmm...
- Jest zabezpieczony, idioto. - przedrzeźnił go blondyn. - Przeczytasz go?
- Nie teraz... - widząc jego minę, dodał:
- I nie przy tobie.
Wsadził list do kieszeni, po czym znowu zajął się sprzątaniem.

***

Kochany Cris'sie!
Cześć, Cris!
Najukochańszy Syneczku...

Cristopher Tom Riddle - brzmi bardzo dojrzałe. Takie imię było przeznaczone Ci od początku. Niestety los sprawił, że ja nie mogłam być z kimś kogo kochałam z twoim ojcem. Jeżeli to czytasz dał ci to Tom (w co wątpię, bo nigdy nie zagląda do tamtego pokoju, kiedy mnie nie ma) lub sam to znalazłeś. Wierzę, że się dogadujecie.

To takie frustrujące - pisać to, gdy siedzisz w pokoju obok. James dobrze się Tobą zajmuje, ale wiem, że to nie potrwa długo. Masz taki śliczny śmiech, taki melodyjny. Tom chciałby Cię zobaczyć. Nie mogę mu na to pozwolić. Wydałoby się wtedy wszystko, a to byłby dodatkowy kłopot.

Chciałabym widzieć jak dorastajasz, jak się pierwszy raz zakochujesz, opowiadać Ci o wszystkim co się działo. Kocham Cię, nigdy o tym nie zapomnij.

Niedawno dowiedziałam się od mojej przyjaciółki, Estrelli*, że stanie się coś złego. Przepowiednia mówi, że:

„Umrzesz, gdy białobrody będzie gotowy. Nigdy nie myśl, że dziecko nie będzie mu ufać.”

Jej wróżby zawsze były pomieszane z tym co mówiła. Ciekawa jestem, czy przeżyje do twojego uświadomienia. Nigdy nic nie wiadomo.

Chciałabym, żebyś dowiedział się czegoś o moich przyjaciołach. Niby nie powinno Cię to obchodzić, ale w głębi duszy czuję, że i tak nie da ci to spokoju...

Była nas piątka.

Estrella Verde - trafiła do Huffelpuff 'u, wiedziała od początku, że to jej nowy dom. Już jako jedenastolatka przejawiała ogromny talent do wróżenia. Chociaż był to nie tyle talent, co cecha wrodzona. Potrafiła mówić o jednym i widzieć drugie.


Kri i Michael Johnson - bliźniaki Ravenclaw. Rozróżniałam ich tylko dzięki kolorach włosów i oczu. Kri - różowe włosy i granatowe oczy, Michael - granatowe włosy i różowe oczy. Sami dokońca nie wiedzieli, dlaczego tak jest. Było w nich coś dziwnego. Kri był zawsze uśmiechnięty, otwarty na znajomości, a jego brat - kompletne przeciwieństwo.


Severus Snape - najlepszy Ślizgon jakiego w życiu poznałam. Mistrzem eliksirów nazywaliśmy go od trzeciej klasy, kiedy wymyślił swój pierwszy, działający eliksir.

No i byłam jeszcze ja. Taka tam sobie Gryfonka, która dobrze czarowała, mimo swojego pochodzenia. Nie wierz ludziom, którzy sądzą, że mugolaki to gorszy rodzaj. Rzucałam zaklęcia lepiej, niż nie jeden czystokrwisty. Potrafiłam jednym ruchem ręki sprawić, by cała populacja czystokrwistych zaczęła mnie szanować.

Teraz pewnie zastanawiasz się, gdzie miejsce dla Rogacza, Łapy, Lunia i tego małego, jak mu tam było... Chyba Glizdogon. Otóż Lunatyk, znany także jako Remus Lupin, zawsze próbował trzymać w ryzach James'a Potter'a vel Rogacza i Syriusza Black'a vel Łapę. Nie zawsze mu się to udawało. Glizdogon kręcił się wszędzie za nimi. Swoją drogą, ciekawe, czy ich poznałeś... Ciekawe czy dalej są takimi dzieciakami jak teraz.
Crostopher chc-

W tym miejscu atrament był rozmazany, jakby autor coś wylał na kartę.


Przepraszam. Teraz, kiedy myślę, że niedługo mnie nie będzie i nie zobaczę... To znaczy nie... To... Płakać mi się chce.

Jeżeli chciałbyś się czegoś o mnie dowiedzieć - w liście nie mogę napisać wszystkiego, przepraszam - spytaj Tom'a lub, jeżeli ich znajdziesz, możesz spytać ludzi, o których Ci napisałam.

Ja...

Chciałabym, żebyś ich znalazł. To nie jest jakieś moje widzimisię. Proszę Cię, znajdź ich. Mają ważne informacje, każdy z nich inne. W sytuacji, kiedy któreś z nich nie żyje mago wśród was, wiadomość jest przekazana w ręce kogoś innego z moich przyjaciół.
Nic więcej nie mogę Ci napisać. Mam za mało czasu, a muszę załatwić jeszcze kilka spraw.


Tak bardzo Cię kocham. Przepraszam, że musiałeś przechodzić przez te wszystkie rzeczy.

Kocham,
Mama

P. S.
Zajrzyj za drzwi obok pokoju, w którym znalazłeś list. Są tam moje rzeczy. Zostawiłam je tam dla Ciebie i tylko Ty możesz otworzyć to, w czym są schowane. Coś jak zabezpieczenie.

~~~~~~~~~~

*Estrella (czyt. Estreja) - (hiszp.) Gwiazda. Nazwisko Estrelli - Verde - znaczy zielony. 'Zielona Gwiazda'.
~~~~~~~~~~
Thanks for attention.

Czekam na komcie.
~Yuu

Shinigami Yukio

Moje zdjęcie
Witam Cię serdecznie na moim blogu yaoi. Jeżeli już tu jesteś to może zostań na dłużej...? A może Ci się tu spodoba... ;) Chciałabym zobaczyć jak się tu udzielasz, komentujesz, bo... to uszczęśliwia *u* Dasz mi jeden komentarz, a ja będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Hm... Chcecie coś o mnie wiedzieć...? Moje prawdziwe imię to Kaśka, kocham yaoi... w sumie to wiadome, skoro je piszę :* Nie lubię tłumów, dostaję ataków paniki, kiedy za dużo ludzi jest wokół mnie. Co jeszcze... Potterhead i k-poperka XD Chyba tyle *u* Zachęcam do komentowania, pa!